12. Niedziela Zwykła – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 4,35-41

Chrystus skierował takie słowa do uczniów: „Czemu tak bojaźliwi jesteście?” (por. Mk 4,40).
Odpowiada na wszelkie pytania swoim życiem pośród ludzi i daje im zbawienie.
Największym znakiem miłości Boga do nas było przyjście na ziemię Zbawiciela, przyjęcie natury ludzkiej ze wszystkimi jej konsekwencjami, łącznie ze śmiercią na Krzyżu.
„Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” (2 Kor 5,16).
Uczniowie poznali Chrystusa najpierw według ciała; widzieli go, dotykali, nawet i po śmierci. Widzieli Chrystusa chodzącego po wodzie, widzieli Go uciszającego wzburzone fale. Na samym końcu poznali Chrystusa przez swoje serce i zrozumieli, że i oni są nieśmiertelni, że są przeznaczeni do dawania świadectwa duchowego, bo człowiek nie jest tylko ziemską materią.
„Uciszenie burzy na jeziorze Genezaret powinno być odczytywane jako znak trwałej obecności Chrystusa w łodzi Kościoła, która nieraz w ciągu dziejów bywa narażona na burzę i wichry. Obudzony przez uczniów, Jezus rozkazał wichrom i jezioru, po czym nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» (Mk 4,40). Tutaj, podobnie jak przy okazji innych wydarzeń, Jezus pragnie wpoić w Apostołów i uczniów wiarę w swoją obecność, która działa wśród nich i ich osłania nawet w najbardziej burzliwych momentach dziejów, wtedy gdy w duszy rodzić się może zwątpienie w Bożą pomoc”.


11. Niedziela Zwykła – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 4,26-34.

 Chrystus przemawia do nas w przypowieściach, abyśmy zrozumieli tajemnice Królestwa Bożego. Każdy z nas stanie kiedyś przez trybunałem Boga, wtedy na jaw wyjdą wszystkie nasze czyny, nasze myśli, plany i zamierzenia. Wtedy okaże się, jak silna była nasza wiara. Czy okazała się zbawienna i czy systematycznie przez całe życie prowadziła do Królestwa Niebieskiego?
Ziarnem jest słowo Boże, dociera ono do nas poprzez nasze sumienie, poprzez nasze zmysły, poprzez rzeczywistość, którą badamy, poprzez wysiłek intelektualny i duchowy.
Siewcą jest Chrystus, nasz Pan. Zbawiciel, przedstawia tajemnice Królestwa systematycznie, powoli, zgodnie z naszymi możliwościami poznawczymi. Jest cierpliwy, czeka na nasz wzrost duchowy.
Kto Go znajdzie – chodzi o Zbawiciela. Jedni szukają Boga intensywnie, inni jakby nie wiedzieli, że Królestwo Boże jest już obok nich. Tylko sięgnąć ręką życia duchowego, swoim sumieniem i zastosować nauczanie Mistrza.
Będzie żył na wieki – stawka jest wielka, przeogromna, stawką jest trwanie z Bogiem po wieczne czasy.
Od wczesnych lat naszego życia uczymy się podstawowych prawd wiary. Ta nauka jest systematyczna, rozwija naszą duchowość, pomaga zrozumieć zasady i normy ludzkiego życia. Stopniowo odkrywamy naszą godność. Rozpoznajemy, że obok nas żyją także inni ludzie: rodzice, krewni znajomi i nieznajomi.
Dorastając, szukamy racji naszego życia. Z przykrością rozpoznajemy, że nasze życie jest relatywnie krótkie, że należy się spieszyć duchowo, aby zrozumieć, co Bóg do nas mówi. Spotykamy się z tajemnicą wiary. Jedni ją przyjmują i zgodnie z rozpoznaniem Prawdy, kształtują własne życie, inni zwlekają z takim rozpoznaniem i aktem wiary. Dzisiaj się dowiadujemy, że nasz Pan i Zbawiciel czeka. Wiara rodzi się ze słyszenia, a człowiek jest nieustannie zapraszany do wyznania wiary.
Zapowiedzią i przykładem sądu nad nami jest sakrament spowiedzi. Po to Chrystus ustanowił ten znak swojej obecności i źródło swojej miłości, a szczególnie miłosierdzia, abyśmy wiedzieli, jak mają się sprawy naszego sumienia i naszej wiary.
Przypowieść o ziarnie gorczycznym jest znamienna, przemawia do naszego sumienia. Chodzi o systematyczny wzrost wiary, naszego zaufania do Chrystusa. Nasza wiara nie jest statyczna, opiera się na miłości, na wartości, która systematycznie powiększa swój zakres. Tej miłości potrzebujemy od rodziców, od rodzeństwa, od najbliższych. Następnie ta Boża miłość ogarnia innych ludzi, ale zawsze jest pochodną miłości Boga.
Wiemy z doświadczeń ludzkiej miłości, że nie daje się jest zmierzyć, zważyć, a nawet sprowokować jej u innych. Miłość ludzi pochodzi od Boga i z tą miłością, z jej owocami staniemy kiedyś przed trybunałem Ojca Niebieskiego.


10. Niedziela Zwykła – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 3,20-35

Mamy szansę na odnowienie naszego życia duchowego, naszych dobrych intencji, działań i postaw moralnych wobec innych. W odnowienie duchowe mamy włożyć wysiłek, wiarę, zaufanie do dobra, jakim jest Bóg.
Nadzieja na „nowe mieszkanie w niebie” umieszcza nas w nowej filozofii życia, sprawia, że jest sens i powód, aby powrócić do naszej naturalnej godności, do człowieczeństwa.
„Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone” (Mk 3, 28b).
Chrystus w dzisiejszej Ewangelii pragnie przywrócić człowiekowi godność dziecka Bożego. Zwycięstwo nad złem polegało waśnie na tajemnicy zbawienia. Moc Boża okazała się silniejsza od kłamstwa, grzechu i śmierci. Grzech to lekceważenie przykazań Bożych, które są prawem naturalnym, danym i zadanym człowiekowi. Aby go wyrugować, aby zrezygnować z grzechów, należy zwrócić się do miłosierdzia Bożego. Odpuszczenie win i grzechów dokonuje się w sakramencie pokuty, w którym najważniejszy jest żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Bóg z miłością i miłosierdziem patrzy na grzesznika i udziela mu przebaczenia, a kapłan potwierdza to rozgrzeszeniem. Są jednak grzechy zastrzeżone. Zastanawiamy się, które to są? „Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia” (Mk 3,29a). Prawdopodobnie są to grzechy przewrotności moralnej. Ktoś ma duchowe rozpoznanie obecności Boga, mimo to grzeszy, podstępnie licząc, że i tak Bóg musi mu odpuścić zło, którego się dopuścił. Otóż Bóg nic nie musi. Zawsze moralnie i duchowo nas pyta: Jeśli chcesz? Jeśli żałujesz?
Służmy Bogu z bojaźnią, z której wynika nasza miłość w Kościele Chrystusowym.


9. Niedziela Zwykła – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 2,23-28

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia cud uzdrowienia w szabat, w kontekście Starego Prawa, na kanwie mocy Boga, który przyszedł do człowieka, aby go zbawić. Nauka płynąca z tego zdarzenia jest oczywista. Cała moc życia, zdrowia, pracy, osiągnięć ludzkich, zasług i postępu pochodzi z miłości Boga. Taka świadomość daje nam po części zrozumieć tajemnice naszego życia, przeplatanego radościami i cierpieniem. Jeśli pragniemy żyć wiecznie, musimy wszystko oddawać w ręce Chrystusa.
Przez wiarę poznaliśmy Chrystusa, a przez Niego Boga Ojca Stworzyciela. Chrystus przyznaje się do nas i w każdą niedzielę zaprasza nas do wspólnoty miłości i modlitwy, do oddania czci Bogu. Ziemią egipską jest nasze życie, nasza polska ziemia, nasze małżeństwa i rodziny.


Uroczystość Najświętszej Trójcy  – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mt 28,16-20

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej odsłania przed nami coś z wielkiej tajemnicy Boga. Jest On jeden, święty, wszechmogący, prosty i niezłożony, ale jest w Nim wspólnota miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. To wymyka się logice naszego ludzkiego myślenia. Boga nie możemy poznać w całej Jego głębi i dlatego wobec Jego tajemnicy musimy stanąć uzbrojeni wiarą. W homiliach podaje się różne obrazowe porównania, które mają pomóc pojąć tę tajemnicę. Należy pamiętać, że boską komunię i wspólnotę Osób najlepiej zrozumie ten, kto kocha i trwa we wspólnocie z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość. Nasza komunia łaski z Bogiem rozpoczyna się w chwili chrztu św. To wtedy Bóg się udziela, nie jest na zewnątrz jako przedmiot poznania, ale zamieszkuje w naszym wnętrzu jako umiłowany Gość. Nie tylko Go poznajemy, ale doświadczamy Jego bliskości. W tym ma swoje uzasadnienie Jezusowy nakaz: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” – czyli zyskujcie uczniów. Kto stanie się uczniem, staje się też uczestnikiem świętej wspólnoty – Trójcy Przenajświętszej.


Zesłanie Ducha Świętego – Komentarz do Ewangelii – rok B – J 15,26-27; 16,12-15

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus obiecuje Apostołom posłać Ducha Świętego, którego nazywa Parakletem, mającym pozostać z nimi na zawsze. W wielu tłumaczeniach Biblii to greckie określenie zostało oddane jako Pocieszyciel. I chociaż, jak np. zauważa bp Kazimierz Romaniuk, takie tłumaczenie może być traktowane jako etymologicznie nieprecyzyjne, to jednak nie wydaje się być bezpodstawne. Wystarczy tylko przywołać, że w Liście do Galatów czytamy, iż człowiek, który pozwala, aby przeniknął go Duch Święty, napełnia się m.in. radością (Ga 5,22-23). Słusznie więc Ducha Świętego można nazwać Pocieszycielem.
Oczywiście, radość, która jest owocem Ducha Świętego, jest radykalnie innego rodzaju niż ta, którą sprawia np. zwycięstwo ukochanej drużyny czy przeżycia kulinarne. Boża radość w nas może nie zostać nawet odrobinę uszczknięta mimo zobaczenia przez nas klęski drużyny, której kibicujemy, czy też doświadczenia jakichś innych, dużo poważniejszych niż sportowe nieszczęść.
Warto, abyśmy przywoływali sobie w pamięci choć od czasu do czasu te nasze, wydawałoby się prozaiczne, doczesne radości, gdyż wprawdzie bardzo mgliście, ale jednak są one dla nas przedświtem tego, jak wielkie rzeczy przygotowane nam zostały przez Boga w Niebie.


Wniebowstąpienie Pańskie  – Komentarz do Ewangelii – rok B – (Mk 16,15-20)

Przeżywana dzisiaj uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego kieruje nasz wzrok ku niebu. W Ewangelii słyszymy, że „Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga”. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć Jezusa jako Tego, Który oczekuje na nas w niebie.
Póki żyjemy, jesteśmy podobni do wędrowców zmierzających na szczyt, tyle że naszym właściwym celem nie jest wdrapanie się na jakąś górę, ale osiągnięcie wiecznej szczęśliwości z Bogiem w niebie. I jednako, jak górscy wspinacze zmagamy się z przeciwnościami losu, naszymi słabościami itd. Może nawet czasem chcemy zrezygnować i zawrócić z drogi, na którą weszliśmy w momencie przyjęcia chrztu. W trudnych zwłaszcza jednak chwilach pamiętajmy, że jeśli zaufamy Jezusowi bez zastrzeżeń i dochowamy – z Jego oczywiście pomocą – wierności Ewangelii, to po przekroczeniu bram wieczności, przekonamy się, że było warto.


6 Niedziela WielkanocnaKomentarz do Ewangelii – rok B – (J 15,9-17)

 Jedną z najbardziej istotnych naszych ludzkich właściwości, spośród tych, które odróżniają nas od zwierząt, jest posiadanie wolnej woli. Wymownym potwierdzeniem dysponowania przez człowieka wolną wolą jest to, iż jako jedyna istota na ziemi może zagłodzić się na śmierć. Chodzi o to, że wyłącznie człowiek może dokonać wyboru i następnie konsekwentnie go zrealizować o tym, że umrze śmiercią głodową. Zwierzęta, o ile nie są oczywiście chore, nie są zdolne do tego, aby całkowicie „zrezygnować” z przyjmowania pożywienia. Jedynie my, ludzie, powodowani mniej lub bardziej wzniosłym motywem, możemy świadomie doprowadzić do własnej śmierci głodowej. 
Stwierdzenie „poniesienie przez kogoś świadomej śmierci głodowej z wzniosłych motywów” przywołuje od razu na myśl św. Maksymiliana Marię Kolbego. A warto sobie jego postać przywołać.
Jak pamiętamy, w obozie w Oświęcimiu w lipcu 1941 r. z bloku, w którym był więziony o. Kolbe, uciekł jeden z więźniów. Za karę z tego właśnie bloku skazanych zostało przez Niemców na śmierć głodową dziesięciu. I w zamian za jednego z nich, Franciszka Gajowniczka, dobrowolnie na śmierć głodową w bloku nr 13, zwanym blokiem śmierci, zgłosił się o. Maksymilian. Zakonnik, przyzwyczajony życiem obozowym do głodu, jeszcze przez dwa tygodnie pozostał żywy bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie dobito go zastrzykiem fenolu. Stało się to 14 sierpnia 1941 r., czyli była to wigilia uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ciało św. Maksymiliana zostało spalone w krematorium.
Przywołując sobie, w jaki sposób zakończyło się życie o. Maksymiliana Marii Kolbego, nie można nie wykrzyknąć, że to był człowiek, który bardzo dosłownie potraktował słowa Jezusa z niedzielnego fragmentu Ewangelii: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.


5 Niedziela Wielkanocna – Komentarz do Ewangelii – rok B – (J 15,1-8)

 W niedzielnej Ewangelii Jezus uczy, że ten, kto w Nim trwa, zawsze przyniesie obfity owoc. My może, kombinując po ludzku, chcielibyśmy by nasza historia, miała zawsze dobre zakończenie. Otóż, niejednokrotnie owoce próśb kierowanych przez nas do Pana Boga są zaskakujące lub poznajemy je po wielu latach. Może w ogóle tu na ziemi ich nie dostrzeżemy, gdyż odsłonią się one przed nami dopiero w wieczności. Jednego jednak możemy być absolutnie pewni: Jezus zawsze dotrzymuje złożonych obietnic!


4 Niedziela WielkanocnaKomentarz do Ewangelii – rok B – (J 10,11-18)

 Może i my wciąż jeszcze zadajemy sobie pytanie: Jaki jest Bóg? A może sobie wyrobiliśmy na własne potrzeby jakiś Jego obraz, który nam od dłuższego czasu towarzyszy w życiu. Bez względu na to, czy dalej poszukujemy czy też już mamy „gotowe” wyobrażenie o tym, jak Bóg wygląda, warto uwzględnić niedzielną Ewangelię. Św. Jan Ewangelista poszukującym podpowiada, w jakim kierunku powinny zmierzać ich wyobrażenia. Natomiast w przypadku tych, którzy już wypracowali sobie własny obraz Boga, niedzielny urywek ewangeliczny jest znakomitą próbką porównawczą.
Otóż, w czytanej w niedzielę perykopie Jezus, Boży Syn, mówi o sobie, że jest Dobry. Każde zatem nasze wyobrażenie Boga, na którym nie będzie On nakreślony jako Dobry, jest fałszywe.


3 Niedziela Wielkanocna – Komentarz do Ewangelii – rok B – (Łk 24,35-48)

Myślę, że w naszych domach znajdują się egzemplarze Pisma św. Warto byśmy się im uważnie przyglądnęli, czy są one podniszczone czy też do dzisiaj pachną świeżością farby drukarskiej. Gdyby się okazało, że mimo upływu wielu lat od ich zakupu wciąż są niemal nowiutkie, byłby to bardzo zły znak. Oznaczałoby to, że zwyczajnie do Biblii w ogóle, bądź prawie wcale nie zaglądamy. A może jest jeszcze gorzej? Może nie wiemy, że gdzieś w naszym domu znajduje się Pismo św..
W niedzielnym fragmencie Ewangelii Pan mówi, że wszystko, co było o Nim zapisane „w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”, musiało się wypełnić. Jednocześnie Jezus oświeca umysły uczniów, aby rozumieli Pisma. Warto byśmy zwrócili uwagę na ten moment, ponieważ jest on wyraźną zachętą do codziennej lektury Biblii. Niezwykle dosadnie niezbędność takiej lektury wyraził św. Hieronim, jeden z Ojców Kościoła, zauważając, że „Nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa”.


2 Niedziela Wielkanocna-Miłosierdzia Bożego – Komentarz do Ewangelii – rok B – (J 20,19-31)

 Jezus dał Kościołowi władzę odpuszczania grzechów. Zauważmy, że przekazania Kościołowi tej władzy przez Pana nie można odrywać od Jego Męki na Krzyżu. Ewangelista wyraźnie wspomina, że Jezus nosi na sobie jej trwałe ślady.
Grzech zamyka człowiekowi bramy nieba, zaś Chrystusowy Krzyż je na oścież otwiera. I nie ma takich win, których by nie zmyła przelana na Golgocie Krew Bożego Syna.. Kiedy człowiek dostrzeże ogrom własnych przewin, i choć trochę za nie żałuje i zapragnie nieba, to Boże Miłosierdzie nie ma miary.
Choć jednocześnie ostrzegawczo brzmi polecenie Pana skierowane do św. Faustyny Kowalskiej: „Napisz to: nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia”. A nieco dalej Apostołka Bożego Miłosierdzia w Dzienniczku wyjaśnia, że „Dla tej duszy zatracenie, która chce się zatracić – bo kto pragnie zbawienia, dla tego jest niewyczerpane morze miłosierdzia Pańskiego”.


Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego – Komentarz do Ewangelii – rok B – (J 20,1-9)

 Wszyscy ci, którzy mówią, że człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebny Bóg, gdyż w zupełności tu wystarczą dobra materialne, są oszustami. Chodzi o to, że człowiek, który całą swą nadzieję położy w zasobności konta w banku czy też, jak to się mówi, dążąc do sukcesu w życiu będzie „rozpychał się łokciami”, zostanie ostatecznie przez bogactwo czy nawet osiągnięty własny sukces „wystrychnięty na dudka”, dokładnie tak samo, jak to stało się z mitycznymi boginiami rzymską Ceres lub grecką Demeter. „Portem docelowym” człowieka nie jest bowiem cmentarz, ale wieczność, w której los człowieka bezpośrednio zależy od przyjęcia bądź odrzucenia Ukrzyżowanej Miłości.
Dalej, może i owszem częściej przychodzi nam iść przez życie niczym gąsienica, krok po kroku, rozwiązując przeróżne problemy, niejednokrotnie na przemian upadając i podnosząc się, może też i w naszym życiu więcej jest smutku czy cierpienia niż radości i szczęścia, ale pamiętajmy: doczesność to tylko most, po którym mamy przejść na drugą stronę, gdzie czeka na nas Zmartwychwstały Pan! Kiedyś wszystkie „gąsienice”, które sercem przylgnęły do Zmartwychwstałego, staną się pięknymi motylami! „Śmierć została pokonana” i nie jest to żart.


NIEDZIELA PALMOWA CZYLI MĘKI PAŃSKIEJ – Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 11,1-10

W najbliższą niedzielę będziemy wspominali dzień uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Tamtego dnia Jezusowi towarzyszył tłum ludzi, którzy z gałązkami w rękach wyszli mu na spotkanie. Jak czytamy w Ewangelii ludzie śpiewali i wiwatowali na cześć Jezusa, krzycząc „Hosanna, hosanna”. Gdyby owego dnia ktoś powiedział, że wokół Jezusa za kilka dni będzie zgromadzony tłum ludzi, nikt by się temu z pewnością nie dziwił. Gdyby jednak ktoś powiedział, że ów tłum będzie krzyczał nie „Hosanna”, ale „Precz z Nim”, każdy by powiedział, że to nie możliwe. A jednak, jak wiemy, okazało się to możliwe. Zapewne w większości ci sami ludzie, którzy wcześniej śpiewali „Hosanna”, kilka dni później krzyczeli „Na krzyż z Nim”.
Zapewne wielu z nas w niedzielę przyniesie do kościoła palmy na pamiątkę wjazdu. Będziemy śpiewali „Hosanna, hosanna Synowi Bożemu”. Warto się przy tym zastanowić, czy przypadkiem nie jest często tak, że w Niedzielę Palmową przynosimy Jezusowi piękną ozdobioną gałązkę. Natomiast w Wielki Piątek smagamy go rózgą. Być może w naszym życiu jest tak, że nasza gałązka staje się z czasem zwykłym badylem. Być może jest tak, że jednego razu mamy ogromny zapał, aby faktycznie zmienić swoje życie. Natomiast gdy przychodzi do odrzucenia konkretnej słabości, to zwlekamy, mówiąc „może zacznę się zmieniać jeszcze nie od dziś, ale od jutra to już na pewno”. Albo może w niedzielę gorliwie się modlę na Mszy świętej. Natomiast w tygodniu jestem opieszały i niedbały w pracy. Albo może z wielkim zaangażowaniem śpiewam „Wszystko Tobie oddać pragnę i dla Ciebie tylko żyć”. Natomiast swoim najbliższym nie okazuję życzliwości lub nawet jeszcze gorzej wprost ich poniżam. Jeśli tak jest, to biada nam! Nie łudźmy się! W niczym nie różnimy się od tamtego tłumu. Wprawdzie przynosimy Jezusowi piękną zieloną gałązkę. Jednak w rzeczywistości okazuje się ona dotkliwie Go smagającą rózgą!!!


V. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii – rok B – J 12,20-33

 Dzisiejszy fragment Ewangelii rozpoczyna się niewiele znaczącym wtrętem uczynionym przez św. Jana Ewangelistę, że przebywający akurat w tamtym czasie w Jerozolimie Grecy chcieli się spotkać z Jezusem. Być może do Jerozolimy przywiodła ich tylko chęć zobaczenia Jezusa, o którego mądrości i cudach wcześniej wiele zdążyli usłyszeć. A być może Grecy w Jerozolimie załatwiali jakieś inne, np. handlowe sprawy i niejako przy okazji, jaka akurat im się nadarzyła, zapragnęli spotkać się z Mistrzem z Nazaretu. Tego nie wiemy, co było zasadniczym powodem pobytu wspomnianych przez Ewangelistę Greków w Jerozolimie. Nie jest to istotne. Ważne jest, że Grecy byli tamtego dnia w Jerozolimie, ich pragnienie bardzo poruszyło uczniów Jezusa, a ci poszli z tą wieścią do Mistrza. Zapamiętajmy tyle, że Grecy w dzisiejszej Ewangelii są obecni i odgrywają w niej istotną rolę, ponieważ poprzez swoje pragnienie poznania Jezusa skłaniają Go do wyznania, odsłonięcia tajemnicy. Jakiej tajemnicy?
Otóż, gdy Jezus usłyszał o pragnieniu Greków, od razu zapowiada bliską „godzinę Syna Człowieczego”. Jezus wskazuje, że będzie to czas, w którym zostanie On otoczony przez Boga chwałą. Zauważmy, że Jezus, ogłaszając nadejście „godziny Syna Człowieczego” wobec Greków, kieruje do nich dyskretne wezwanie, aby zostali Jego sługami i obiecuje im nagrodę, tzn. przebywanie razem z Nim i uczestnictwo w Bożej chwale. Dalej zwróćmy uwagę, że rozmówcy Jezusa natychmiast pojmują, iż Jego chwała objawi się w śmierci, ponieważ Pan ilustruje nadejście „godziny Syna Człowieczego”, przywołując obraz pszenicznego ziarna, które tylko wtedy wydaje plon, gdy wcześniej umiera w ziemi. W ten sposób w dzisiejszym fragmencie Ewangelii jest też na swój sposób obecna Golgota, bo przecież na tej górze ma za jakiś czas rozegrać się zapowiadana przez Jezusa „godzina Syna Człowieczego”.
Ponadto, wspominane i zapowiadane w dzisiejszej perykopie ewangelicznej wydarzenia rozgrywały się na terenie Jerozolimy, która wówczas znajdowała się pod panowaniem Cesarstwa Rzymskiego. Zresztą, w wypełnieniu się zapowiadanej dziś przez Jezusa „godzinie Syna Człowieczego” Rzymianie odegrają swoją rolę. Rzymski prefekt Judei Piłat wyda wyrok śmierci na Jezusa, a ukrzyżują Go rzymscy żołnierze. Możemy powiedzieć, że Rzym także jest „bohaterem” ukrytym dzisiejszej Ewangelii.
Zbierzmy wspomniane wątki w całość. W dzisiejszej perykopie ewangelicznej zwróciliśmy uwagę na trzech bohaterów: Golgotę, Greków i Rzymian. A jeśli dwóch ostatnich bohaterów chcemy wyrazić tą samą kategorią, co pierwszego, tzn. nazwami gór symbolicznych odpowiednio dla starożytnych Greków i Rzymian, to można by powiedzieć, że dzisiejsza Ewangelia kieruje nasz wzrok na trzy góry: Golgotę, ateński Akropol i rzymski Kapitol.
Dzisiejsza Ewangelia staje się znakomitą okazją do tego, abyśmy sobie przypomnieli źródła kultury europejskiej, o których to źródłach coraz częściej wielu współczesnych Europejczyków zapomina, porzuca i lekceważy je, albo nawet z nimi walczy. A trzeba wiedzieć, że Europa jest dziedzictwem, a mówiąc bardziej poetycko, wyrosła – jak w 2003 r. w adhortacji Ecclesia in Europa przypominał św. Jan Paweł II (numer 19) – ze światła płynącego właśnie przede wszystkim z jerozolimskiej Golgoty, ateńskiego Akropolu i rzymskiego Kapitolu. Oznacza to, że europejską tożsamość kulturową i cywilizacyjną zasadniczo ukształtowało: 1) judeochrześcijańskie Objawienie, w którego centrum jest ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Jezusa; 2) personalistyczna filozofia grecka, która czyniła człowieka miarą wszystkiego; 3) rzymskie prawo, które można streścić sentencją: „Żyj godnie, nikogo nie krzywdź, oddawaj każdemu to, co się jemu należy” (autorem tej myśli jest Ulpian Domicjusz, rzymski prawnik żyjący na przełomie II i III w. po Chr.).
Stąd – nawiązując do wspomnianej adhortacji św. Jana Pawła II (numer 7) – można powiedzieć, że wokół nas, na kontynencie europejskim wciąż nie brak cennych symboli wskazujących na źródła naszej europejskiej tożsamości, ale wraz z powolnym, stopniowo wkraczającym ich lekceważeniem, zapominaniem o nich, odrzucaniem ich itd., należy się liczyć z realnym niebezpieczeństwem, że staną się one wyłącznie martwymi pamiątkami z przeszłości. Zatroszczmy się zatem o źródła naszej europejskiej tożsamości, która jest osadzona na trzech górach: Golgocie, Akropolu i Kapitolu.


IV. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii – rok B – J 3,14-21

Jezus porównał siebie do miedzianego węża, utożsamił się z zapowiadaną w starotestamentalnych pismach chwalebną postacią Syna Człowieczego, który zstąpił z nieba (wieczności, mieszkania Boga) i jako jedyny z mieszkańców doczesności ma moc potrzebną do tego, aby tam o własnych siłach powrócić. A w dzisiejszej perykopie ewangelicznej, która następuje w tekście Ewangelii według św. Jana zaraz po tym porównaniu, Jezus zestawia swoją tożsamość i los z wydarzeniami, jakie rozegrały się wiele wieków wcześniej na pustyni, kiedy Naród Wybrany po wyjściu z niewoli egipskiej zmierzał do Ziemi Obiecanej. Przypomnijmy, że wówczas Izraelici zwątpili w Boga i Jego opiekę, ponieważ w którymś momencie zaczęło im brakować jedzenia i wody. Zaczęli więc narzekać przeciwko Bogu i Mojżeszowi. Za karę na Izraelitów Bóg zesłał wtedy plagę jadowitych węży, które śmiertelnie pokąsały wielu Żydów. I dopiero kiedy Mojżesz zainterweniował u Boga, Ten ocalił tych Izraelitów, którzy pozostali jeszcze przy życiu i w skrusze serca spojrzeli na miedzianego węża, którego sporządził Mojżesz i zawiesił na wysokim palu.
Paradoksalność dzisiejszej Ewangelii ujawnia się, gdy zauważymy, że ledwie parę wersetów wcześniej Jezus mówił o sobie w kontekście obrazów pełnych chwały, mocy i potęgi. A chwilę potem przyrównuje siebie do węża, czyli zwierzęcia, które było przez ówczesnych Izraelitów uważane przede wszystkim za symbol śmierci i pohańbienia, a także z uwagi na swój sposób życia, tzn. czołganie się po piachu, było pogardzane. Ale paradoksalność dzisiejszego fragmentu Ewangelii jeszcze wzrasta, gdy uświadomimy sobie, że wąż dla ludów ościennych, z którymi Izraelici w tamtych czasach się często kontaktowali, był oznaką życia i siły. Symbolika dzisiejszej perykopy ewangelicznej, w której centrum znajduje się znak węża, jest więc pełna paradoksów, żeby nawet nie powiedzieć sprzeczności.
Teraz zauważmy, że dzisiejsza Ewangelia powoli już nas wprowadza i przygotowuje do przeżywania okresu Męki Pańskiej, która będzie głównym tematem liturgii dwóch ostatnich tygodni Wielkiego Postu. Zobaczymy wówczas m.in. krzyże i obrazy Ukrzyżowanego zasłonięte na znak smutku i żałoby. Po raz kolejny w naszym życiu odkryjemy wtedy w wywyższeniu Jezusa na krzyżu podobną paradoksalność, a nawet na swój sposób sprzeczność, do tej, którą zauważyliśmy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Z jednej bowiem strony, przeżyjemy ponownie, że na Golgocie Jezus został w najwyższym stopniu pohańbiony, gdyż zrównano Go z pospolitymi rzezimieszkami, a także zabito w sposób skrajnie okrutny. A przecież jeszcze wcześniej – co też warto wspomnieć, gdyż dopełnia to tylko obrazu upokorzenia Jezusa przez ludzi – został On sprzedany za pieniądze, zdradzony i opuszczony przez uczniów, cierniem ukoronowany, rozebrany do naga, wyśmiany itd. Ale też równocześnie – z drugiej strony – ponownie doświadczymy misterium, że na Golgocie ujawnił się szczyt chwały Jezusa i Jego Boska potęga, gdyż Ukrzyżowany Pan po trzech dniach powstał z martwych.
To jeszcze nie wszystko, ponieważ w dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że wobec tajemnicy ukrzyżowania Jezusa człowiek musi zająć stanowisko. Albo wzorem wielu Izraelitów, którzy chcąc ratować życie, spoglądali na miedzianego węża, przylgnie do Ukrzyżowanego. Albo też uzna to, co się na Golgocie rozegrało za głupstwo, którym nie warto sobie w ogóle zaprzątać głowy. Albo… albo… – innej możliwości nie ma.


III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii – rok B – J 2,13-25

Człowiek – który pierwszy raz w życiu z uwagą czyta chronologicznie ułożone kolejne fragmenty Ewangelii, np. poczynając od sceny zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie przez archanioła Gabriela w Nazarecie, dowiaduje się, że Maryja zostanie Matką Syna Bożego, poprzez narodzenie Jezusa w Betlejem, dalej Jego chrzest w Jordanie, nauczanie i cuda itd., gdy natrafi na opisane przez św. Jana Ewangelistę wydarzenie, bez wątpienia przeżywa szok, niedowierzanie, a może nawet zwątpienie w Jezusa. W głowie człowieka pojawia się mętlik myśli: jak to możliwe, że ten sam Jezus, który np. tak pięknie mówił o niewystarczalności siedmiokrotnego przebaczenie winowajcy i zachęcał do wybaczania aż po siedemdziesiąt siedemkroć (czyli zawsze), a także za wzór do naśladowania w bezgranicznie ufnym przyjmowaniu Królestwa Bożego postawił swoim uczniom niewinne dzieci czy opowiedział wzruszającą przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, teraz – bez najmniejszych skrupułów i oporów – bierze w ręce bicz, wywraca na terenie jerozolimskiej świątyni wszystko do góry nogami i rozpędza znajdujących się w pobliżu ludzi na cztery wiatry. Ów człowiek, który dopiero co poznaje historię Jezusa, może mieć wątpliwość i się zastanawiać: a może Jan Ewangelista pomylił Jezusa z kimś innym? Przecież Jezus nauczał owszem z mocą, Jego nauka jest wymagająca i nieraz gwałtownie wypędzał złe duchy z ludzi, ale wobec ludzi zachowywał się łagodnie, taktownie, grzecznie itd. A tu – tzn. w fragmencie Ewangelii – Jezus zdaje się aż kipieć ze złości, a może nawet brutalności!!! Jak to pojąć? O co chodzi?
Opisane przez św. Jana Ewangelistę wydarzenie, które znamy pod tytułem „Wypędzenie przekupniów ze świątyni”, należy spojrzeć przede wszystkim jako na cud dokonany przez Jezusa. A może więcej, jest to jeden z kluczowych cudów Jezusa, gdyż Pan – jak czytamy – powiązał to, co zrobił ze swoim przyszłym zmartwychwstaniem, czego w tamtej chwili świadkowie jeszcze oczywiście nie pojęli. Przecież – wyobraźmy sobie – gdyby wówczas na teren jerozolimskiej świątyni wtargnęła kilkudziesięcioosobowa banda wyposażona w kije, harpuny, bicze itp. narzędzia przemocy, to skutkiem takiego najścia raczej byłyby zamieszki, które być może przeniosłyby się na ulice miasta i dalej, niż przebudzenie duchowe i refleksja, że z Bożego domu nie godzi się czynić bazaru. A Jezus, działając tylko w pojedynkę, oczyścił dom Boży z tego, co narusza świętość tego miejsca. Wypędzenie przekupniów ze świątyni jest bez wątpienia przede wszystkim cudem uczynionym przez Jezusa!
Tak, w perykopie ewangelicznej Jezus odsłania przed nami swoje Oblicze! On jest jedynym Panem ziemi i nieba! On jest Początkiem i Końcem, Alfą i Omegą, tylko Jego własnością jest czas i wieczność (por. Mszał Rzymski, przygotowanie paschału)!


II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 9,2-10

 We wszystkich trzech Ewangeliach Synoptycznych znajdujemy opis przemienienia Jezusa na górze (Mt 17,1-13; Mk 9,2-8; Łk 9,28-36). Wzmiankę o tym wydarzeniu możemy też znaleźć w Drugim Liście św. Piotra Apostoła (2 P 1,16-18). I chociaż w przekazie biblijnym Góra Przemienienia jest określana tylko mianem „góra”, „góra wysoka” czy „góra święta”, co oznacza, że nie zostaje skojarzona z żadną nazwą geograficzną, dzięki czemu moglibyśmy dokładnie określić miejsce przemienienia Jezusa, to jednak zgodnie z pradawną chrześcijańską tradycją opisane w dzisiejszym fragmencie wydarzenia należy wiązać z górą Tabor. Dlatego też od wieków treść ewangelicznego przekazu o przemienieniu Jezusa rozważa się właśnie na Taborze i tam też znajdują się sanktuaria poświęcone temu misterium.
Tabor jest samotną górą o wysokości 588 m n.p.m., a na tle równinnej okolicy wyraźnie odznacza się swym majestatycznym kształtem. W starożytności w pobliżu Taboru krzyżowały się ważne szlaki komunikacyjno-handlowe, a ślady osadnictwa na tej górze sięgają siedemdziesięciu tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa. Góra Tabor do dziś jest uznawana za niezwykle ważny punkt strategiczny w Palestynie i nie może tym samym dziwić, że w przeszłości w pobliżu tej góry rozegrało się wiele ważnych bitew. W czasach biblijnych północne pokolenia Izraela (tzn. Zabulona, Neftalego i Issachara) Tabor uważały za górę świętą, tzn. szczególnie wybraną przez Boga i miejsce, gdzie człowiek może doświadczyć Jego obecności. Natomiast przez Arabów od połowy XII w. Tabor jest nazywany „Dżabal at-Tur”, co dosłownie oznacza „Góra święta” („Góra wysoka”).
Na miejsce swojego przeznaczenia Jezus świadomie wybrał górę, która w oczach starożytnych mieszkańców Ziemi Świętej uchodziła za górę wyjątkową. Miejsce wydarzeń przedstawiało się w oczach uczniów wyjątkowo, to i wydarzenia, których byli świadkami, bez wątpienia uznali za szczególnie istotne. Stąd przesłanie, jakie w dzisiejszym fragmencie Ewangelii możemy odnaleźć, ma dla nas znaczenie kluczowe, jeśli chodzi o jakość naszego chrześcijańskiego życia. O jakim przesłaniu mowa?
Można wskazać trzy podstawowe zasady czytania tekstów biblijnych.
Pierwsza zasada: Pismo święte trzeba czytać jako jedną księgę świętą, ponieważ wszystko w niej jest ukierunkowane na Jezusa. Chodzi przede wszystkim o to, że Stary Testament staje się zrozumiały dopiero w świetle Nowego Testamentu. Zauważmy, że Jezus rozmawia dziś z Mojżeszem i Eliaszem, wielkimi prorokami Starego Przymierza, co można interpretować w taki sposób, iż ich oświeca, tzn. wyjaśnia im znaczenie swojej Osoby i dzieło, jakiego dokonuje. A dalej, ci dwaj mężowie (Mojżesz i Eliasz) są świadkami Jezusa jako Syna Bożego, podobnie jak księgi Starego Testamentu zapowiadały to, co się miało stać, gdy Bóg pośle na świat obiecanego Mesjasza.
Zasada druga: Biblię należy czytać i postrzegać przede wszystkim w kontekście liturgii. Tę zasadę podpowiada motyw namiotu, jaki jest obecny w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Odkąd Bóg zamieszkał wśród Izraelitów, wędrujących po pustyni z Egiptu do Ziemi Obiecanej w Namiocie Spotkania, namiot stał się w Biblii symbolem obecności Boga pośród swojego ludu. A liturgia chrześcijańska jest czasem i miejscem szczególnej obecności Boga, tzn. obecności tu i teraz, w przestrzeni i momencie sprawowania celebracji, której istotnym elementem jest czytanie słowa Bożego. Dlatego też chrześcijanie powinni żyć i odnosić do swojego życia przede wszystkim to słowo Boże (tzn. dane fragmenty Pisma świętego), które są czytane w trakcie liturgii, w jakiej uczestniczą.
Zasada trzecia – rozważając teksty święte, bezpośrednio obcujemy z chwałą Boga. Zauważmy, że podczas przemienienia Jezusa Piotr, który w tym momencie reprezentuje cały Kościół, wyraża zadowolenie z tego, iż on i jego dwaj towarzysze są tak blisko Pana. Oznacza to, że do tego, aby człowiek przemieniał swoje serce i wiązał się coraz mocniej z Bogiem, wystarczy samo modlitewne czytanie Pisma świętego. Nie ma tu potrzeby spekulacji czy wnikliwych naukowych analiz. Samo trwanie w świetle Pana i Jego słowa człowieka przebóstwia.
Nawiązując do myśli św. Jana Pawła II z encykliki Fides et ratio, można powiedzieć, że przesłanie, jakie wypływa dla nas z tajemnicy przemienienia Jezusa, to: ludzki duch unosi się do Boga na dwóch skrzydłach, którymi są wiara i rozum, a „paliwem” jest słowo Boże!


I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii – rok B – Mk 1,12-15

Wielki Post – jak dobrze wiemy – trwa czterdzieści dni. Jest to okres liturgiczny, który każdego roku na nowo przygotowuje nas do coraz owocniejszego przeżywania Uroczystości Zmartwychwstania Chrystusa. Nietrudno – mając na uwadze obecną perykopę ewangeliczną – dostrzec, że Wielki Post swoje źródło ma przede wszystkim w czterdziestodniowym pobycie Jezusa na pustyni, kiedy to Pan przygotowywał się do podjęcia dzieła odkupienia ludzkości.
W Biblii liczba czterdzieści, jeśli jest odniesiona do czasu, to zawsze wskazuje na jego szczególny charakter. W Piśmie świętym liczba czterdzieści w związku z upływem czasu pojawia się około 80 razy i za każdym razem określa dzieło (łaskę, doświadczenie itp.), na którego wykonanie (otrzymanie, spełnienie itp.) Bóg wyznacza człowiekowi bądź to czterdzieści dni, bądź czterdzieści lat. Np. Izaak miał czterdzieści lat, gdy za żonę wziął sobie Rebekę (Rdz 25,20). Mojżesz zanim otrzymał Dziesięć Przykazań, przebywał z Bogiem na górze Synaj czterdzieści dni i nocy (Wj 34,28). Po wyjściu z Egiptu czterdzieści lat spędzili na pustyni Izraelici, zanim w końcu weszli do Ziemi Obiecanej (Pwt 8,2). Także przez czterdzieści lat Naród Wybrany, wędrując po pustyni z Egiptu do granic Ziemi Obiecanej, żywił się manną – pokarmem z nieba (Wj 16,35). W trakcie wojny Narodu Wybranego z Filistynami przez czterdzieści dni jeden z Filistynów – Goliat – podrwiwał sobie z wojsk izraelskich, zanim został pokonany przez Dawida, który odniósł zwycięstwo nie dzięki swej sile, ale dlatego, że jego jedyną mocą był Bóg (1 Sm 17,16). Syn Saula, pierwszego króla Izraela, Iszbaal w wieku czterdziestu lat objął tron po ojcu (2 Sm 2,10). Prorok Eliasz szedł do Bożej góry Horeb czterdzieści dni i nocy, a przed wyruszeniem w drogę posilił się tylko chlebem otrzymanym od Boga (1 Krl 19,8). Wreszcie Apostołowie Piotr i Jan w świątyni w Jerozolimie uzdrowili w imię Jezusa człowieka, który był kulawy od urodzenia, a na łaskę uzdrowienia czekał czterdzieści lat (Dz 4,22).
Po raz kolejny otworzył się przed nami czas: codziennego stawania twarzą w twarz z Bogiem, poznawania prawdy o sobie, podejmowania walki z własnymi słabościami, krzepienia się Boskim pokarmem (w szczególności słowem Bożym, sakramentem pokuty i pojednania, a także Komunią świętą), otwierania się na łaskę Boga i duchowego dojrzewania. A to, co przez te czterdzieści dni dokona się w naszym życiu, tzn. np. na ile staniemy się duchowo dojrzalsi, o ile nasze serce bardziej zjednoczy się z Sercem Zmartwychwstałego Pana, zależy od nas.
Czterdzieści dni, odpowiednio i z Bożą pomocą przeżyte, jest wystarczającym czasem do tego, aby odmienić swoje życie i stać się nowym, tzn. prawdziwie Bożym człowiekiem.
A zatem,  – u progu Wielkiego Postu – zadajmy sobie pytanie, ile w naszym życiu może się zmienić w czasie tych czterdziestu wielkopostnych dni. Odpowiedź będzie prosta: z Bożą pomocą może się zmienić wszystko, o ile tylko na nią się otworzymy!


6 NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 1,40-45

Zgodnie z przysłowiem: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”. Zarówno choroby ducha, jak i to, co piękne czy dobre, przechodzą z jednego człowieka na drugiego drogą naśladowania. Jeśli zazwyczaj otaczamy się ludźmi, którzy grzeszą na potęgę, grzechów się nie wstydzą, ale co więcej: nimi się chlubią, to z czasem – i to raczej prędzej niż później – sami zaczniemy tak żyć. Natomiast jeśli w naszym otoczeniu będą przeważali ludzie mądrzy, wrażliwi na dobro i piękno, to dzięki temu i nasza mądrość życiowa, a także wrażliwość na dobro i piękno będą stale rosły. Mechanizm tych zależności jest dobrze nam znany.
Trędowaty, o którego uzdrowieniu słyszymy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, myślał zgodnie z tym mechanizmem. Tego człowieka nawet choroba, na jaką cierpiał, w takim myśleniu utwierdzała. Przecież trądem zaraził się od innych, tzn. kontaktując się i przebywając z trędowatymi, stał się taki jak oni – nieuleczalnie na tamte czasy – chory. A słysząc o cudach, które Jezus zdążył uczynić (według relacji św. Marka Ewangelisty Jezus wcześniej uwolnił spod władzy złego ducha człowieka opętanego i dokonał w Kafarnaum licznych uzdrowień), trędowaty rozumował tak: „abym mógł zostać uzdrowiony, to jedyną dla mnie szansą jest znalezienie się w pobliżu Jezusa, poprzebywanie z Nim przez jakiś czas i poproszenie Go o zdrowie, a jeśli Jezus tylko zechce mnie uzdrowić, to wreszcie będę wolny od trądu”.
Jaką naukę możemy wyciągnąć z dzisiejszej Ewangelii?
Na początku mamy czerpać przykład z Jezusa Chrystusa i na Nim się wzorować. A jak to zrobić? Możliwie często przebywać w towarzystwie Jezusa, czyli przyglądać się i rozważać Jego zachowania, wsłuchiwać w Jego naukę i nią żyć. Mówiąc inaczej, zanim podejmiemy jakąś decyzję lub coś zrobimy, trzeba się zastanowić nad tym, jak w naszej sytuacji zachowałby się Jezus i potem tak samemu zdecydować, uczynić itd. Dzięki temu – w myśl przypomnianego wyżej przysłowia – stopniowo będziemy się do Jezusa upodabniać. To jest przesłanie, jakie możemy wyciągnąć z dzisiejszej Ewangelii. Pozostaje teraz jeszcze tylko je systematycznie wypełniać.


5 NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok B Mk 1,29-39

Gorączka – w medycznym ujęciu – jest stanem termicznym organizmu, który towarzyszy jego chorobie. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus przychodzi w odwiedziny do domu Szymona Piotra i jego brata Andrzeja. I co tam zastaje? Okazuje się, że chora w łóżku leży matka żony Szymona. I chociaż nie wiemy dokładnie, na co teściowa Szymona chorowała, ponieważ Ewangelista mówi tylko, że leżała w gorączce, to jednak ze względu na to, iż Jezus zdecydował się na interwencję i chorą natychmiast uzdrowił, przypuszczamy, że jej stan musiał być poważny, być może nawet bezpośrednio zagrażał jej życiu. A po uzdrowieniu przez Jezusa teściowa szybko zajmuje się ogarnięciem domu, przygotowaniami do posiłku itd.
Jaką naukę możemy z tego wydarzenia wyciągnąć dla siebie?
Zwróćmy uwagę, że oprócz gorączki rozumianej jako stan podwyższonej temperatury ciała organizmu istnieje jeszcze inny stan człowieka, który także określamy mianem gorączki, a który jest o wiele bardziej dla człowieka niebezpieczny niż gorączka w znaczeniu medycznym. Jaki stan człowieka tu chodzi? Ogólnie „gorączka złota”.
Mianem „gorączka złota” określa się pogoń za zyskiem za wszelką cenę, czyli np. stawianie pieniądza, wygody, luksusu itp. ponad wszystko inne. Tak rozumiana gorączka jest o wiele bardziej dla człowieka destrukcyjna niż gorączka w medycznym znaczeniu. Wyraźnie przestrzega przed nieokiełznaną pogonią za zyskiem i jej szkodliwymi skutkami św. Paweł w Pierwszym liście do Tymoteusza: „[…] ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tm 6,9-10).
I gdyby się nam przydarzyło, że pieniądz, wygoda, luksus itp. stały się dla nas ważniejsze niż drugi człowiek, tj. np. ofiarowany mu przez nas czas, uczciwość wobec drugiego itp., to czym prędzej zbliżajmy się do Jezusa, aby nas z tak rozumianej „gorączki” uzdrowił. Chodzi o uczynienie motywem przewodnim naszego życia nauki wyrażonej przez św. Pawła w  Pierwszym liście do Tymoteusza: „Mając […] żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!” (1 Tm 6,8).


4 NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 1,21-28

Kiedy sięgamy po historyczne dokumenty to archeologia wymienia takie miasta jak: Betsaida, Chorozaim, Kafarnaum, a także inne miejsca związane z życiem Jezusa. A że akcja dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się w Kafarnaum, to na tym miejscu się zatrzymajmy.
W 1838 r. amerykański podróżnik Edward Robinson odkrywa starożytne ruiny na północnym brzegu Jeziora Genezaret, ale nie kojarzy swojego odkrycia z ewangelicznym Kafarnaum. Dopiero w 1866 r. Brytyjczyk Charles William Wilson, po przeprowadzeniu niewielkich prac archeologicznych, wiąże odkryte ruiny z Kafarnaum. Od początku XX w. w różnych okresach prowadzone były dalsze prace archeologiczne, dzięki którym odkryte zostają miejsca często wspominane w Ewangeliach. Jednym z nich jest opisywany pobyt Jezusa w Kafarnaum, czyli dom Piotra Apostoła i synagoga.
Dom Piotra bardzo wcześnie stał się miejscem chrześcijańskiego kultu i przez to otoczony był szczególną opieką wiernych. A – według zachowanych dowodów archeologicznych – odkryte ruiny trwały nieprzerwanie od pierwszego wieku, można być pewnym, że w odsłoniętych tam miejscach Jezus postawił swoje stopy. Nie odkryto natomiast jeszcze synagogi z I wieku, w której rozegrały się wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii. Ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że kryje się ona (tzn. oczywiście jej ruiny) po odsłoniętymi dzisiaj pozostałościami synagogi z IV w.
Gdy wchodzi się dzisiaj na teren Kafarnaum, to można ujrzeć napis „Miasto Jezusa” (The Town of Jesus). Widząc ten napis, pielgrzym może się zdziwić i zapytać, dlaczego akurat Kafarnaum w taki sposób jest określane, a nie Betlejem, gdzie Jezus się urodził, czy Nazaret, gdzie dorastał?
Prawdopodobnie sam Jezus tak nazywał Kafarnaum, tzn. jako swoje miasto (Mt 9,1). Ponadto, według Ewangelii w Kafarnaum Jezus uczynił najwięcej cudów. Wreszcie, zgodnie z proroctwem Izajasza, na co zwraca uwagę Ewangelista Mateusz (Mt 4,13-17), Mesjasz swoją misję, wzywając do nawrócenia i ogłaszając nadejście Królestwa Bożego, rozpoczął tam, gdzie rządzi ciemność i śmierć, a takim miejscem w czasach Jezusa było właśnie Kafarnaum, tzn. Kafarnaum było wówczas najbardziej pogańską częścią Ziemi Obiecanej. A swego rodzaju ciekawostką może być fakt, że w Nowym Testamencie miastem najczęściej wymienianym jest Jerozolima, a następnym w kolejności jest Kafarnaum.
Dzisiejsza Ewangelia jest dla nas zachętą do tego, aby się zatrzymywać i rozważać dzieła, które Jezus w Kafarnaum uczynił, ze świadomością, że będąc w Kafarnaum, czy chociażby oglądając tylko zdjęcia z tego miejsca, możemy niemalże namacalnie dotykać miejsc, po których chodził Jezus. Tak, możemy dotknąć miejsc, które są świadkami, że Jezus z Nazaretu – Bóg-Człowiek – wkroczył przed dwoma tysiącami lat w ludzkie dzieje, aby ogłosić bliskość Królestwa Bożego!


3 NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 1,14-20

Starożytni dobrze znali życie, i ludzką naturę, i wiedzieli, że sprawy, które należałoby pozałatwiać dziś, kiedy zaś zostaną odłożone na później, z reguły utkwią w tzw. „nigdy”, czyli nie zostaną w ogóle załatwione. Np. starożytni Rzymianie mawiali o takim odkładaniu spraw na później, że są odłożone ad Kalendas Graecas. Rzymianie dość osobliwie mierzyli czas i dzięki temu zawsze dobrze wiedzieli, który akurat przypada dzień miesiąca. Mierzyli czas odległością danego dnia do Non, Id i właśnie „Kalend”, które każdy kolejny miesiąc rozpoczynały. Natomiast starożytni Grecy mierzyli czas inaczej i „Kalend” nie stosowali. Stąd starożytni Rzymianie mawiali, że coś jest odłożone ad Kalendas Graecas, to oznaczało, że jest odłożone do „nigdy”, bo taki termin w kalendarzu w ogóle nie istnieje.
Przyjrzyjmy się dzisiejszej Ewangelii. Słyszymy opowiadanie o tym, jak Jezus powołuje na początku swojej publicznej działalności czterech rybaków, aby byli Jego uczniami. Mają się oni stać „rybakami ludzi”, czyli wzorem Jezusa oddać się Bogu i Jego królestwu. Ewangelista przypomina powołanie Szymona Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana prawdopodobnie z tego powodu, że właśnie ci czterej Apostołowie mają potem w Chrystusowym Kościele odegrać kluczową rolę. W opisie powołania uderza przede wszystkim fakt, że wszyscy czterej na wezwanie Pana odpowiedzieli natychmiast, co oznacza, że od razu, momentalnie i w tej właśnie chwili, gdy tylko usłyszeli wezwanie Jezusa, przyjęli styl Jego życia.
Identyczne zaproszenie Jezus kieruje dzisiaj do nas, gdy mówi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Oznacza to, że zaprasza nas do tego, abyśmy przyjęli Jego styl życia.
A jaka jest na to zaproszenie Jezusa nasza odpowiedź?
Jeśli odpowiadamy Jezusowi: od jutra, później, kiedy indziej czy innym razem, to przyjęcie stylu życia Jezusa – zgodnie z mądrością starożytnych Rzymian – w istocie odkładamy ad Kalendas Graecas. Dlatego odpowiedzmy Panu, że od tej właśnie chwili i od razu Jego styl życia będzie na zawsze naszym.


2 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok B – J 1,35-42

Popatrzmy na dzisiejszy fragment Ewangelii. Usłyszeliśmy świadectwo, jakie składają o Jezusie Jego pierwsi uczniowie. Jest tu kilka kluczowych momentów, na które warto zwrócić uwagę. Oddają one dynamikę i przede wszystkim ogromną doniosłość wydarzeń, jakie się rozegrały.
Pierwszy moment to chwila, kiedy Jan Chrzciciel, widząc nadchodzącego Jezusa, określa Go jako Bożego Baranka, czym zwraca uwagę swoich dwóch towarzyszy (uczniów) na Niego, po czym ci za Jezusem zaczynają iść. Drugi moment to chwila, gdy Jezus, widząc idących za Nim dwóch uczniów Chrzciciela, pyta ich o to, czego szukają, a ci odpowiadają, że interesuje ich, gdzie On mieszka. Jezus – moment trzeci – zaprasza uczniów Jana, aby za Nim poszli i zobaczyli, czyli na własne oczy przekonali się, gdzie On mieszka. Uczniowie Jana idą za Jezusem. Oglądają, gdzie Jezus mieszka. I – czwarty moment – pozostają u Niego. A być może już następnego dnia jeden z nich – Andrzej – odszukał swego brata – Szymona Piotra i obwieścił mu, że oto znaleźli Tego, którego od dawna poszukiwali: Mesjasza, Chrystusa Pana – to moment piąty.
Pomiędzy relacją z tych wydarzeń pojawia się drobna, na pozór mało znacząca informacja, w której dzisiejszy Ewangelista (a właśnie on oprócz Andrzeja był tym drugim uczniem Chrzciciela, który poszedł za Jezusem) podaje dokładny czas rozegrania się tych wydarzeń: „Działo się to około godziny dziesiątej” (J 1,39). Ten niby wtręt wskazuje, że doświadczenia, jakie w tamtych chwilach stały się udziałem Jana Apostoła były tak wielkie, że nawet po wielu latach, jakie upłynęły od ich przeżycia, mógł sobie, gdy pisał swoją „wersję” Ewangelii, bez kłopotu przypomnieć porę pierwszego spotkania z Jezusem. Było to spotkanie, które na trwale wryło się w pamięć Jana Apostoła, przeorało jego świadomość, ukształtowało późniejszą tożsamość, zdeterminowało dalsze życie i przede wszystkich było dla Jana Ewangelisty początkiem drogi, której kresem jest Niebo.
Jakie przesłanie dla nas wypływa z tego fragmentu Ewangelii?
Jan Ewangelista tym drobnym dopowiedzeniem odnośnie do pory dnia, w której po raz pierwszy spotkał Jezusa, zaświadcza wobec nas, iż na ziemskim padole dla człowieka liczy się tylko spotkanie z Jezusem. Mówiąc inaczej, Jan Ewangelista daje dziś świadectwo, że człowiek, który spotkał Jezusa i poszedł za Nim, odnalazł wszystko, co warte jest odnalezienia!


OKRES BOŻEGO NARODZENIA


CHRZEST PAŃSKI – Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 1,7-11

Woda zazwyczaj kojarzy się z życiem, gdyż prosta obserwacja otaczającego nas świata podpowiada, że tam, gdzie brak jest wody, nie ma i życia. Nieprzypadkowo więc np. starożytny grecki filozof Tales z Miletu ocenił, że woda jest prazasadą (arche) rzeczywistości. A i współcześnie, gdy naukowcy chcą wstępnie ocenić, czy gdzieś poza Ziemią w kosmosie może istnieć życie, to zaczynają zazwyczaj od poszukiwania na danym ciele niebieskim śladów wody.
Ale woda oznacza nie tylko życie, odnosi się do śmierci. Są takie wody, które przynoszą śmierć. Takie są np. powodzie, które dewastują i pochłaniają wszystko, co na swojej drodze napotkają. W Biblii woda symbolizuje nie tylko Boską potęgę życia czy moc oczyszczającą człowieka z grzechów, ale kojarzona jest z niespodziewanym nieszczęściem, śmiercią. I aby uchwycić przesłanie Ewangelii, warto wodę, o której słyszymy, powiązać ze śmiercią i zwrócić uwagę na to, co się zadziało w momencie, gdy Jezus z Jordanu wychodził.
Zauważmy, że Jezus, aby otrzymać chrzest od Jana, najpierw do wód Jordanu wszedł i w nich się zanurzył. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wodę Jordanu można tu symbolicznie wiązać ze śmiercią, to jasne stanie się, że moment zanurzenia się Jezusa w wodzie, staje się zapowiedzią Jego śmierci na Krzyżu. Śmierci rzeczywistej, a nie pozornej. Śmierci takiej, jaka jest udziałem każdego człowieka. Słyszymy więc dzisiaj zapowiedź wydarzenia, które rozegra się za parę lat na Golgocie i w którym w całej pełni ujawnią się konsekwencje, jakie przyjął na siebie Syn Boży w chwili, kiedy to w Nazarecie podczas Zwiastowania Pańskiego stał się jednym z ludzi.
Po otrzymaniu od Jana chrztu Jezus wynurzył się i wyszedł z wody. Natomiast kiedy to się działo, został napełniony Duchem Świętym. A Ojciec Niebieski złożył świadectwo, że posłał Swojego Syna na świat, aby zrealizował plan odkupienia ludzkości, czyli odwrócił konsekwencje grzechu pierworodnego. W wydarzeniu wychodzenia Jezusa z wody widzimy zapowiedź tego, co ma się dokonać po trzech dniach od ukrzyżowania Jezusa. Wówczas to Zmartwychwstały Jezus w mocy Ducha Świętego wyjdzie z grobu, aby tym samym raz na zawsze pokonać śmierć i wyrwać ludzkość ze szponów Szatana.
Biorąc pod uwagę powyższe spostrzeżenia, powiemy, że te ewangeliczne wydarzenia obrazują słowa, które wypowiadamy w Credo: „On [Bóg z Boga; Światłość ze Światłości; Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; Zrodzony, a nie stworzony; współistotny Ojcu] to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca”.
Wypowiadając Credo, ożywmy nadzieję, że śmierć nie będzie postawieniem ostatecznej kropki w naszym życiorysie. W święto Chrztu Pańskiego w sposób szczególny wyraźmy więc nadzieję, że nasze groby – podobnie jak grób Jezusa, a także dzięki Jego śmierci i powstaniu z martwych – staną się kiedyś puste!!!


2 NIEDZIELA PO BOŻYM NARODZENIU –  Komentarz do Ewangelii, rok B – J 1,1-18

 Starożytne ludy, w szczególności te żyjące na Bliskim Wschodzie, ogromne znaczenie przywiązywały do imion. Wierzono bowiem, że imiona objawiają charakter, tożsamość i określają egzystencję danej osoby. Według opinii starożytnych imiona pokazywały więc, kim jest dany człowiek, czego można się po nim spodziewać, jak zazwyczaj postępuje, jakie są cele jego życia itp. Natomiast w odniesieniu do bóstw wierzono, że poznanie imion poszczególnych bóstw umożliwiało ludziom kontakt z nimi, składanie ofiar zgodnie z oczekiwaniami danego bóstwa i dzięki temu uproszenie określonych, potrzebnych łask.
Imiona pojawiające się w Biblii, która historycznie jest osadzona w środowisku starożytnego Bliskiego Wschodu, obrazują charakter danej osoby, którą oznaczają. I tak np. spotykamy w Biblii wiele imion teoforycznych, czyli oznaczających osoby „noszące Boga” (określenie „teo-foryczny” pochodzi z języka greckiego: teo (Boga) + foros (niosący) – tak jak Krzysztof (Christoforos) oznacza „niosący Chrystusa”), np. Daniel (moim sędzią jest Bóg), Gabriel (Bóg jest moją siłą) czy Tobiasz (Bóg jest moim bogactwem). Zaś w odniesieniu do imienia Bożego można w Biblii przeczytać np., że Bóg sam objawił człowiekowi swoje imię (Wj 3,14). W ten sposób Bóg pozwolił człowiekowi zbliżyć się do swojej tajemnicy i głębokiej zażyłości ze sobą (J 17,6.26).
Wśród biblijnych imion szczególną wagę ma imię Emmanuel. Należy ono do grupy wspomnianych wyżej imion teoforycznych i wywodzi się od hebrajskiego wyrażenia ’immanu 'el, czyli „Bóg z nami”. Taką etymologię imienia podają nam fragmenty Księgi Izajasza (6,1–9,6), które zawierają najważniejsze proroctwa dotyczące nadzwyczajnego mesjańskiego Chłopca, Emmanuela. Chrześcijanie odnoszą te proroctwa do Marii z Nazaretu i zrodzonego z niej Syna – Jezusa Chrystusa, który poprzez swoje dzieło zamanifestował definitywną obecność Boga pośród ludzi (Mt 28,20).
Zauważmy, że w Ewangelii pojawia się sformułowanie, które koresponduje ze wspomnianym wyżej Izajaszowym proroctwem o Emmanuelu – Bogu z nami. Jan Ewangelista w swojej wizji przedstawia prawdę, że Przedwieczne Słowo (Syn Boży; Druga Osoba Trójcy Świętej), pełne stwórczych mocy, na zawsze i nieodwołalnie zjednoczyło się nierozerwalnymi więzami z ludźmi, stając się jednym z nich i zamieszkując wśród nich. „Słowo ciałem się stało” oznacza więc, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem z tego świata. Dalej, oznacza, że w momencie Wcielenia Słowa pomiędzy niebem a ziemią, wiecznością a czasem został przerzucony most, który połączył Nieskończonego Boga ze skończonym człowiekiem, Stwórcę ze stworzeniem. A „zamieszkanie Słowa pośród ludzi” – grecki tekst podaje „Słowo rozbiło swój namiot wśród ludzi”. Ojcowie Kościoła (np. św. Grzegorz z Nyssy) tłumaczą, że Bóg rozbił swój namiot obok naszych ludzkich namiotów po to, aby towarzyszyć w drodze do wieczności każdemu utrudzonemu i poranionemu przez grzech człowiekowi. Dzięki temu nasze życie jest pielgrzymowaniem do Nieba po drodze uświęconej stałą i nieodwołalną obecnością Boga.
Okres Bożego Narodzenia, i odczytany fragment Ewangelii, corocznie przypominają nam zadziwiający Boży dar, jaki otrzymaliśmy: Bóg na zawsze stał się jednym z ludzi i pośród ludzi zamieszkał. Jezus z Nazaretu jest zapowiadanym przez proroka Izajasza Emmanuelem – Bogiem z nami.
Wierzymy, że Jezus z Nazaretu jest Emmanuelem, Bogiem z nami, Wcielonym Synem Bożym, naszym Odkupicielem i Zmartwychwstałym Panem. Tylko dzięki Niemu na wskroś otwarły się dla nas, ludzi bramy Nieba.


 ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY JEZUSA, MARYI I JÓZEFA – Komentarz do Ewangelii, rok B – Łk 2,22-40

Spotykamy dwoje staruszków: Symeona i Annę. Symeon wyśpiewuje hymn swojego pożegnania ze światem, w którym jednocześnie wyraża nadzieję, że oto ogląda urzeczywistnienie swoich nadziei i przeczuwa, że Dziecię, które widzi, otworzy szeroko na oścież ludziom bramy nieba. A Anna w tym samym momencie chwali Boga i mówi napotykanym ludziom o wielkich dziełach, które On czyni.
Ale myliłby się ten, kto w Symeonie i Annie chciałby widzieć poczciwych, ale już bardzo zniedołężniałych staruszków. Obydwoje są potężnymi mistykami, którzy może nie czynią niczego spektakularnego, ale mają to, co jest dla człowieka najważniejsze: ich serca są idealnie dostrojone do częstotliwości, na której nadaje Najwyższy Bóg!!! To dzięki temu zestrojeniu Symeon i Anna błyskawicznie rozpoznają w Niemowlaku, którego Maryja i Józef właśnie przynieśli do jerozolimskiej świątyni, Boga-Człowieka.
Jak nauka wypływa z dzisiejszej ewangelii?
„Ludzie starzy pomagają nam mądrzej patrzeć na ziemskie wydarzenia, ponieważ dzięki życiowym doświadczeniom zyskali wiedzę i dojrzałość. Są strażnikami pamięci zbiorowej, a więc mają szczególny tytuł, aby być wyrazicielami wspólnych ideałów i wartości, które są podstawą i regułą życia społecznego. Wykluczyć ich ze społeczeństwa znaczy w imię nowoczesności pozbawionej pamięci odrzucić przeszłość, w której zakorzeniona jest teraźniejszość. Ludzie starsi dzięki swej dojrzałości i doświadczeniu mogą udzielać młodym rad i cennych pouczeń”.
Szanujmy zatem ludzi starszych i korzystajmy z ich życiowej mądrości!


IV NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok B – Łk 1,26-38

W scenie Zwiastowania Łukasz aż dwukrotnie podkreśla łączność z Dawidem tego, którego począć ma Miriam. Potomek będzie z rodu Dawida. Słowa Gabriela nawiązują wyraźnie do proroctwa Natana. Anioł uświadamia Dziewicę, że oto przez Nią dokona się realizacja największej Obietnicy Izraela. Nazaret, czyli „kwiat” Galilei, bo tak należy tłumaczyć tę nazwę, posiada niezwykłe malownicze położenie na stokach Nebi Sain, na wysokości 400 metrów. Niewielkie to i dziś miasto leży o odległości 140 kilometrów na północ od Jerozolimy. Bazylika i Grota Zwiastowania upamiętniają miejsce, gdzie „Słowo Ciałem się stało”.


III NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok B – J 1,6-8.19-28

W ewangelii znajdujemy świadectwo Jana Chrzciciela o sobie samym. Ponieważ – w związku z działalnością chrzcielną Jana – byli tacy, którzy w Chrzcicielu upatrywali obiecanego Mesjasza, zmuszony on został do deklaracji o sobie samym. Było zwyczajem, iż  działającego proroka uwierzytelniała swoim oświadczeniem oficjalna zwierzchność religijna. Stąd spotykamy tu wysłanników jerozolimskiego Sanhedrynu, który zbadać ma całą sprawę i wydać orzeczenie na temat osoby i działalności nadjordańskiego nauczyciela. Wysłannicy synagogi chcąc konkretnej odpowiedzi od Jana wywołują ją pytaniami: czy ty jesteś Chrystusem, prorokiem, Eliaszem? Jan odpowiada przecząco. Widzimy tu jego wielką pokorę. Nie przywłaszcza sobie żadnego z tych tytułów, choć rzesze z łatwością przyjęłyby każde jego samookreślenie. Odrzuca nawet tytuł Eliasza, choć spełnia jego funkcje. Eliasz bowiem w nauczaniu rabinistycznym był prorokiem czasów mesjańskich i miał bezpośrednio poprzedzić swoją działalnością przyjście Mesjasza. Oczekiwano również w Izraelu jakiegoś drugiego, nieznanego z imienia Proroka mającego wyprzedzić Zbawiciela. Ja mówi o sobie opisowo: „Jam głos wołającego na pustkowiu” Odrzucając wspaniałe tytuły, jakie chce mu przyznać synagoga, daje o sobie świadectwo, przyznając, że słowa które mówił nie są jego słowami, ale głosem tego, który obecny wszędzie, choć niewidzialny, woła do serc ludzkich zapraszając je do wspólnoty z sobą. Wysłannicy Sanhedrynu odeszli. Nie przyjęli nauki Jana. Nie zgadzała się bowiem z ich koncepcją mesjanizmu, który – ja poświadcza znaleziony w Qumran tzw. „zwój Wojny” – miał charakter bardzo doczesny, publiczno-wojskowy. „Działo się to w Betanii”. Jest to Betania różny od tej, gdzie mieszkał Łazarz ze swoimi siostrami (por. J 11,1-44), a która leżała w odległości 3 kilometrów od Jerozolimy, przy drodze do Jerycha.


II NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 1,1-8

Zapowiedziane w pierwszym czytaniu /z VI wieku przed Chr./ ostateczne wyzwolenie ludu Bożego w czasach mesjańskich rozpoczęło się według Marka wraz z rozpoczęciem działalności Jana Chrzciciela – Poprzednika Mesjasza. Stąd  ewangeliści proroctwo Deuteroizajasza stosują do Jana. Po raz pierwszy spotykamy się z określeniem nauki Chrystusa terminem „ewangelia” (gr. Radosna wiadomość)


I NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok B – Mk 13,33-37

Niepewność czasu nadejścia „Dnia Pańskiego”, „owego dnia” winna być dla nas bodźcem do ciągłego czuwania. Życie chrześcijanina winno być czasem nieustannej gotowości na ostateczne spotkanie z Bogiem. Stąd Ewangelia jest apelem o czujność, która ma trwać nieustannie. Trudno zaprzeczyć, iż to ostrzeżenie Chrystusa nadaje nowy , a co najważniejsze, twórczy charakter życiu chrześcijanina. Nakaz nieustannej gotowości, umotywowany sankcjami wiecznymi, jest dynamizacją całej ludzkiej osobowości, zdolnej przez to do autentycznego i całkowitego włączenia się w twórczy proces przekształcania rzeczywistości, by nie stanąć przed Bogiem z pustymi rękami i z pustym sercem. Nie jest przecież od rzeczy mniemać iż ów końcowy rozrachunek będzie też obejmował relację o wykorzystaniu danego człowiekowi czasu: lat, dni i godzin.


XXXIV NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 25,31-46

Usłyszeliśmy od Jezusa opis wydarzeń, jakie mają się rozegrać podczas Sądu Ostatecznego. To moment, w którym zdecydują się i to na zawsze losy poszczególnych ludzi. Syn Człowieczy dokona sądu, jednych postawi po swej prawicy, zaś innych po swej lewej stronie. Pierwsi otrzymają nagrodę – wieczne szczęście w niebie, natomiast drudzy pójdą na potępienie, czyli zamieszkają w kranie niekończącej się rozpaczy, przerażenia, ciemności i śmierci. A usłyszany ewangeliczny obraz Sądu Ostatecznego, który wciąż jeszcze jest przed nami, może obudzić grozę, strach i przerażenie!
Jednak zauważmy, że Jezus nie chce nas straszyć czy obudzić w nas grozę lub przerażenie wizją katastroficznych wydarzeń, bądź dokonywanych przez siebie decyzji odnośnie do losów poszczególnych ludzi. Opis Sądu Ostatecznego jest nie tyle straszną w swej wymowie sceną, co bardziej podsumowaniem Jezusowej nauki o miłości Boga i bliźniego. Oznacza to, że Syn Człowieczy na końcu czasów będzie każdego człowieka sądził na podstawie spełniania lub niespełniania przez niego czynów miłości.
A zatem wizja czekającego Sądu Ostatecznego niech nie budzi w nas panicznej trwogi, a raczej nadzieję, że będzie to chwila, w której zaczniemy kosztować wiecznych owoców zasianych przez nas w trakcie ziemskiego życia ziaren miłości Boga i bliźniego!


XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 25,14-30

Może w życiu zdarzyło się nam zmarnować szansę na osiągnięcie, zdobycie, zrealizowanie itp. czegoś, co mogło przynieść sławę, szczęście, być spełnieniem marzeń itd. Pół biedy, gdy ta szansa się kiedyś powtórzy. Wówczas, będąc mądrzejsi, nie popełnimy wcześniejszych błędów oraz odpowiednio się zaangażujemy, aby tym razem swej szansy nie zaprzepaścić. Znacznie gorzej jest, gdy nasza szansa odeszła bezpowrotnie w przeszłość i więcej się nie powtórzy. Wówczas możemy powiedzieć jedynie: było, minęło, trudno, wielka szkoda itp.
Wiele przykładów bezpowrotnie utraconych szans możemy odnaleźć chociażby w karierach sportowców. Ale i w poważniejszych niż sport wymiarach ludzkiego życia. Odnajdujemy wiele przykładów bezpowrotnie utraconych szans. Wielu historyków np. określa polskie powstanie listopadowe z 1830 r. jako zaprzepaszczona szansa.
Przypowieść dzisiejszej Ewangelii jest nam dobrze znana, a jej morał jest oczywisty. Bogaty właściciel (Bóg) rozdał swoim sługom talenty. Jeden sługa dostał więcej, drugi mniej, a trzeci najmniej. Ale nawet ten, który dostał tylko jeden talent, otrzymał niewyobrażalne bogactwo, gdyż według dzisiejszych stawek było to grubo ponad milion złotych. Słudzy mieli zostać rozliczeni z tego, w jaki sposób i zgodnie ze swoimi zdolnościami pomnożyli powierzony w zagospodarowanie majątek. I okazało się, że dwaj, którzy pomnożyli swoje talenty, dostali jeszcze nagrodę. A ten, który swój majątek zakopał, nie dostał nic i dodatkowo zabrano mu to, co miał.
A co jest w naszym przypadku tymi ewangelicznymi talentami, które od Boga otrzymaliśmy, aby je pomnożyć?
Możemy tu wymieniać przeróżne zdolności. Ktoś np. ma piękny głos, ktoś inny jest wyśmienitym matematykiem, a ktoś jeszcze inny znakomitym organizatorem lub ma zmysł estetyczny i umie pięknie dekorować wnętrza domów. Ale tym najbardziej podstawowym bogactwem, talentem, który od Boga otrzymaliśmy, jest nasze istnienie, życie. Stąd Jezus, opowiadając przypowieść o talentach, zadaje pytanie: człowieku, zastanów się, co robisz ze swoim życiem i dla kogo żyjesz?
Patrząc z perspektywy tego pytania, można powiedzieć, że ostatni ze sług jest przykładem człowieka żyjącego tylko dla siebie, czyli np. takiego, który jest wpatrzony wyłącznie w swoje potrzeby i od siebie nikomu nic nie daje. Taki człowiek zakopuje swoje życie. Nie wykorzystuje go dobrze. Natomiast dwaj pierwsi słudzy są przykładami ludzi, którzy spalają się dla innych, np. osobiście angażują się w edukację swoich dzieci, angażują się w opiekę nad chorymi i wspierają ubogich. Ludzie spalający się dla innych oddają swoje życie Bogu, aby Ten pomnażał dzięki nim dobro w świecie.
A zatem potraktujmy nasze istnienie, życie jako talent, który od Boga otrzymaliśmy, aby go dobrze wykorzystać.
Pamiętajmy, że nasze życie to dar jednorazowy. Oznacza, że jeśli wzorem ewangelicznego trzeciego ze sług zakopiemy swój talent, to życie na amen zmarnujemy! A ono nie zostało na przez Boga dane po to, aby je zaprzepaścić, ale aby uczynić z niego arcydzieło cierpliwości, wielkoduszności, szczodrobliwości, wspaniałomyślności i otwartości serca na drugiego człowieka!


XXXII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 25,1-13

Przypowieść o pannach mądrych i subtelnie nazwanych przez Jezusa pannach nierozsądnych – to zbyt łagodne określenie dla kogoś, kto zapomniał o sprawie tak oczywistej, jak zabranie oliwy do lampy – jest częścią tzw. mowy eschatologicznej, czyli wchodzi w skład przepowiadania, w którym Jezus zapowiada zburzenie jerozolimskiej świątyni, a także nadejście końca świata i swój powrót na ziemię. Umieszczając tę przypowieść w tym miejscu Ewangelii – jak tłumaczą to znawcy Biblii – św. Mateusz realizuje jednocześnie dwa cele. Po pierwsze, Ewangelista chce wśród słuchaczy podtrzymać żywe przekonanie do tego, że Jezus może na ziemię powrócić w zupełnie niespodziewanej chwili. I po drugie, św. Mateusz udziela słuchaczom wskazówek na temat tego, w jaki sposób mają przeżywać czas oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa.
Chcąc zrealizować te dwa cele, św. Mateusz przypomina moment, w którym Jezus, aby przybliżyć uczniom prawdy związane z nadchodzeniem królestwa niebieskiego, odwołał się do obrzędu zaślubin, jaki był praktykowany w ówczesnej Palestynie. Musimy wiedzieć, że uroczyste zaślubiny i uczta weselna odbywały się dopiero rok po zaręczynach. Oznacza to, że dopiero po roku od zaręczyn pan młody przybywał po pannę młodą, aby ją przeprowadzić z jej domu do domu własnego, w którym odtąd obydwoje zamieszkali. A zdarzało się, że z powodu przedłużających się przygotowań do uroczystości lub jakichś innych ważnych okoliczności opóźniało się przybycie pana młodego po narzeczoną. I św. Mateusz przypomina przede wszystkim ten moment – chwilę oczekiwania panny młodej na narzeczonego, aby przejść z nim do ich odtąd wspólnego domu – który wybrał Jezus, aby pouczyć swych uczniów o tym, z jakimi pokusami będą się musieli zmierzyć, czekając na Jego powtórne przyjście na ziemię i koniec świata, a także jak powinni przeżywać okres oczekiwania na paruzję (drugie przyjście Jezusa na ziemię).
Zauważmy, że pan młody przychodzi w nocy, w czasie najgłębszej ciemności, największego znużenia, senności i zmęczenia wszystkich dziesięciu panien przeciągającym się oczekiwaniem na oblubieńca. Wszystkie panny zasnęły. Oznacza to, że nikt z uczniów Jezusa, czekając na Jego powrót na ziemię, nie będzie wolny od pokus i każdy będzie musiał się z nimi zmierzyć. O jakich pokusach tu mowa?
Po pierwsze, niecierpliwość oczekiwania na paruzję, która wciąż jeszcze się nie dokonała, i wpatrywanie się ciągle w niebo, mogą sprawić, że uczniowie zapomną o swoich zobowiązaniach wobec świata. Uczniowie, którzy ulegną tej pokusie, będą traktowali paruzję i swoje oczekiwanie na nią jako ucieczkę od świata, który tym samym będą traktowali jako zepsuty i niewarty zachodu. Z kolei – po drugie – zbytnie zanurzenie się w sprawy świata, czyli swego rodzaju zapatrzenie się w doczesność, może doprowadzić do tego, że uczniowie zupełnie stracą z oczu perspektywę ponownego przyjścia Jezusa na ziemię. Ci, którzy nie sprostają tej pokusie, będą coraz bardziej absolutyzowali swoje ziemskie zobowiązania, przyjemności itd., aż wreszcie zupełnie zapomną, co jest ich przeznaczeniem i gdzie jest ich właściwy dom. Mówiąc inaczej, pokusy, z jakimi będą się musieli zmierzyć, czekający na powrót Jezusa na ziemię, polegają na tym, że albo będą zbyt w niebo wpatrzeni i zupełnie zapomną o sprawach ziemskich, albo odwrotnie: wyzbędą się postawy oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa i całkowicie zakorzenią swoje serce w sprawach doczesnych.
Jak zatem chrześcijanin powinien przeżywać czas, jaki pozostał do paruzji? Na czym miałaby polegać mądrość, którą wykazało się jedynie pięć spośród dziesięciu panien?
Zauważmy, że pięć mądrych panien na równi z pięcioma głupimi posnęło. Ale w odróżnieniu od tych niemądrych panny mądre nie zapomniały o oliwie i ją sobie przygotowały. Można powiedzieć, że panny rozsądne wzięły pod uwagę możliwość, że oczekiwanie na oblubieńca może się przedłużyć i większy zapas oliwy może się nocą przydać. Zabierając ze sobą oliwę, panny mądre pokazały, że ich serca płoną tęsknotą za oblubieńcem i nawet nocą, gdyby zdarzyło się im zasnąć, będą czujne, aby w mroku go rozpoznać. Czyli, że panny mądre zaplanowały sobie życie, doceniły wagę chwili, na poważnie wzięły czas, jaki był przed nimi i osobiście zaangażowały się w czekające je wydarzenia. Natomiast panny głupie, nie zabierając ze sobą oliwy, wykazały się przede wszystkim bylejakością.
Jako uczniowie Jezusa nie bądźmy byle jacy, ale na poważnie angażujmy się w sprawy tego świata, tzn. bądźmy rzetelnymi pracownikami, terminowymi płatnikami, słownymi kontrahentami itd. Ale jednocześnie niech stale w napięciu oczekiwania na życie pozaziemskie i powtórne przyjście Jezusa na ziemię pozostaną nasze serca! Inaczej: będąc wrośnięci w sprawy świata, pozostawajmy zawsze wierni niebu!


XXXI NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 23,1-12

            Uczeni w Piśmie i faryzeusze lubowali się we wspaniałych szatach. Różnobarwne swe okrycia ozdabiali purpurą, gronostajami, frędzlami i ogonami. Błękitnymi  lamami obszywali obrzeża płaszczy i wydłużali je dla zaznaczenia swej wierności Prawu Mojżeszowemu. Lubowali się też w tytułach, szczególnie zaś łechtał ich tytuł rabbi = mistrz, nauczyciel oraz sofer = mędrzec, uczony. W synagogach po obydwu stronach szaf zawierających święte rodały ksiąg biblijnych znajdowały się najzaszczytniejsze miejsca. O nie to zabiegali faryzeusze, by okazać zgromadzonym swoją ważność.
Nie byle kto bowiem mógł zająć miejsca w tych stallach, jeno mężowie – w powszechnym przekonaniu – pobożni, szlachetni, świątobliwi i mądrzy. Gdy któremuś z notabli nie udało się uzyskać zaszczytnego miejsca w synagodze, próbował potem zrekompensować sobie to poniżenie zajęciem eksponowanego miejsca na uczcie. W ten sposób rywalizacja o „znaczenie” przeniosła się  ze świątyni na następujące po liturgii uczty.


UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCHKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 5,1-12a

Ewangelia Łukasza mówi o spotkaniu Jezusa z bogatym młodzieńcem (Łk 18,18-23). Jest to ciekawe spotkanie. Spotkanie z Chrystusem człowieka, który wypełniał przykazania Dekalogu w sposób doskonały. Na jakiej podstawie, ów młodzieniec doskonale realizował przykazania Dekalogu? Otóż, Jezus, który dobrze wiedział, co w sercu tego człowieka się kryło i znał jego dotychczasowe życie, nie zarzucił mu: „Kłamiesz, ponieważ grzeszysz przeciwko któremuś z przykazań!”, ale powiedział: „Jednego ci jeszcze brak. Brak ci odwagi do pójścia moją drogą”. A jaka jest droga Jezusa?
Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii: Błogosławieni ubodzy w duchu […]. Błogosławieni, którzy się smucą […]. Błogosławieni cisi […]. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości […]. Błogosławieni miłosierni […]. Błogosławieni czystego serca […]. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój […]. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości […]. Błogosławieni, czyli szczęśliwi, są ci, którzy idą drogą ubóstwa, pokory, pragnienia sprawiedliwości, czystości serca, pokoju i miłosierdzia.
Na czym to szczęście polega?
Jezus to wyjaśnia, że szczęściem będzie posiadanie królestwa niebieskiego, doświadczenie radości, otrzymanie pocieszenia czy oglądanie Boga twarzą w twarz.
Jezus – tak jak przed wiekami bogatemu młodzieńcowi – wskazuje tę samą drogę wiodącą do celu, do nieba: drogę pokory, ubóstwa, sprawiedliwości, pokoju, miłosierdzia i czystości serca. Jest to jedyna droga, która do nieba prowadzi.
Dlaczego bogaty młodzieniec odszedł zasmucony? Czyżby pomiędzy Dekalogiem a ośmioma błogosławieństwami zachodziła sprzeczność!?
„Zgrzyt” pomiędzy błogosławieństwami a przykazaniami jest tylko pozorny, gdyż Jezus nie przyszedł znieść prawa i proroków, ale przyszedł je wypełnić.
Dlatego spoglądamy na drogę, którą idziemy i pytamy, dokąd ona nas zaprowadzi? Czy jest to droga pokory, ubóstwa, czystości serca itd.? Dopiero później zastanawiamy się nad zasadami, którymi się mamy kierować i patrzymy tym samym na Dekalog. Mówiąc obrazowo, jadąc drogą, można się poruszać zgodnie z przepisami, ale wcale nie osiągnąć celu podróży, gdyż można jechać w całkiem złą stronę. Najpierw trzeba skierować się na dobrą drogę. I przed tym właśnie ugiął się ów młody człowiek, doskonale wypełniający przykazania.
Nie bierzmy Dekalogu w oderwaniu od ośmiu błogosławieństw, albo – co jeszcze byłoby gorsze – jako ich przeciwieństwo. Przecież lekceważąc przepisy drogowe, do celu na pewno nie dojedziemy. Osiem błogosławieństw i Dekalog to dwie strony tego samego medalu.
W Uroczystość Wszystkich Świętych, Kościół stawia za wzór ludzi, którzy szli drogą ośmiu błogosławieństw i żyli zasadami Dekalogu. Kościół nie wskazuje na świętych jako na ludzi, którzy doskonale przestrzegali trzeciego czy piątego przykazania, ale wskazuje na męczenników prześladowanych dla sprawiedliwości, ludzi o czystym sercu, pełniących dzieła miłosierdzia itd.
Dlatego także my, jeśli chcemy osiągnąć niebo, idźmy drogą ośmiu błogosławieństw. Jest to nie tylko niezawodna, ale i jedyna droga, która do nieba prowadzi.


XXX NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 22,34-40

Człowiek pragnie w życiu szczęścia (korzyści, przyjemności itp.), a jednocześnie chce za wszelką cenę uniknąć nieszczęścia (straty, nieprzyjemności itp.). Z tym twierdzeniem zapewne zgodzi się większość ludzi, a być może nawet nikt nie będzie go poddawał w wątpliwość. Ale co jest miarą szczęścia, a co nieszczęścia? Jak odróżnić jedno od drugiego?
Np. zwolnili kogoś z pracy, wydawać by się mogło, że to ogromne nieszczęście, bo przecież pozostał ten ktoś bez środków do życia. Ale za jakiś czas okazało się, że ów ktoś, ponieważ nie musiał iść rano do pracy i pozostał w domu, zapobiegł innemu nieszczęściu: mógł szybko wezwać do sąsiadki zza ściany pogotowie, gdyż kobieta miała zawał i udało się ją uratować przed niechybną śmiercią. Zatem wcześniejsze zwolnienie z pracy było szczęściem czy nieszczęściem? Podobnych sytuacji jest bez liku w ludzkim życiu. Ktoś zachorował, ktoś inny wygrał ogromną sumę pieniędzy, jeszcze ktoś inny stracił nogę w wypadku samochodowym. Szczęście to czy nieszczęście? Trudno jest odpowiedzieć w jednoznaczny sposób na to pytanie.
Popatrzmy się dzisiejszej perykopie ewangelii. Jezus podpowiada w niej, że na życie, tzn. na nasze wybory, sytuacje, których doświadczamy nie powinniśmy patrzeć z perspektywy szczęścia i nieszczęścia. Kryterium, którym uczeń Jezusa ma się kierować jest całkiem inne. Jest nim dobro i zło. A podstawową wskazówką, która pomaga odróżnić jedno od drugiego, jest przykazanie miłości Boga i bliźniego.
A zatem uczeń Jezusa powinien troszczyć się i zabiegać tylko o jedno: czynić dobro a zła unikać. Oznacza to, po pierwsze, kochać Boga – całym sercem, całą duszą, całym umysłem. Po drugie, jednocześnie kochać człowieka, czyli – jak podpowiada św. Teresa z Lisieux (1873-1897) – znosić wszystkie jego wady, nie dziwić się jego słabością i pokazywać, że jest się zbudowanym jego najmniejszymi cnotami.
Mówiąc krótko a odwołując się do myśli św. Fulgencjusza z Ruspe (460-533), stwierdzimy, że Jezus uczy nas tego, że jedynie miłość Boga i bliźniego jest źródłem i początkiem wszelkiego dobra, a jej brak źródłem i początkiem zła. Oznacza to, że uczeń Jezusa na życie, swoje wybory i sytuacje, w jakich się znalazł, powinien patrzeć nie pod kątem szczęścia (korzyści, przyjemności itp.) czy nieszczęścia (straty, nieprzyjemności itp.), ale wyłącznie z perspektywy dobra lub zła. I nawet nie chodzi tu o to, że szczęście i nieszczęście są trudne do precyzyjnego oszacowania w nieustannie zmieniających się wraz z upływem czasu okolicznościach. Chodzi o to, że tylko czynienie dobra i unikanie zła jest pewną i wypróbowaną droga, która zawiedzie nas do nieba.


XXIX NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 22,15-21

Przyjrzyjmy się pytaniu, które zostało zadane Jezusowi: Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Co o tym pytaniu można powiedzieć?
Głupie ono nie jest. Co więcej, dotyczyło sprawy istotnej, gdyż odnosiło się do wzajemnych relacji pomiędzy wiarą a polityką. Dalej, pytający na pierwszy rzut oka chcieli od Jezusa, którego najwyraźniej uważali zarówno za człowieka mądrego, jak i prawdomównego, uzyskać wyraźne wskazówki na temat tego, w jaki sposób powinna zostać uporządkowana kwestia relacji pomiędzy rzeczywistością wiary i polityki.
Z drugiej strony zauważmy że to pytanie, które zostało zadane Jezusowi – co wyraźnie podkreślił Ewangelista Mateusz – miało tzw. drugie dno. W pytaniu kryła się pułapka, którą na Jezusa misternie, wręcz po mistrzowsku, ale zarazem i perfidnie zastawiono.
Otóż, faryzeusze, którzy dopiero co wysłuchali kilku przypowieści Jezusa, poczuli się nimi dotknięci, tzn. zrozumieli, że Jezus i Jego nauka stanowią zagrożenie dla ich pozycji, autorytetu i władzy. Dlatego pod pozorami zatroskania o los Żydów wysłali do Jezusa delegację. Ale skład delegacji zdradził Jezusowi wyrachowane zamiary posyłających. Do Jezusa zostali posłani zarówno zwolennicy Heroda Antypasa, którzy popierali rzymskiego cesarza, jak i przedstawiciele religijnej elity narodu żydowskiego. Taki skład wysłanej do Jezusa delegacji zgodnie z planem faryzeuszy oznaczał, że jeśli Jezus tylko podejmie drażliwy temat płacenia Rzymianom podatku, to nieuchronnie wpadnie w pułapkę. Gdy Jezus opowie się za uiszczaniem podatku, wówczas w oczach religijnych Żydów, którzy z ogromną niechęcią znosili okupację rzymską, się skompromituje i Jego dalsza działalność oraz nauka zostaną pozbawione jakiegokolwiek sensu. Natomiast jeśli Jezus stwierdzi, że podatku nie należy płacić, Rzymianie uznają Go za wroga i buntownika, którego należałoby surowo ukarać.
Zauważmy, że Jezus nie uciekł przed zastawioną na niego pułapką. Ale przejrzawszy wyrachowanie faryzeuszy, w zręczny sposób udzielił ku zdumieniu przybyłej do Niego delegacji wprost nieoczekiwanej odpowiedzi. Odpowiedź ta zadowoliła tych, którzy popierali płacenie Rzymianom podatku i wzywali do lojalności wobec cesarza. I jednocześnie odpowiedź udzielona przez Jezusa nie oznaczała nakazu bezwzględnego posłuszeństwa władzy cywilnej, co zadowalało tych, którzy kwestionowali cesarską władzę nad Żydami. Jezus wskazał, że podatki nałożone przez Rzym trzeba uczciwie płacić i jednocześnie zwrócił uwagę na to, że ponad wszystko należy postawić relację z Bogiem, którego własnością jest historia, przyroda i każdy człowiek.
Odpowiedź udzielona przez Jezusa wysłanej do Niego przez faryzeuszy delegacji jest stałym wyznacznikiem prawdziwie chrześcijańskiego sposobu regulowania relacji pomiędzy sprawami wiary a życiem w przestrzeni publicznej (politycznej, ekonomicznej itp.). Sposób ten został zobrazowany w pochodzącym z II w. Liście do Diogneta. Niech poniższy fragment Listu posłuży jako wskazówka, w jaki sposób praktycznie należałoby zrealizować przesłanie wypływające z dzisiejszej Ewangelii: „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazywani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im niedostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani, radują się jak ci, co budzą się do życia”. /List do Diogneta z II wieku po Chr./


XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 22,1-14)

Dzisiejsza przypowieść o zaproszonych na ucztę, którzy nie chcieli na nią przybyć, bogata jest w szczegóły. A wśród tych szczegółów ciekawy jest: Widzimy króla, który przygląda się zaproszonym na ucztę i wśród biesiadników dostrzega jednego, który nie ma na sobie weselnego stroju. Gdy król zadał nieubranemu w strój weselny biesiadnikowi pytanie o to, jak udało się mu na ucztę wejść bez odświętnego stroju, biesiadnik ze zdumienia najpierw oniemiał, a następnie został przez sługi króla związany i wyrzucony precz.
Taki los jednego z gości, którzy znaleźli się na królewskiej uczcie, bez wątpienia budzi pytania. Zastanawia, dlaczego ów biesiadnik został z uczty wyrzucony przez króla, któremu – jak słyszeliśmy – bardzo zależało na tym, aby sala zapełniła się gośćmi. Król przecież wcześniej doświadczył przykrości, gdy wielu jego znajomych odrzuciło zaproszenie i w konsekwencji uczta, choć była przygotowana, mogła się wcale nie odbyć. Król polecił sługom sprowadzać niemalże na siłę na biesiadę innych, przypadkowo spotykanych na drogach ludzi, którzy być może musieli rezygnować z własnych planów, by na uczcie się pojawić. A gdy sala się wreszcie wypełniła gośćmi, król jednego z biesiadników kazał z uczty wyrzucić tylko za to, że ten nie był odpowiednio ubrany.
I taki właśnie rozwój wypadków zastanawia, a zachowanie króla zdumiewa i może się nawet wydawać zupełnie niespójne z wcześniejszym królewskim pragnieniem, aby jak najwięcej osób mogło wziąć udział w przygotowywanej z wielkim mozołem biesiadzie. Dziwne jest przede wszystkim, na czym miałaby polegać wina owego wyrzuconego z uczty człowieka, który został do przybycia na gościnę zaproszony, a może przymuszony, znienacka, gdy podróżował, aby załatwiać własne sprawy. Wydaje się, że król – w obliczu odmów udzielonych przez tak wielu zaproszonych wcześniej na ucztę gości – zamiast robić temu człowiekowi wyrzuty o brak stroju weselnego raczej powinien okazać mu wdzięczność za to, że choć początkowo nieuwzględniany na elitarnej liście gości nieoczekiwane zaproszenie przyjął i na ucztę przybył. Zdziwienie budzi, że król najwyraźniej zdawał się oczekiwać, by człowiek podróżował, mając z góry w bagażu zawsze przygotowany strój weselny, o ile wręcz już nie był odświętnie ubrany. Na czym miałaby tu polegać wina człowieka usuniętego z uczty za brak stroju weselnego?
Aby zrozumieć, co było winą owego człowieka, trzeba wiedzieć, że w czasach Jezusa i w tamtych rejonach geograficznych bogaty człowiek, a już w szczególności władca, który zapraszał gości na ucztę, z reguły dawał im w podarku odpowiednio przygotowane wcześniej odświętne szaty, w które, przybywając na gościnę, należało się bezwzględnie przyodziać. A zatem, choć w dzisiejszej przypowieści nie zostało to powiedziane przez Jezusa wprost, możemy się domyślać, że ów zaproszony wszedł na biesiadę, ale nie przyjął ofiarowywanego mu przez królewskie sługi weselnego ubrania. I tym samym odrzucił przyjazny gest króla, jak i uznał wbrew powszechnie przyjętemu zwyczajowi, że nie ma potrzeby, aby ubrać się na ucztę odpowiednio godnie, co w efekcie spowodowało, że z biesiady został precz wyrzucony i nie mógł pokosztować przygotowanych pyszności!
Czego los człowieka, który został precz wyrzucony z uczty za brak stroju weselnego, uczy?
Otóż, jeśli pobite na ucztę woły i tuczne zwierzęta pojmiemy jako duchowe pokarmy, a ucztę jako Eucharystię, podczas której Bóg chce ludzi tymi pokarmami nasycać, to jasne jest, że człowiek, chcąc z tych duchowych pokarmów owocnie skorzystać, musi zdjąć najpierw nieodpowiednią szatę, a założyć strój godny, królewski!
Jeszcze tylko zagadkowe pozostaje, co jest nieodpowiednim strojem, który uniemożliwia człowiekowi godne uczestnictwo w przygotowanej przez Boga uczcie eucharystycznej, a jaki strój pozwala czerpać pełnymi garściami z przygotowanych przez Boga darów. Innymi słowy, w jaki strój należałoby się przyodziać na mszę św., aby pełną garścią z jej owoców czerpać?
Z pomocą w znalezieniu odpowiedzi przychodzi św. Paweł Apostoł, który prosi: odrzućcie od siebie to wszystko: gniew, rozdrażnienie, złość, bluźnierstwa, obmowy. […] Okryjcie się [natomiast] głębokim miłosierdziem, łagodnością, pokorą, delikatnością, cierpliwością (Kol 3,8.12). To są właśnie szaty weselne, królewskie, które umożliwiają owocne korzystanie z duchowych dóbr uczty eucharystycznej!


XXVII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 21,33-43)

Darowizna to rodzaj umowy pomiędzy darczyńcą a osobą obdarowaną, na mocy której darczyńca przekazuje obdarowywanemu pieniądze lub rzecz. Takie rozumienie, znajduje swoje potwierdzenie w oficjalnej definicji, którą możemy odnaleźć np. w polskim kodeksie. O darowiźnie mówimy wtedy, kiedy darczyńca dzieli się z osobą obdarowywaną swoją własnością, czyli przekazuje jej pieniądze z własnej, a nie cudzej, kieszeni lub daje sprzęty, które należą do niego (darczyńcy). Warto wspomnieć, że umowa darowizny nie musi zawsze zostać spisana. Czasem forma pisemna umowy darowizny jest wymagana przepisami (np. akt notarialny na darowane mieszkanie) lub z jakiegoś powodu forma pisemna może być potrzebna jednej ze stron umowy (np. ktoś otrzymał w darze samochód i musi mieć pisemną umowę potwierdzającą otrzymaną darowiznę, aby móc dokonać rejestracji pojazdu). Ale zdarza się, że nie ma obowiązku zawierania pisemnej umowy między darczyńcą a obdarowywanym (np. dla darczyńcy przekazującego pieniądze, który chce skorzystać z odliczenia podatkowego, wystarczający jest dowód przelewu bankowego potwierdzający przekazanie darowizny pieniężnej).
Darowizna jest postrzegana przez ludzi pozytywnie. Jest oceniana jako oznaka sympatii, miłości, a w każdym razie na pewno jest chęcią pomocy określonej osobie, instytucji, organizacji itp. Co jednak zrobić, gdy obdarowany okaże się niewdzięczny? Czy i pod jakimi warunkami można ją wówczas odwołać?
W świetle przepisów rażąca niewdzięczność, której dopuścił się obdarowany wobec darczyńcy daje podstawy do tego, aby darowizna mogła zostać odwołana, a ofiarowane pieniądze czy przedmioty powróciły do swojego pierwotnego właściciela. Zaś zachowaniami, które świadczą o rażącej niewdzięczności obdarowanego względem darczyńcy są np. odmówienie pomocy w chorobie lub starości, naruszenie czci, naruszenie nietykalności cielesnej, rozpowszechnianie uwłaczających informacji o darczyńcy, pobicie czy ciężka zniewaga.
Popatrzmy na dzisiejszy fragment Ewangelii, w którym możemy odnaleźć wiele punktów zbieżnych z wyżej przywołanym rozumieniem kwestii związanych z darowizną.
Od razu rzuca się w oczy troska, jaką właściciel otoczył swoją winnicę i uczynił z niej wyjątkowy ogród. Warto wiedzieć, że otaczający mur, tłocznia i wieża nie były elementami każdej zwyczajnej winnicy. I skoro ewangeliczny właściciel swoją winnicę w te elementy wyposażył, to z pewnością na tle większości ówczesnych winnic przedstawiała się ona nadzwyczajnie. Dalej, uderza fakt, że bez wątpienia dobrotliwy i wielkoduszny właściciel, powierzając w darze winnicę rolnikom, obdarzył ich bezgranicznym zaufaniem i pozostawił całkowitą swobodę w zarządzaniu nią. A kiedy nadszedł wreszcie czas zbiorów, właściciel zapragnął sprawiedliwie i rozważnie rozliczyć się z rolnikami, czyli wziąć to, co jemu zgodnie z zawartą umową o dzierżawie się należało, a rolnikom pozostawić resztę, zapewne niemałą. I co z tego wynikło? Rolnicy w swojej pysze wpadli na pomysł, że skoro znają się na uprawie winorośli, to mogą również zarządzać całą winnicą. Rolnicy tym samym okazali właścicielowi winnicy rażącą niewdzięczność i uznali samych siebie za jedynych właścicieli winnicy, a także wydanych przez nią owoców. I w świetle takiego zachowania rolników wcale nie dziwi ocena, jaką słuchacze dzisiejszej przypowieści im wystawili. Rolnicy okazali się nędznikami, którym najpierw należałoby odebrać winnicę a potem wytracić! A mówiąc słowami Cycerona, „nic nie ma brzydszego jak niewdzięczny człowiek”. Dzisiejsza przypowieść ewangeliczna jest – z jednej strony – przestrogą dla tych, którzy nie okazują Bogu i ludziom wdzięczności. Tacy ludzie są nędznikami, zapatrzonymi tylko w siebie i niewidzącymi niczego, co leży dalej niż czubek ich własnego nosa. Ale też – z drugiej strony – możemy w dzisiejszej ewangelicznej perykopie odnaleźć zachętę do tego, aby być człowiekiem wdzięcznym, a mówiąc inaczej człowiekiem o sercu pięknym i wrażliwym na otrzymywane od Boga i ludzi dobro!


XXVI NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 21,28-32)

Bardzo wielu Polaków przyznaje się do chrześcijaństwa. Ale czy zauważysz  np. w restauracji kogoś, kto by przed rozpoczęciem posiłku uczynił znak krzyża i się chwilę pomodlił. Zapewne jest to skutkiem tego, „że z restauracji korzysta przeważnie tylko te parę % Polaków, którzy do chrześcijaństwa się nie przyznają”, a pozostali, czyli ci, którzy deklarują się jako chrześcijanie, jedzą posiłki tylko we własnych domach lub w domach rodziny podczas świątecznych czy okolicznościowych spotkań. Dalej, z łatwością wiosną i latem podczas upalnych dni można na ludzkich szyjach zobaczyć różnego rodzaju słoniki, podkówki i jakieś inne wisiorki. Ale chcąc zobaczyć u kogoś krzyżyk czy święty medalik, trzeba nieźle wytężać wzrok. Zapewne to też z powodu tego, że tylko owe „parę % Polaków, którzy nie przyznają się do wiary w Jezusa, wychodzi wiosną i latem z domu”, pozostali kryją się w domach przed upałami.
W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy przypowieść. Głównymi bohaterami przypowieści są dwaj synowie, którzy odmiennie zareagowali na jasną i kategoryczną prośbę ich ojca. Słyszeliśmy, że pierwszy z synów owszem okazał ojcu szacunek i formalnie wyraził zgodę na jego słowa, ale nie miał w sobie intencji, aby tę swoją zgodę przemienić w czyn. Okazał się nieposłuszny. Natomiast drugi z synów zupełnie szczerze nie zgodził się z wolą ojca, ale potem po opamiętaniu się okazał ojcu posłuszeństwo. I w konsekwencji słuchacze przypowieści nie mieli najmniejszej wątpliwości, że wolę ojca wypełnił tylko drugi z synów. A Jezus, zgadzając się z taką właśnie opinią na temat różnej postawy synów, wezwał słuchaczy, i wzywa nas, do opamiętania się. Czego to opamiętanie się miałoby dotyczyć?
W dzisiejszej przypowieści Jezus podkreśla różnicę pomiędzy słowem a działaniem. Co więcej, Jezus zaznacza, że w życiu ważne jest to, co człowiek mówi, ale jeszcze ważniejsze jest to, co człowiek robi, tzn. jak żyje, jakich wyborów dokonuje itp. Mówiąc inaczej, Jezus wskazuje, że dobre czyny dokonane w ukryciu czy po opamiętaniu się są bez porównania wartościowsze niż doniośle wykrzyczane przed ludźmi wzniosłe i piękne słowa.
Przyznanie się do Jezusa na poziomie deklaracji nie ma żadnego znaczenia, jeśli za słowami nie idzie życie, dokonane przez nas wybory, podjęte działania itp. Nawet więcej, w ostatecznym rozrachunku, czyli gdy staniemy przed Bożym obliczem po naszej śmierci, złożona bez pokrycia w czynach deklaracja o byciu uczniem Jezusa może się okazać okolicznością wielce obciążającą. Pamiętajmy, że za słowami muszą pójść czyny.


XXV NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 20,1-16a)

Ziemski sposób myślenia można porównać do domu, w którym zamiast okien jest lustro. Ogranicza ono pole widzenia i kieruje wzrok na to, co jest w środku domu. Nie pozwala wyjrzeć na zewnątrz, aby popatrzeć na to, co roztacza się wokół domu, na podwórzu. Chodzi o to, że człowiek, który myśli wyłącznie na sposób ziemski, nie jest w stanie spojrzeć poza doczesność, aby ogarnąć lub zrozumieć sprawy związane z wiecznością i Królestwem Bożym.
Dla człowieka, który ograniczy się do rozumowania wyłącznie po ziemsku, czyli pojmuje sprawy na zasadzie „logiki zasług”, dla której właściwe jest to, że każdy winien otrzymywać tyle, na ile sobie wcześniej zasłużył, zapracował itd., Zarysowany w dzisiejszym Ewangelii obraz wydaje się bez wątpienia niesprawiedliwy. Może człowiek, który myśli tylko na sposób doczesny, będzie oburzony, zwłaszcza kulminacyjnym momentem opowiedzianej dziś przez Jezusa przypowieści.
Oto zgodnie z przypowieścią, nakreśloną przez Jezusa, mamy: gospodarza; winnicę; kilkunastu, może kilkudziesięciu robotników, zatrudnianych w różnych porach dnia; po skończonej pracy wypłacenie przez właściciela winnicy każdemu z robotników dokładnie tyle samo, niezależnie od tego, ile godzin pracowali, czyli po jednym, umówionym wcześniej denarze. Natomiast człowiek, który rozumuje na sposób ziemski, będzie oczekiwał, że ci spośród robotników, którzy w winnicy pracowali najdłużej, otrzymają większą zapłatę; ci, którzy krócej, odpowiednio skromniejsze wynagrodzenie; a ci, którzy pracowali najkrócej, otrzymają najmniej. Tymczasem Jezus, kreśląc obraz funkcjonowania winnicy, w której zazwyczaj pracowali zatrudniani przez gospodarza lub jego wysłannika każdego dnia na nowo robotnicy najemni, całkowicie zrywa z powszechnym pojmowaniem zależności pomiędzy długością pracy a wysokością wynagrodzenia. Rozwój wypadków w dzisiejszej przypowieści nie zapowiada rozwiązania historii, które nakreśla Jezus. Całkowicie niespodziewanie Jezus proponuje obcą doczesnemu sposobowi myślenia „logikę daru”, która skierowała dalszy bieg wydarzeń w stronę inną. Tym samym Jezus zmusza słuchaczy do porzucenia doczesnego sposobu rozumowania i podjęcia wysiłku, aby pojąć sprawy Królestwa Bożego. Co więcej, Jezus w dzisiejszej przypowieści wprowadza słuchaczy do samego wnętrza Królestwa Bożego!
A co jest w samym wnętrzu Królestwa Bożego?
Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w słowach gospodarza, który w przypowieści symbolizuje oczywiście Boga, skierowanych do jednego z robotników, oburzonych tym, że – w ich mniemaniu – otrzymali mniej niż im się należało za trud całodziennej pracy: „Dlaczego na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”.
W samym wnętrzu Królestwa Bożego jest dobroć Boga! BÓG JEST DOBRY! Bóg kieruje się „logiką serca” („daru”), a nie „zasług”! Oznacza to, że u samych początków istnienia świata, istnienia poszczególnych stworzeń, w szczególności każdego człowieka nie leży wyrachowanie Boga, ale Jego dobroć, szczodrobliwość, hojność itd., gdyż BÓG JEST MIŁOŚCIĄ!
Stąd ludzkie życie jest cennym darem, tzn. każdy człowiek od Boga otrzymuje czas, aby żyć i pracować w Boskiej winnicy. I gdy ten darowany człowiekowi w różnym wymiarze czas wreszcie upłynie, nadejdzie moment zapłaty. Ale tej zapłaty – jak Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii uczy – nie może żaden człowiek postrzegać jako owocu swoich własnych zasług, wysiłków i wylanego potu! Ta zapłata w wieczności będzie przede wszystkim darem od dobrego Boga!


XXIV NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – (Mt 18,21-35)

W czasach Jezusa przeciętny Żyd zazwyczaj skłonny był do tego, aby przebaczyć swojemu winowajcy dwa, góra trzy razy. A uczeni w Piśmie głosili, że przebaczenie winowajcy czterokrotne jest przejawem nadzwyczajnej wprost wspaniałomyślności. Można powiedzieć, że ówcześni Żydzi z reguły przebaczenie pojmowali w ten sposób, że ma ono swoje granice, tzn. nie można oczekiwać tego, że osoba krzywdzona przez kogoś będzie w nieskończoność krzywdzicielowi przebaczała. Ówcześni Żydzi rozumowali zatem mniej więcej tak: przebaczyć na pewno trzeba raz, można dwa, góra trzy razy, a już czterokrotne przebaczenie jest oznaką wyjątkowej dobrotliwości! I patrząc w powyższym kontekście na pytanie, które Piotr postawił Jezusowi: „Panie, czy aż siedem razy mam przebaczyć mojemu bratu, jeśli ten zawini wobec mnie?”, dostrzegamy w postawie Apostoła gotowość do okazania winowajcy wspaniałomyślności o wiele większej niż ta, o której mówili ówcześni żydowscy rabini. Zauważmy też, że Piotr, mówiąc o siedmiokrotnym przebaczeniu, prawdopodobnie pytał Jezusa przede wszystkim nie tyle o to, ile razy należałoby przebaczać winowajcy, a raczej pytał o jakość przebaczenia, tzn. czy przebaczenie miałoby być pełne, czyli niejako całkowicie wyzerowujące wzajemne relacje pomiędzy pokrzywdzonym a krzywdzicielem. W Piśmie św. bowiem siódemka jest symbolem doskonałości, pełni.
Udzielona przez Jezusa odpowiedź zaskoczyła Piotra. Jezus podnosi poprzeczkę i mówi o konieczności siedemdziesięciosiedmiokrotnego przebaczenia. Posługując się liczbą siedemdziesiąt siedem, Jezus nawiązał do sytuacji po grzechu pierworodnym, kiedy to – jak czytamy w Starym Testamencie – ludzie pałali względem siebie ogromną nienawiścią i mścili się na swych krzywdzicielach ponad miarę. Znany np. z Księgi Rodzaju (Rdz 4,24) jak Lamek odgrażał się, że doznaną krzywdę pomści aż siedemdziesiąt siedem razy! Postawione przez Piotra pytanie stało się dla Jezusa okazją do przeciwstawienia zbudowanemu przez grzesznych ludzi światu nienawiści i pomsty świata siedemdziesięciosiedmiokrotnego, czyli bezgranicznego wybaczania. A reguły, które obowiązują w świecie siedemdziesięciosiedmiokrotnego przebaczenia, Jezus ukazał, posługując się przypowieścią znaną o nielitościwym dłużniku.
Fabuła przypowieści jest dramatem, na który składają się trzy części.
Część pierwsza – logika paradoksu. Zauważmy, że jeden ze sług (który symbolizuje każdego człowieka) był winien swemu królowi (który symbolizuje Boga) niewyobrażalną wprost dla przeciętnego zjadacza chleba sumę, którą można by dziś przeliczyć na około pięćdziesiąt milionów euro. Według ówczesnych stawek przeciętnego wynagrodzenia za pracę, aby oddać taki dług, jeden robotnik musiałby pracować blisko 300 tys. lat i to jeszcze pod warunkiem, że całą swą dzienną wypłatę przeznaczałby na spłatę kolejnych rat, a wierzyciel zupełnie nie naliczałby dłużnikowi przez ten czas odsetek od kwoty pozostałej do spłaty! Mając to na uwadze, nie trudno dojść do wniosku, że propozycja sługi, aby król cierpliwie poczekał na spłatę długu, przedstawia się jako czysty absurd! I budzi zdziwienie, że król, wyraźnie poruszony tarapatami, w jakich znalazł się jego sługa, nie tyle przystaje na tę propozycję, co w całości słudze dług daruje!
W części drugiej ze sceny znika król, a pozostają wyłącznie słudzy. Jeden z nich jest winny temu, który dopiero co został przez króla uwolniony od niemożliwego do spłacenia długu, przeliczając na dzisiejsze realia, około 70 euro. Przeraża nas, że oddłużony przed paru chwilami sługa okazuje się bezlitością i agresywnie domaga się spłaty długu, który w porównaniu z mu darowanym przez króla jest wprost odrobinką, gdyż jest kilkaset tysięcy razy mniejszy! Co więcej, oddłużony przez króla sługa pozostaje zupełnie nieczuły na błagania współsługi, nie chce cierpliwie poczekać na spłatę i ostatecznie wtrąca dłużnika do więzienia!
W części trzeciej widzimy, jakie konsekwencje ściągnął na siebie pozbawiony litości dłużnik. I został on ukarany nie za wyrządzenie niesprawiedliwości, ponieważ pieniądze mu się należały. Król ukarał sługę za brak miłosierdzia, którym sam wcześniej tak szczodrobliwie został obdarowany.
Jakie reguły obowiązują w świecie siedemdziesięciosiedmiokrotnego przebaczenia, o którym mówi Jezus?
Po pierwsze, wszyscy jesteśmy zupełnie niewypłacalnymi dłużnikami, a także beneficjentami niezasłużonych i absolutnie darmowych darów, jakie otrzymujemy od Boga: świata, w którym żyjemy, naszego istnienia, przebaczenia naszych grzechów i w szczególności obietnicy życia wiecznego w Królestwie Bożym.
Po drugie – jak zauważył św. Albert Wielki – więcej zysku przynosi chojne przebaczenie tym, którzy wyrządzili nam jakąś szkodę na dobru lub reputacji, niż gdybyśmy mieli przepłynąć statkiem ogromne morze i paść na twarz przed grobem Chrystusa.
I wreszcie – po trzecie – odwołując się do przemyśleń starożytnego greckiego filozofa Arystotelesa, można powiedzieć tak: Nie chowajmy urazy po wieczne czasy, my, którzy sami nie jesteśmy wieczni!

Na podstawie opr. ks.Z.K

XXIII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 18,15-20

We współczesnym języku polskim czasownik „upominać” oznacza „mówić jakiejś osobie, że się niewłaściwie zachowuje”, względnie „przypominać komuś o jego obowiązkach” lub „przywoływać kogoś do porządku”. I w tym znaczeniu upominani zazwyczaj bywają dzieci, kierowcy, uczniowie, sąsiedzi, a także krewni. Najbliższym synonimem „upominać” jest „napominać”, a nieco dalszymi np. „zwracać uwagę”, „strofować”, „przestrzegać” (kogoś przed kimś/czymś), „karcić”, „dopominać się”, „bronić” (kogoś/czegoś przed kimś/ czymś), „ujmować się” (za kimś/czymś), „wstawiać się” (za kimś/czymś). W dawnym języku polskim „upominać” oznaczało między innymi „występować do sądu ze skargą na kogoś”.
Mając na uwadze wspomniane wyżej znaczenie czasownika „upominać”, który pojawia się w dzisiejszej Ewangelii, nie trudno zauważyć, że polecenie udzielone przez Jezusa jest bardzo jasne: upominanie i przywoływanie kogoś, kto zgrzeszył, zwłaszcza ciężko lub publicznie, do porządku jest naszym obowiązkiem. Co więcej, upominanie – oczywiście z zachowaniem wskazanej przez Jezusa kolejności, czyli najpierw w cztery oczy, potem wobec paru świadków i wreszcie, gdy wciąż nie następuje poprawa, w obliczu wspólnoty Kościoła – nie jest w żadnej mierze ani mieszaniem się w nieswoje sprawy, ani donoszeniem na kogoś, ale jest wyrazem ewangelicznej postawy, którą bezwzględnie należałoby przyjąć wobec czyjegoś grzechu, zwłaszcza jeśli jest to grzech ciężki lub grzech publiczny. Ale gdybyśmy chcieli się zatrzymać tylko na takim rozumieniu udzielonego przez Jezusa polecenia, to byśmy je (polecenie) bardzo zawęzili. W pouczeniu Jezusa, oprócz wezwania do udzielenia grzesznikowi – podkreślmy to: koniecznej – nagany z powodu popełnionego przez niego zła, kryje się coś jeszcze. Chodzi o to, że udzielone przez Jezusa wskazanie odnośnie do naszej postawy wobec popełnianego przez kogoś grzechu trzeba ująć nie tylko negatywnie, w znaczeniu udzielania grzesznikowi surowej nagany. Polecenie Jezusa ma także, a może i nawet przede wszystkim, wymiar pozytywny i celowy.
Otóż, w języku hebrajskim czasownik „upomnieć” oznacza nie tylko „udzielić pouczenia i ukarać”, ale także „zachęcać i wychowywać”. A zatem Jezus mówi o niezbędności podjęcia działania z powodu czyjegoś grzechu, ale ma to być forma upominania przez zachęcanie i jednocześnie zachęcanie przez upominanie grzesznika. Mówiąc inaczej, ma to być braterska pomoc, aby grzesznik zarówno odstąpił od zła, jak również rozwinął w sobie dobro, które w sobie ma i które trzeba tylko pomóc mu najpierw dostrzec, a potem rozwinąć.
Dalej, w języku łacińskim można się doszukać, że słowo „upomnieć” pochodzi od „cumregere”, czyli „nieść razem”. A przy takim spojrzeniu – Jezus wzywa do tego, aby stając w obliczu czyjegoś grzechu, nie ograniczać się li tylko do surowej oceny grzesznika czy jego ukarania, ale także – a może i najpierw, przed dokonaniem surowej oceny, upomnienia wobec świadków czy doniesienia Kościołowi – podjąć próbę niesienia razem ciężaru problemu, słabości, grzechu lub skomplikowanej sytuacji drugiego człowieka. Chodzi o to, że ów grzesznik nie powinien zostać przez nas zostawiony sam sobie, ale trzeba mu pomóc wyjść z biedy.
Jeśli więc ktoś wobec nas zgrzeszy, zawsze upomnijmy grzesznika. Pamiętajmy jednak, że Jezus prosi nas o to, abyśmy nie ograniczyli się wyłącznie do surowego potępienia, wymierzenia kary itp., ale przyjęli na siebie zarówno ciężar, który drugiego człowieka przytłacza, jak również problemy, którym grzesznik, opierając się wyłącznie na swoich siłach, nie byłby w stanie podołać. Mówiąc krótko, upominając grzesznika, stale pamiętajmy o tym, że „Miłość nie wyrządza zła bliźniemu” (Rz 13,10).

Na podstawie opr. ks.Z.K

XXII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 16,21-27

Gdy Jezus zakomunikował swoim uczniom, że wkrótce doświadczy cierpienia i zostanie zabity, natychmiast w odpowiedzi usłyszał oburzenie, wręcz ripostę Piotra: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. A Jezus od razu zdemaskował tego, który ustami Apostoła się posłużył: Szatana!
Zauważmy, że w oburzeniu Piotra Apostoła mamy do czynienia z odrzuceniem i zanegowaniem wartości cierpienia (ofiary, wyrzeczenia, poświęcenia itd.), a w szczególności Chrystusowego Krzyża! I Jezus nie pozostawia żadnych wątpliwości odnośnie do tego, że za uruchomieniem takiego mechanizmu w ludzkim myśleniu, postępowaniu itd. kryje się Szatan!
Można powiedzieć, że człowiek ma do wyboru dwie możliwości, dwie drogi i dwa „pomysły” na życie. Pierwszy „pomysł” jest Boży i wiąże się z propozycją przyjęcia, a także docenienia wartości cierpienia, wyrzeczenia, poświęcenia, ofiary i Krzyża! Drugi „pomysł” kryje się za nim odrzucenie (zanegowanie) wartości cierpienia, wyrzeczenia, poświęcenia, ofiary i Chrystusowego Krzyża. Pierwsza propozycja – Boża – zamiast łatwej, przyjemnej doczesności jest związana z życiem bez złudzeń, lecz jest to życie pełne nadziei. Propozycja druga – szatańska – jest to życie w kloszu tzn. w złudzeniu, że człowiek jest w stanie zupełnie odizolować się od zmartwień, stresów czy śmierci. Droga Boża doprowadzi do wiecznej radości, zaś droga demoniczna na pewno zakończy się totalnym rozczarowaniem.
Przywołując zaś myśl kard. Stefana Wyszyńskiego, można powiedzieć, że w dzisiejszej Ewangelii otrzymujemy następującą naukę: nie istnieje prawdziwie piękne ludzkie życie bez ducha ofiary, poświęcenia i wyrzeczenia!

Na podstawie opr. ks.Z.K

XXI NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 16,13-20

Bóg jest dla naszych oczu niewidoczny. Co więcej, Bóg nie chce, aby Jego majestat i wspaniałość zasłaniały piękno i bogactwo stworzonego świata, dlatego obecność Boga w świecie i w życiu poszczególnych ludzi jest bardzo dyskretna. Stąd tak trudno nam odczuć zarówno w swoim własnym życiu, jak i w świecie Bożą obecność i działanie. Ale nie oznacza to, że możemy czuć się zwolnieni z tego, aby obecności Boga we własnym życiu i świecie nie poszukiwać.
Zauważmy, że w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus sprowokował Apostołów do podjęcia poszukiwań odnośnie do tego, kim Bóg jest, zadając im pytanie: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. I odpowiedzi padły różne: za Jana Chrzciciela, za Eliasza, za Jeremiasza albo za innego proroka. I dopiero po tych odpowiedziach, gdy Jezus zapytał Apostołów, kim jest On dla nich, z ust Szymona Piotra padła odpowiedź prawdziwa: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
Żyjemy w epoce, w której obojętność wobec spraw religii w naszym euroatlantyckim kręgu kulturowym, także w Polsce, zatacza coraz szersze kręgi. Coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, ulega swego rodzaju wyjałowieniu potrzeb „ducha”. I nie chodzi tu o to, że są oni wobec Boga i Jego spraw wrogo nastawieni, ale bardziej o to, iż Bóg i Jego plany są dla coraz większej liczby współczesnych mieszkańców naszej części świata zupełnie obojętni.
A jak możemy przyczynić się do zmiany takiego nastawienia wielu współczesnych ludzi?
Nie ma lepszego sposobu niż stałe odkrywanie tajemnicy i żywej obecności Boga we własnym życiu i w otaczającym nas świecie. Trzeba wiedzieć, że – jak to Bóg sam w Księdze Powtórzonego Prawa obiecał (Pwt 4,29), a potem także w Ewangelii powtórzył (Mt 7,7-8) – każdy człowiek, który z całego serca i całej duszy szuka Boga, znajduje Go. Natomiast człowiek, który odkrył żywą obecność Boga we własnym życiu i historii, jest dla innych ludzi niczym latarnia morska dla błąkających się w głębokich ciemnościach po wzburzonym morzu statków, które szukają bezpiecznej drogi do domu. Chodzi o to, że człowiek, który prawdziwie żyje Bogiem, wskazuje tym samym innym ludziom na Niego.

Na podstawie opr. ks.Z.K

XX NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 15,21-28

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii usłyszeliśmy historię o spotkaniu Jezusa z kobietą kananejską. Zauważmy, że kobieta miała wszelkie powody ku temu, aby się na Jezusa obrazić. Po pierwsze, Jezus początkowo zupełnie nie zareagował na jej żebrzącą, natarczywą i donośnym głosem wykrzyczaną prośbę. Po drugie, gdy już uczniowie zwrócili uwagę Jezusowi, aby tę natarczywą kobietę odprawił, ten porównał ją do psa! Trzeba wiedzieć, że Jezus odwołał się w tym porównaniu do żydowskiej „ludowej teologii”, zgodnie z którą pogan uważano za nieczyste psy. Świadkowie tamtego wydarzenia i sama kobieta kananejska nie mogli więc zinterpretować słów Jezusa inaczej jak tylko w ten sposób, że Jezus dał kobiecie odpowiedź odmowną. I bez wątpienia dla Kananejki była to przykra, a nawet i bardzo bolesna odmowa, tym bardziej, że prosiła nie dla siebie, ale dla córki o uwolnienie jej spod władzy demona. Kobieta, odwołując się wówczas do urażonego poczucia swej godności, mogła przecież powiedzieć: „A niby dlaczego Rabbi sądzisz, że tylko wy Żydzi, jesteście umiłowanymi dziećmi Boga, a my poganie jesteśmy dla Boga niczym zwierzęta, nieczyste psy!”. I pewnie, gdyby kobieta kananejska tamtego dnia się tak zachowała, to moglibyśmy ją zrozumieć.
Ale ona dalej prosi o uzdrowienie córki i daje tyleż pokorną, co i przyznajmy błyskotliwą odpowiedź: „Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów”. Kobieta więc ani się nie zniechęciła, ani wcześniejszej obojętności i odmowy Jezusa nie potraktowała jak obelgi. Cierpliwie przekonała Jezusa, aby spełnił jej prośbę. I Jezus tę prośbę spełnił, a kobieta odniosła zwycięstwo!
Czego możemy się od kananejskiej kobiety nauczyć?
Przede wszystkim wytrwałości i cierpliwości, a nawet śmiałości i natarczywości w błaganiach, które do Boga kierujemy. Kananejka uczy pokornej postawy wobec Boga, gdyż zanim jeszcze wypowiedziała swą prośbę, uwielbiła Jezusa i uznała w Nim Pana. Mówiąc inaczej, Kananejka, pokornie wierząc i wielbiąc Jezusa, w sposób wytrwały, cierpliwy, śmiały i natarczywy prosi Go o pomoc, o litość nad jej córką!
My zaś pokorną, wytrwałą, cierpliwą, śmiałą i natarczywą modlitwą oznajmiamy Bogu, że całą ufność pokładamy wyłącznie w Nim.

Na podstawie opr. ks.Z.K

XIX NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 14,22-33

Woda jest źródłem życia i jego odnowy. Gdy wody zabraknie ziemia staje się pustynią, na której ludzie i zwierzęta cierpią głód i pragnienie, przez co grozi śmierć w bólu i cierpieniu. Ale jest i taka woda, która zamiast życia niesie ze sobą śmierć i zniszczenie, która dewastuje ziemię i niszczy wszystko, co spotka na swej drodze, a także zalewa i odbiera życie roślinom, zwierzętom i ludziom. Stąd w Biblii woda nie tylko symbolizuje życie i jego odnowę, ale również – jak np. ustawicznie kłębiące się wody morskie czy wzburzone wichrem wody na ogromnym jeziorze (a takim jest Jezioro Galilejskie/Genezaret) – przywołuje skojarzenia związane z niepokojem czy tragedią. Otchłanie wód są w Biblii obrazem śmiertelnej zagłady, ponieważ autorzy uważali, że dno morza czy wielkiego i głębokiego jeziora sąsiaduje z szeolem (otchłanią, miejscem całkowitego opuszczenia, piekłem). Mówiąc krótko, woda w Biblii nie tylko symbolizuje życie i jego odnowę, ale także potęgi przeciwne Bogu.
Mając na uwadze biblijną symbolikę rozhuśtanej sztormem wody na Morzu Tyberiadzkim i wodnych otchłani tego akwenu, zwróćmy uwagę na dwa szczegóły zawarte w dzisiejszym fragmencie Ewangelii.
Po pierwsze, uderza, że Jezus, mimo szalejącej wokół burzy i kłębiących się wód, przyszedł do walczących gdzieś w oddali od brzegu w łodzi ze sztormem Apostołów pieszo, krocząc po wodzie. W ten sposób dał do zrozumienia uczniom, że ma władzę, aby powstrzymać siły zła. Co więcej, Jezus, krocząc po rozszalałej wodzie – jakby ją depcząc – wskazuje na siebie jako na tego, w którym spełnia się Boża zapowiedź skierowana w rajskim ogrodzie do węża (szatana) tuż po zjedzeniu przez pierwszych ludzi owocu z zakazanego drzewa. Bóg powiedział wtedy do węża m.in.: „Wprowadzam nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem. Ono zdepcze ci głowę, a ty zranisz mu piętę” (Rdz 3,15). Słowa te wypełniły się na Golgocie, gdzie Jezus został „zraniony śmiercią”, a zmartwychwstając po trzech dniach ją pokonał i tym samym zdeptał potęgę sił zła.
Po drugie, zauważmy, że Piotr po wyjściu z łodzi, dopóki swój wzrok miał skierowany bezpośrednio na Jezusa, także mógł kroczyć po wzburzonej wodzie. Ale gdy tylko przelękniony rozszalałym sztormem zaczął rozglądać się wokół i być może tym samym Jezusa stracił całkowicie z pola widzenia, natychmiast zaczął tonąć. I gdyby Jezus nie wyciągnął do Piotra ręki, ten bez wątpienia pogrążyłby się w wodnej otchłani.
Z dzisiejszego fragmentu Ewangelii, biorąc pod uwagę przywołane wyżej spostrzeżenia, wypływa dla nas proste przesłanie: tylko Jezus jest tarczą, która chroni nas przed siłami zła!

Na podstawie opr. ks.Z.K

XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA –/PRZEMIENIENIE PAŃSKIE/ – Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 17,1-9

Ewangelia świętego Mateusza ukazuje scenę Przemienienia w trudnym dla apostołów momencie. Wcześniej, Pan Jezus jasno powiedział: „że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). Jednocześnie, powiedział im, w sposób bezpośredni, że „jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,24-25). Wobec tak poważnych ostrzeżeń zrozumiały jest niepokój i lęk uczniów.
Dlatego Jezus, pragnie umocnić ich nadzieję, ukazując swoją chwałę wobec Piotra, Jakuba i Jana. Wchodzi na wysoką górę, w towarzystwie trzech uczniów, tak jak Mojżesz, który wszedł na górę Synaj w towarzystwie Aarona, Nadaba i Abihu, za którymi szli starsi ludu (Wj 24,9). Ci sami trzej apostołowie będą tymi, których zawoła w ogrodzie Getsemani, aby towarzyszyli mu z bliska, podczas gdy reszta pozostawała w większym oddaleniu od miejsca w którym Pan Jezus modlił się podczas trwogi konania (Mk 14,33). Kontrastują tu ze sobą sceny radosnej chwały i pełnego niepokoju cierpienia, w których Piotr, Jakub i Jan towarzyszą mu, ale jednocześnie obydwie pozostają nierozdzielnie związane. Nie ma chwały bez krzyża.
Mojżesz i Eliasz, którzy kontemplowali chwałę Boga i otrzymali jego objawienie na górze zwanej Horeb albo Synaj (por. Wj 24,15-16 i 1Krl 19,8), towarzyszyli Panu Jezusowi na tej wysokiej górze, kiedy „przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło” (w. 2). Teraz kontemplują chwałę i rozmawiają z tym, który jest osobowym objawieniem Boga.
Piotr nie może powstrzymać swojej radości i woła: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza” (w. 4). Jego prośba wyraża pragnienie każdego ludzkiego serca, aby pozostać zawsze w radosnej kontemplacji chwały bożej. Do tego jesteśmy powołani, do wiecznej szczęśliwości.
Z chmury światła, która ich otacza słychać słowa pełne treści: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (w. 5). Wyrażenie „mój Syn umiłowany” jest echem słów jakimi Bóg zwraca się do Abrahama, prosząc go, aby ofiarował swojego syna Izaaka: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz” (Rdz 22,2). W ten sposób tworzy się paralelizm pomiędzy dramatyczną sceną z księgi Rodzaju, w której Abraham jest gotowy, aby oddać w ofierze Izaaka, który towarzyszy mu bez oporu, a dramatem, który dopełni się na Kalwarii, gdzie Bóg Ojciec ofiarował swojego Syna w przyjętej ofierze dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Rzeczywiście, w scenie Przemienienia Kościół widział przygotowanie apostołów, aby przetrwać zgorszenie Krzyża. Jednocześnie dodatek „Jego słuchajcie!” jest jasnym odniesieniem do słów jakie Pan kieruje do Mojżesza w księdze Powtórzonego Prawa: „Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał” (Pwt 18,15). Pan Jezus, który jest Synem, którego ojciec Bóg wydaje na śmierć, jest jednocześnie tym prorokiem, jak Mojżesz, którego należy słuchać.
„Z tego wydarzenia przemienienia chciałbym wydobyć dwa znaczące elementy – mówił Ojciec Święty Franciszek – które ujmę w dwóch słowach: wejście i zejście. Potrzebujemy pójść na miejsce odosobnione, wejść na górę, w przestrzeń milczenia, aby odnaleźć siebie samych i lepiej usłyszeć głos Pana. Czynimy to na modlitwie. Ale na tym nie możemy poprzestać! Spotkanie z Bogiem na modlitwie skłania nas do «zejścia z góry» i powrócenia na dół, na nizinę, gdzie spotykamy licznych braci i siostry obciążonych trudami, chorobami, niesprawiedliwością, ignorancją, ubóstwem materialnym i duchowym. Tym naszym braciom, którzy przeżywają trudności, mamy nieść owoce naszego doświadczenia Boga, dzieląc się otrzymaną łaską”.

Opr. na podstawie refleksji Francisco Varo

XVII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 13,44-52

Skarb dla niektórych to zbiór rzeczy drogocennych, pieniędzy, zwykle ukrytych, czasem bliska i kochana przez nas osoba. Możliwość odnalezienia skarbu rozpala ludzką wyobraźnię, prowokuje do marzeń i popycha do podejmowania karkołomnych przedsięwzięć. Z powodu skarbu ludzie potrafią się mocno zaangażować, a nawet sporo stracić, aby potem, jeśli tylko skarb uda się oczywiście odnaleźć, zyskać o wiele więcej. To znaczy, że skarb ludzi pociąga, a to, o co ludzie zabiegają, co uznają za swój skarb, odkrywa, czym żyją i pokazuje ich serce. Mówiąc inaczej, człowiek jest taki, jaki jego skarb. A skarbem dla danego człowieka jest to, w co się angażuje, tzn. o czym myśli, na co poświęca czas, w jakie relacje wchodzi itp.
Jezus mówi, że prawdziwym skarbem jest Królestwo Boże, dla zdobycia którego warto poświęcić wszystko, a zdobywanie Królestwa Bożego obrazuje, przywołując mechanizm znany z handlu, – sprzedajemy coś po to, aby móc kupić coś innego. Dalej, Jezus zwraca uwagę, że, zdobywając Królestwo Bożego, człowiek odkrywa, iż, sprzedając wszystko, w istocie utracił „coś mniejszego” – zyskał „większe”.
Z dzisiejszego przepowiadania Jezusa wypływa kilka wskazówek.
Po pierwsze, trzeba pamiętać, że największym skarbem jest poznanie Boga, Jego woli, tzn. poznanie tego, czego Bóg od nas oczekuje. A Bóg chce być obecny we wszystkich obszarach życia, tzn. chce abyśmy je kształtowali w duchu Ewangelii i abyśmy byli cali dla Boga.
Po drugie, dla Boga warto zrezygnować, utracić, poświęcić wszystko, co dotąd uważaliśmy za skarb „z tej ziemi”. Chodzi o to, abyśmy odeszli od wszystkiego, co dotąd uznawaliśmy za wartościowe, korzystne, opłacalne czy ekscytujące na rzecz tego, co jest czyste, pokorne i prawdziwe, choć z punktu widzenia doczesności może być bezwartościowe, nieopłacalne lub nudne.
Po trzecie, warto pamiętać, że doczesne życie jest tylko przygotowaniem do wieczności, która jest jedynym przeznaczeniem i skarbem. Oznacza to, że – jak ujął to św. Jan Paweł II – „jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła, to wiesz także, że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu >>pory roku<<: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima […], [wiedz], że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnia porą Twego życia będzie wiosna […]. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo”. A dla zdobycia nieba warto poświęcić wszystko „z tej ziemi”!


XVI NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 13,24-43

Może oczekujemy, że rozwój Królestwa Bożego w świecie będzie miał jakiś tryumfalny charakter, a dobro będzie stopniowo i coraz bardziej wypierać zło ze świata. A tymczasem Jezus w dzisiejszych przypowieściach zwraca uwagę na to, że – posługując się dzisiejszymi kategoriami pojęciowymi – ani w gazetach, ani w wiadomościach telewizyjnych czy radiowych, ani na portalach internetowych nie znajdziemy komunikatów o zbliżającym się ostatecznym w historii powszechnej zwycięstwie Dobra nad Złem. Nawet więcej, przyjścia w pełni Królestwa Bożego, co będzie się wiązało z całkowitym pokonaniem w historii powszechnej wszelkich sił zła, nikt w tym świecie nie zauważy. Nawet jeszcze więcej, Pan wyraźnie mówi, że chwasty nie tylko będą rosnąć pośród pszenicy, ale może się okazać, iż ją zdominują i zagłuszą!
Tak przedstawiające się losy Królestwa Bożego w świecie sugerują, że Bóg, który jest siewcą dobrego ziarna, ponosi w jakiejś mierze porażkę. Ale jest wręcz przeciwnie. Jezus poucza słuchaczy, że Bóg, siewca dobrego ziarna, całkowicie panuje nad rozwojem wypadków. I dlatego powstrzymuje sługi, którzy w swej niecierpliwości chcieliby niezwłocznie, natychmiast wyplenić chwasty, aby pszenica mogła lepiej i szybciej owocować. Bóg patrzy na historię powszechną z perspektywy jej wiecznego celu, czyli wiadomego tylko Bogu i tylko od Jego decyzji uzależnionego momentu przyjścia w pełni Królestwa Bożego, kiedy to nastąpi ostateczne rozdzielenia dobra i zła!
Warto zwrócić uwagę na praktyczną wskazówkę, jaka wypływa z dzisiejszych przypowieści. Chociaż Jezus mówi zasadniczo o rozwoju Królestwa Bożego w świecie, to trzeba wiedzieć, że rozwój Królestwa Bożego zawsze jest sprzężony z losami poszczególnych ludzi. Patrząc na Ewangelię w tym kontekście, można powiedzieć, że Jezus udziela lekcji mądrej cierpliwości. Owszem, tolerowanie „chwastów” wiąże się z ryzykiem, że „chwastami” już na zawsze pozostaną. Ale Jezus przypomina, że póki człowiek nie wydał ostatniego tchnienia, można i trzeba żywić nadzieję, iż się nawróci i z „chwastu” przemieni się w „ziarno pszenicy”, z którego w Królestwie Bożym wyrośnie piękna „roślina”. Pamiętajmy, że Bóg całkowicie panuje nad historią, a i ludzie potrafią się zmienić!


XV NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 13,1-23

W świetle nakreślonej przez Jezusa fabuły przypowieści nie trudno dojść do wniosku, że Siewca /Bóg/ najwyraźniej zdaje się liczyć z tym, że ogromna część ziarna, czyli Bożego słowa, które zostanie posiane w człowieku, zaginie. Co więcej, gdyby rolnik, zamiast skoncentrować się na sianiu ziarna wyłącznie na ziemi żyznej, całkiem świadomie zasiewał je także na skale, tuż przy drodze, między cierniami, natychmiast zostałby nie tylko zganiony, ale uznany za pozbawionego rozumu. Wiadome jest, że na nieodpowiednim gruncie ziarno nigdy nie wyda owocu. Ziarno posiane na drodze, na skale czy pomiędzy cierniami zawsze się zmarnuje.
Słuchając uważniej dzisiejszego nauczania Jezusa – na co zwraca uwagę św. Jan Chryzostom w swej homilii na temat przypowieści o siewcy – (Karmię was tym, czym sam żyję, oprac. M. Starowiejski, Kraków 1978, s. 237-238) – można dojść do wniosku, że Jezus mówi o tym, iż sprawy ducha przedstawiają się inaczej niż losy zwyczajnego ziarna posiane przez rolnika. O ile w przypadku zwyczajnej roboty rolnika niemożliwe jest, aby skała stała się żyzną ziemią, droga przestała być drogą, a ciernie przestały być cierniami, to jeśli weźmiemy pod uwagę kwestie ducha – a o takie przecież w dzisiejszej przypowieści chodzi – może stać się tak, że skała zmieni się w żyzną ziemię, droga zostanie zamknięta dla przechodniów i stanie się tłustą glebą, a ciernie zostaną powyrywane i ziarno będzie mogło dzięki temu wydać plon obfity. Zatem za tą „rozrzutnością” Siewcy /Boga/ kryje się myśl, że człowiek, bez względu na to, w jak wielkie zło by się uwikłał, zawsze może się nawrócić i Bóg na to nawrócenie cierpliwie czeka, nawet do ostatniej chwili. Gdyby istniały w doczesności takie więzy zła, z których człowiek nie mógłby się wyzwolić, Siewca /Bóg/ nie siałby rozrzutnie. Siewca /Bóg/ czyni to, co do Niego należy, czyli daje swoje słowo i zaprasza do wieczności w swoim królestwie. A sprawą człowieka jest to, czy Bożą naukę i Boże zaproszenie przyjmie czy też je na zawsze odrzuci i zmarnuje.
Oto kilka wątków z przypowieści:
„Miejsce obok drogi” – oznacza ludzi hałaśliwych, nadmiernie zabieganych, obojętnych na dobro i prawdę, nietroszczących się o swój duchowy rozwój i niewspółpracujących z Bogiem (np. lekceważących życie sakramentalne). Boże życie w takich ludziach niczym ziarno na drodze z łatwością jest niszczone, deptane i zajeżdżane przez przechodniów lub wydziobane przez ptaki. A tymczasem Boże życie do wzrostu w ludzkim sercu potrzebuje ciszy, wrażliwości na dobro i prawdę, nieustannej współpracy człowieka z Bogiem.
„Miejsca skaliste” – oznaczają ludzi upartych w złu, niewrażliwych na dobro, zamkniętych na prawdę i przebaczenie, gniewliwych, złośliwych, powierzchownych w myśleniu i potrzebach. Tacy ludzie są niczym skała, która jest odporna na przyjęcie kryjącego się w ziarnie życia. A tymczasem owocny rozwój zasiewanego przez Boga w ludzkim sercu ziarna domaga się gleby łagodności, nieustannego przebaczania, cierpliwości, umiejętności hojnego dawania siebie, tracenia tego, co swoje.
„Ciernie” – oznaczają ludzi, którzy skupiają się na poniesionych szkodach, doznanych krzywdach, skupiają się na swoim cierpieniu. Ciernie skutecznie zagłuszają wzrost i owocowanie każdej rośliny, podobnie jak niemożliwe jest życie w towarzystwie kogoś o nieznośnym charakterze i skupiającym się tylko na przykrych doświadczeniach życia. A tymczasem rozwojowi w człowieku Bożego życia sprzyja powracanie i pielęgnowanie chwil pięknych i radosnych.
Bóg /Siewca/ rzuca ziarno wszędzie, nie tylko na glebę żyzną i przygotowaną, ale też na drogę, skały i między ciernie. Bóg /Siewca/ ziarna nie szczędzi i na początku siewu zupełnie nie kalkuluje, jakie ziarno przyniesie owoce. Każdy człowiek jest zaproszony do współpracy z Bożym słowem. Bogu wystarczy, że człowiek otworzy się na Niego i podejmie z Nim współpracę. I wówczas nawet „miejsce obok drogi”, „miejsce skaliste” i „ciernie” mogą z czasem stać się glebą tak żyzną, że przyniosą owoc trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny!


XIV NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 11,25-30

Ewangelia dzisiejsza jest określana mianem „Magnificat Jezusa”, gdyż w swej formie i treści przypomina radosną pieśń dziękczynną (Łk 1,46-55), opartą na tekstach Starego Testamentu, którą krótko po Zwiastowaniu wyśpiewała Maryja podczas spotkania ze św. Elżbietą i która zaczyna się od słów „Magnificat anima mea Dominum” („Wielbi dusza moja Pana”). Bez większego trudu można zauważyć, że Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii daje wyraz swej Boskiej tożsamości, gdyż wprost twierdzi o sobie, iż jest Synem Bożym. Co więcej, lektura tych kilku ewangelicznych wersetów, w których Jezus ukazuje wyjątkowość swojego Serca, urzeka i rodzi pragnienie, aby w Sercu Jezusa się zadomowić.
Na czym polega wyjątkowość Jezusowego Serca?
Po pierwsze, Jezus ukazuje przepaść, jaka dzieli serce człowieka od Serca Boga. Chodzi o różnicę pomiędzy ludzkim sposobem myślenia a mentalnością Boga. To, co jest chwałą, wielkością, wiedzą, potęgą itd. w ludzkich oczach, w oczach Boga, jeśli nie dotyczy wieczności, okazuje się być głupstwem, niczym ważnym, pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia. W oczach Bożych liczą się myśli, słowa, przeżycia, plany, decyzje i wybory, które są odniesione do Jezusa.
Po drugie, Jezus w sposób bardzo serdeczny zwraca się do Pana nieba i ziemi, którego nazywa swoim Ojcem. Wychwala Jego mądrość i niezgłębioną prostotę, których człowiek nigdy nie osiągnie, ani dzięki swej przenikliwości, ani erudycji. Tajemnice Królestwa Bożego człowiek może otrzymać jedynie w darze.
Po trzecie, Jezus wskazuje na samego siebie, jako na Tego, który najściślej przylgnął do woli Ojca. Jezus pokazuje, że doskonałe zjednoczenie z Bogiem nie sprowadza się do Jego pojęciowego poznania, czyli sprawnego opanowania całego zestawu teologiczno-katechetycznych twierdzeń. W zjednoczeniu z Bogiem chodzi o życiową relację i osobistą więź, a nie o wiedzę na temat Boga i Jego przykazań.
Po czwarte, Jezus zwraca uwagę, że naśladowanie Go, dzięki czemu człowiek dorasta do Królestwa Bożego, nie oznacza skrupulatnego wypełniania Bożego prawa. Nie ten naśladuje Jezusa, który dźwiga obciążenia wiążące się z formalnym wypełnianiem Jego prawa, ale ten, którego serce jest pokorne i ciche na wzór Serca Jezusowego. Tylko dzięki wzorowanym na Jezusowym Sercu cichości i pokorze bolesne doświadczenia stają się dla ludzkiego serca słodkie, a trudności lżejsze do zniesienia.


XIII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 10,37-42

W szeregu aforyzmów wypowiedzianych najprawdopodobniej przez Chrystusa przy różnych okazjach – a w tym miejscu zebranych przez Mateusza, podaje ewangelista główną myśl teologiczną: że w życiu chrześcijanina bezwzględnie pierwsze miejsce winien zajmować Chrystus. Owego pierwszeństwa nie są nawet w stanie podważyć związki rodzinne, tak – dodajmy – cenione przecież na starożytnym Wschodzie. Wybór Chrystusa jest przede wszystkim wyborem Jezusa cierpiącego i ukrzyżowanego. Naśladowanie Chrystusa staje się najdoskonalsze poprzez dobrowolne przyjęte cierpienie. Wyrażenia „iść za kimś” jest bardzo semickie i oznacza wewnętrzne utożsamienie się z tym, za którym się postępuje. Zatem chodzi nie o jakiekolwiek pójście za Chrystusem, ale przede wszystkim o pójście za Chrystusem cierpiącym i ukrzyżowanym. Jedynym motywem owego pójścia ma być bezgraniczna miłość człowieka do Zbawiciela, tylko taka miłość jest godną odpowiedzią na całkowitą i bezgraniczną miłość Jezusa Chrystusa wobec każdego człowieka.


XII NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 10,26-33

W Ewangelii fragment wielkiej mowy misyjnej, którą Chrystus wygłosił do Dwunastu tuż po powołaniu ich na Apostołów. Zapowiedziawszy niechybne prześladowania jakie ich czekają, Chrystus zachęca swoich wybranych do męstwa w ucisku. Przez wszystkie czasy te słowa Pana podtrzymują niezliczone zastępy tych, którzy cierpią i przelewają krew dla Królestwa Bożego. By wśród doświadczeń nie zwątpili, Jezus pociesza uczestników swojej zbawczej misji przepowiednią o ostatecznym zwycięstwie Jego prawdy. „Co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach”. Oto ewangeliczna próbka orientalnego kolorytu. Na Wschodzie dachy były płaskie – istniał zwyczaj, iż obwoływano z nich to, o czym chciano uświadomić publiczność.
As to w czasach Chrystusa jedna z najmniejszych jednostek monetarnych. Na dziesięć (później na szesnaście) asów dzielił się denar. Na asa składały się cztery grosze zwane też kwadransami. Dwa szelążki wreszcie (najmniejsza moneta) stanowiły grosz.


XI NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 9,36-10,8

Mateusz udowodniwszy w pierwszej części swojej Ewangelii, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem, zapowiedzianym przez proroków, przystępuje z kolei do ukazania, jak Chrystus sprawował swe poselstwo mesjańskie. Władzę nauczycielską, kapłańską i pasterską pełnił nie tylko sam, ale podzielił się z nią z Dwunastoma, których nazwał Apostołami (apostolos po grecku znaczy „posłany”). „Widząc tłumy Jezus litował się nad nimi”. Pasterze bowiem zamiast prowadzić lud brnęli w czczej kazuistyce i swoimi niezliczonymi interpretacjami przysłaniali Prawo Boże. Tak np. różne szkoły rabinackie spierały się w tym czasie, gdzie Żyd, który po skończonym posiłku zapomniał się pomodlić, winien przypomniawszy to sobie, obowiązku dopełnić: czy tam, gdzie spożywał, czy tam, gdzie sobie przypomniał. Apostołowie mieli, wzorem Chrystusa, przede wszystkim służyć, nie oglądając się za zyskiem czy za chlubą i nie zastanawiać się nad wypełnieniem czy znaczeniem takich lub innych obrzędów albo przepisów. Posługa urzędu apostolskiego miała objąć w pierwszym rzędzie naród izraelski, który jako pierwszy winien, według proroctw, poznać Dobrą Nowinę. Oznaką Królestwa Bożego głoszonego przez Apostołów miały być znaki – uzdrawianie, wskrzeszanie, wypędzanie złych duchów – które w myśli religijnej judaizmu były zwiastunami dobrodziejstw ery mesjańskiej. Nie sposób nie wspomnieć o katalogu Apostołów, na którego czele wszyscy trzej Ewangeliści stawiają Szymona Piotra. Świadczy to, o wyjątkowej pozycji jaką Piotr zajmował nie tylko w Kolegium Dwunastu, ale i w pierwotnym Kościele.


X NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 9,9-13

Na szlaku handlowym znad Morza Śródziemnego do Damaszku leżało Kafarnaum, miasto szczególnie umiłowane przez Chrystusa, w którym dokonał najwięcej cudów. W Kafarnaum był urząd celny, ponieważ obok przechodziła granica terytoriów, którymi zarządzali synowie Heroda Wielkiego: Herod Filip (tetrarcha Iturei i Trachonicji) oraz Herod Juliusz Antypas (tetrarcha Galilei i Perei). Jednym z urzędników punktu celno-podatkowego był Mateusz (przez Łukasza zwany Lewi), którego przechodząc powołał Chrystus na swego ucznia. W pojęciu faryzeuszy był to skandal. Celnicy bowiem, według tradycji starszych, uważani byli za grzeszników i to z dwóch powodów: po pierwsze zbyt często spotykali się, jako poborcy podatkowi, z poganami; po drugie: zbierając opłaty (które następnie odprowadzali do kasy cesarskiej w Rzymie) sankcjonowali i wysługiwali się w sposób jawny władzy okupacyjnej. Pogardę wywołały też notoryczne nadużycia celników, polegający na zawyżaniu taryf podatkowych. Ich chciwość i oszustwa były nierzadko okazją do powiększenia swego osobistego majątku.
W czasach Chrystusa utożsamiano poborców podatkowych z poganami i cudzołożnikami. Synonimem słowa celnik było określenie grzesznik. Również w Imperium Rzymskim celnicy, jak pisze Pliniusz Starszy, byli uważani za „obywateli trzeciej kategorii” (His. Nat. XXXIII, 2,34).


UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCYKomentarz do Ewangelii, rok A – J 3,16-18

Ewangelia ta jest fragmentem rozmowy Jezusa z Nikodemem. Stanowi „serce” rozmowy. Warto w skrócie nakreślić ogólnie treść rozmowy i przybliżyć postać Nikodema.
O Nikodemie poza Ewangelią według św. Jana nie ma żadnych innych wzmianek. W Ewangelii, oprócz wspomnianej wyżej rozmowy z Jezusem, Nikodem pojawia się jeszcze dwa razy. W J 7,50-52, kiedy wobec przywódców żydowskich domagał się, aby wpierw Jezusa wysłuchać, zanim zostanie skazany przez nich, oraz w J 19,39, kiedy pojawia się w trakcie pogrzebu Jezusa. Nikodem był jednym z mieszkańców Jerozolimy, którzy słyszeli o znakach dokonywanych przez Jezusa. Nikodem odczytywał te znaki jako świadectwo autentyczności misji Jezusa, a także uznawał w Nim nauczyciela pochodzącego od Boga.
W czasie rozmowy z Nikodemem Jezus nie koncentrował się na wierze samego Nikodema, ale mówił o warunkach wejścia do Królestwa Bożego. Jednym z kluczowych warunków jest uznanie Jezusa jako jedynego Odkupiciela. W czasie rozmowy z Nikodemem Jezus umiejscowił swoje posłannictwo w kontekście wydarzeń, które wiele wieków wcześniej rozegrały się na pustyni, kiedy Izraelici po ucieczce z Egiptu zaczęli szemrać przeciwko Bogu. Bóg za karę zesłał na nich węże o jadzie palącym, które zabiły wielu spośród Izraelitów. Ratunkiem przed śmiercionośnym jadem wężów – co Jezus w rozmowie z Nikodemem wyraźnie przypomniał – było umieszczenie przez Mojżesza na palu miedzianego węża, na którego mieli spojrzeć ukąszeni, jeśli oczywiście chcieli ocalić swe życie. Wspominając to wydarzenie z pustyni, Jezus zapowiedział, że sam zostanie wywyższony niczym biblijny wąż i przybity do krzyża.

Sama rozmowa Jezusa z Nikodemem charakteryzuje się:

  1. Najpierw, co Bóg umiłował? Słyszeliśmy, że świat. Ale chodzi tu o świat nieprzyjazny, wręcz wrogi Bogu, a także opanowany ciemnością, w którym króluje śmierć, będąca najgłębszą raną ludzkości. I właśnie na krzyżu, na którym Chrystus zawisnął, uwidacznia się ta najgłębsza rana zagrażająca każdemu człowiekowi – rana śmierci.
  2. Bóg posłał swojego Jednorodzonego Syna nie po to, aby ten wrogi świat potępił, ale go uleczył. Każdy zaś mieszkaniec świata, który z wiarą spogląda na Ukrzyżowanego – podobnie do pokąsanych na pustyni Izraelitów – zostaje uleczony z rany śmierci, a także wszelkich innych ran.
  3. Jezus zapewnia, że tylko On daje życie, którego śmierć nie może unicestwić. Życie, które przetrwa śmierć. Jezus zapewnia, że wszystkim, którzy z Nim zwiążą swój los, da przemienione już tu na ziemi życie, które dosięgnie wieczności w Królestwie Bożym!

ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGOKomentarz do Ewangelii, rok A – J 20,9-23

Niczego nie musimy się lękać!
Strach i lęk odczuwają niemowlęta, np. przed rozstaniem z mamą. Maluchom nie ma się co dziwić, w ich przypadku długotrwała rozłąka z mamą jest realnym zagrożeniem zdrowia i życia, chociażby ze względu na brak jedzenia. U nieco starszych dzieci inne zjawiska są przyczyną strachu i lęku, takie jak np. ciemność, błyskawice, grzmoty podczas burzy, głęboka woda, dziwne dźwięki, obcy ludzie, pająki czy nieznane zwierzęta. Jeszcze starsze dzieci i młodzież o kołatanie serca przyprawia np. zbliżająca się klasówka czy niespodziewane wywołanie do tablicy, aby przed całą klasą odpowiadać na pytania zadawane przez nauczyciela.
A dorośli ludzie są już wolni od strachu i lęku? Oczywiście, że nie. Też doświadczają, strachu i różnych lęków.
Nie jest przesadą powiedzenie, że strach i lęk żyją w nas od samego urodzenia, czasem nas paraliżują, innym razem napędzają do podjęcia jakiejś inicjatywy, a – jeśli wierzyć przeprowadzanym badaniom – to najbardziej boimy się śmierci.
Nie powinno nas dziwić, że Apostołowie ze strachu przed Żydami zaryglowali drzwi. Pewnie w zajmowanej przez siebie izbie siedzieli cichutko, może trzęśli się ze strachu niczym osiki. Bo zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej Jezus został uwięziony, osądzony i ukrzyżowany. A oni byli Jego uczniami, których też wielu ówczesnych Żydów chętnie by wyłapało i potem równie brutalnie uśmierciło, aby definitywnie zakończyć sprawę Nazarejczyka.
Od Marii Magdaleny Apostołowie usłyszeli nowinę o pustym grobie Jezusa, i o tym, że widziała Go żywego. Przypuszczamy, że te wieści zamiast rozproszyć strach Apostołów raczej bardziej ich zdezorientowały…
I tu w pewnym momencie staje przed nimi sam Zmartwychwstały Pan zwraca się do nich słowami: „Pokój wam!”.
Zwróćmy uwagę na szczegół, że Jezus stanął dokładnie w środku izby, jakby chciał zwrócić uczniom uwagę na to Kto, odtąd ma być centrum ich życia! Odtąd uczniowie nie mają się wpatrywać w to, co jest na zewnątrz, co budzi strach, lęk, niepokój, smutek itd. Uczniowie mają się wpatrywać w Zmartwychwstałego Jezusa, skierować na Niego swój wzrok, umysł i serce. Uczniowie mają się wpatrywać w Zmartwychwstałego Pana, który przeniknął i wszedł w sam środek ich lęku!
A jakie są moje największe obawy? Czego najbardziej się lękam? Co wzbudza we mnie strach i przerażenie?
Cokolwiek by to nie było, nawet jeśli byłaby to przede wszystkim śmierć, to zawsze pamiętajmy, że Jezus przenika nasz lęk, nie jest gdzieś obok, ale w samym środku! Ważne jest, aby wpatrywać się w żyjącego Jezusa tak, jak uczniowie, którzy w dniu zmartwychwstania pojęli, że odtąd niczego nie muszą się już lękać!


WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE – Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 28,16-20

Jezus zawsze towarzyszy w drodze do nieba
Obraz wniebowstąpienia służył w Biblii opisowi pychy człowieka. Kiedy była mowa w Piśmie świętym o wniebowstąpieniu człowieka czy tylko o ludzkim pragnieniu dostania się do nieba, to uczeni w Piśmie i faryzeusze rozumieli to jako fałszywe przywłaszczanie sobie przez człowieka równości z samym Bogiem.
Najbardziej znany jest opis budowy wieży Babel (Rdz 11,1-9). Upadkiem i upokorzeniem skończyło się przypisanie przez budowniczych wieży cech boskich i pragnienie dosięgnięcia nieba, a także postawienie się nie na równi z Bogiem, ale wyżej od Niego.
Warto wspomnieć szyderstwo, jakim prorok Izajasz obdarzył asyryjskiego króla, któremu nie udało się „dosięgnąć nieba”. Prorok, ukazał Boga jako najwyższego Pana dziejów, któremu nie może się oprzeć żadna ludzka potęga. A przekonanego o swojej potędze i niezwyciężalności króla asyryjskiego ironicznie Izajasz zapytał: Jakże runąłeś aż z nieba, jaśniejąca gwiazdo, synu jutrzenki? Na ziemię cię powalono, zdobywco tylu narodów! Przecież mówiłeś w swym sercu: „Do nieba się wzbiję, ponad gwiazdy Boga wzniosę swój tron! Zasiądę na górze zgromadzeń, na samych krańcach północy! Wstąpię na szczyty obłoków, podobny do Najwyższego!”. Lecz strącony zostałeś do krainy umarłych, na samo dno otchłani!
Pod ewangelicznym opisem Wniebowstąpienia Jezusa kryją się trzy zasadnicze wątki:

  1. Pan Jezus ukazuje się jako Zwycięzca grzechu i śmierci, a także Król chwały podziwiany przez aniołów, jedyny Pośrednik między Bogiem a ludźmi, Sędzia świata i Władca stworzenia.
  2. Wstępując do nieba, Jezus umacnia nadzieję, że my także, o ile wytrwamy w Jego nauce, tam wejdziemy, że niebo jest naszym celem.
  3. Imię Jezusa – Emmanuel („Bóg z nami”) – powraca jako gwarancja nieustannej obecności Jezusa przy Jego uczniach aż do końca świata. Świadomość tej realnej obecności Jezusa w Jego Kościele nie tylko umacnia, ale stanowi zapewnienie, że nauka, którą przekazuje Kościół jest autentycznym słowem Bożym, a nie ludzkim.

Treści, które zawiera w sobie opis Wniebowstąpienia Jezusa, zachęcają do wypowiedzenia wraz z całym Kościołem mszalnej modlitwy (kolekta): „Wszechmogący Boże, wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie i utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale”.


6 NIEDZIELA WIELKANOCNAKomentarz do Ewangelii, rok A – J 14,15-21

Bóg poprzez swoje przykazania prowadzi nas bezpiecznie do nieba.
Kiedy rodzice uczą małe dziecko samodzielnego robienia pierwszych kroków, to stawiają je przed sobą, rozkładają blisko niego swoje ręce i pozwalają, aby szło ono ku nim między rozpostartymi rękami. A kiedy maluch jest już blisko, wówczas rodzic odsuwa się od niego i znowu rozpościera ręce. Maluch, ufnie wędrując pomiędzy rozpostartymi przez dorosłego rękami, czuje się całkowicie bezpieczny, ponieważ wie, że jeśli tylko jego nóżki odmówią posłuszeństwa i zacznie się za bardzo chybotać w prawą lub lewą stronę, to i tak nie upadnie na ziemię i nie rozbije sobie nosa. Ratunek znajdzie w tych rozpostartych rękach, na których będzie się mógł wesprzeć, aby się nie wywrócić.
Zauważmy, że przywołany wyżej obraz znakomicie koresponduje z tym, co dzisiaj Jezus mówi w Ewangelii.
Przypomina, że pomiędzy zachowywaniem Bożych przykazań a miłością do Boga istnieje nierozerwalny związek. Nie można mówić, że Boga się kocha, jeśli się nie zachowuje Jego przykazań. Kochać Boga i zachowywać Jego naukę jest jednym i tym samym.
Na Boże przykazania Jezus proponuje spojrzeć w taki sposób, że wyznaczają one szlak, idąc którym człowiek niezawodnie dojdzie do wieczności z Bogiem. A mówiąc inaczej, Jezus naucza, że człowiek, który kocha Boga, powierza swoje życie w Jego ręce. Bóg natomiast, ponieważ pragnie, aby człowiek bezpiecznie osiągnął zbawienie, niczym troskliwy rodzic, uczący swoje dziecko chodzić, rozpościera przy nim ręce, aby ten nie upadł, nie zabłądził i nie zszedł na manowce i krzywdy sobie nie zrobił.
Pomyślmy dziś o tym, że Bóg ma pomysł i plan na nasze życie, a zasadnicze ich ramy – niczym wyciągnięte przez rodziców ręce przy uczącym się chodzić dziecku – wyznaczają Boże przykazania. Oznacza to, że dochowanie wierności Bożej nauce pozwoli osiągnąć spełnienie wszystkich naszych tęsknot i marzeń, a Bóg poprzez swoje przykazania prowadzi nas bezpiecznie do nieba.


5 NIEDZIELA WIELKANOCNAKomentarz do Ewangelii, rok A – J 14,1-12

„Naucz mnie przyjmować śmierć jako komunię z Bogiem”
W ostatnich latach doświadczaliśmy różnorakich prób zabezpieczania się przed koronawirusem. Dlatego warto zapytać: „W istocie to przed czym chcieliśmy się zabezpieczyć?”
U samych korzeni obawy przed konsekwencjami zakażenia się tym wirusem był i jest przede wszystkim lęk przed śmiercią. Chcemy żyć, a najlepiej żyć jak najdłużej, ciesząc się przy tym możliwie najlepszym stanem zdrowia. Rozsądnie myślący człowiek śmierci nie pragnie, a jej moment chciałby odsunąć od siebie w możliwie najbardziej odległą przyszłość. Analizując dane w poszczególnych dniach na temat rozwoju epidemii, pocieszaliśmy się, że wiele osób przechodziło chorobę bezobjawowo, wiele innych wyzdrowiało, ale niczym złowrogi cień towarzyszyła nam w tamtych dniach myśl, iż SARS-CoV-2 też zabijał i wciąż nie było jeszcze skutecznego lekarstwa (szczepionki) na powodowaną przez tego wirusa chorobę.
Ta epidemia przypomniała oczywistą prawdę: śmierć jest rzeczywistością, z którą trzeba się pogodzić i liczyć. Czy tego chcemy, czy tego nie chcemy, ale prędzej lub później śmierć przerwie ciąg naszego życia. A nie wiemy jedynie, kiedy i w jaki sposób to się stanie.
Traktując śmierć w kontekście chrześcijańskim, nie oceniajmy jej jako ostateczną katastrofę, czy coś, co jest pozbawione sensu. Dla ucznia Jezusa śmierć nie jest ani unicestwieniem, ani kresem istnienia. Śmierć – nawet ta najbardziej dramatyczna czy najmniej spodziewana – jest dla chrześcijanina przejściem i nowym początkiem. Co więcej, wzorem św. Pawła Apostoła chrześcijanin może śmierć oceniać jako zysk (Flp 1,21). Dlaczego?
Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii, w którym Jezus zapewnia swoich uczniów, że w niebie Bóg oczekuje na nich i przygotował im mieszkania w swoim królestwie. Innymi słowy, Jezus wskazuje, że ten, kto z Nim związał swoje ziemskie życie, nie musi śmierci się lękać. Śmierć jest momentem, w którym człowiek spotyka się ze zmartwychwstałym Panem. Stąd też im bardziej śmierci się lękamy lub im bardziej postrzegamy ją jako pozbawioną sensu, tym częściej warto, zwracać się do Chrystusa słowami: „Naucz mnie przyjmować śmierć jako komunię z Bogiem”.


4 NIEDZIELA WIELKANOCNAKomentarz do Ewangelii, rok A – J 10,1-10

W dzisiejszej perykopie ewangelicznej Jezus porównuje siebie do bramy. A brama to jest wyjście, np. z jakiejś beznadziejnej sytuacji lub zamknięcia. Ale brama jest wejściem, stwarza możliwość przedostania się do jakiegoś miejsca. Warto wspomnieć, że w czasach starożytnych brama pełniła rolę sądu. Tj. w bramie przeprowadzano rozprawy sądowe i podejmowano decyzje odnośnie do czyjeś winy lub niewinności. Ponadto, zauważmy, że dawniej brama zazwyczaj wyznaczała granicę danej miejscowości i oddzielała obszar miasta, w którym człowiek mógł się czuć bezpiecznie, od niczym niezabezpieczonej zewnętrznej sfery.
Łącząc powyższe znaczenia „bramy”, można powiedzieć, że Jezus zaprasza nas do tego, abyśmy bez obaw osądzili samych siebie w świetle Jego nauki, przyznali się do swej grzeszności i przyjęli prawdę o nas samych, że np. jesteśmy kłótliwi, małostkowi, skąpi itd. A mówiąc inaczej, chodzi o to, abyśmy byli otwarci niczym brama i zdobyli się na odwagę wyjścia ze strefy komfortu, czyli nie udawali bez końca sami przed sobą kogoś innego niż jesteśmy. Dzięki takiemu odważnemu wejściu w siebie i otworzeniu się na słowo Pana, doznamy prawdziwego wyzwolenia.
Jezus jest bramą, warto jeszcze przypomnieć sobie bolesne, co i wyzwalające doświadczenie, jakie stało się udziałem Piotra Apostoła. Piotr – jak pamiętamy – w Wielki Piątek wszedł na dziedziniec arcykapłana Kajfasza przez bramę. I właśnie tam, trzykrotnie zapierając się Jezusa, poznał i z własnych ust usłyszał prawdę o sobie. Po czym przez bramę wyszedł na zewnątrz i już o sobie wiedział wszystko…
Każdy kto uważa Jezusa tylko za religijnego geniusza czy olbrzyma duchowego, ten w Niego nie wierzy. Wierzyć w Jezusa oznacza umieścić Go na samym szczycie swojego osobistego rankingu najważniejszych dla siebie osób, czyli zgodnie z przesłaniem dzisiejszej Ewangelii uznać Go za swoją osobistą bramę.


3 NIEDZIELA WIELKANOCNAKomentarz do Ewangelii, rok A – Łk 24,13-35

Ewangelia podaje relację, co trzeciego dnia po ukrzyżowaniu Jezusa przydarzyło się dwom uczniom, którzy zdecydowali się na opuszczenie Jerozolimy. Ewangelista wspomina, że jednym z nich był Kleofas, oznacza, że ci dwaj uciekający z Jerozolimy uczniowie należeli do grona uczniów Jezusa, ale nie do grona Jedenastu. Uciekający z Jerozolimy uczniowie są smutni, rozczarowani i zdezorientowani, gdyż słyszeli niezrozumiałą dla siebie nowinę o zniknięciu z grobu ciała Mistrza i o tym, że niektórzy widzieli Go żywego.
Uczniowie spotykają Jezusa, będąc w podróży, następnie w Jego towarzystwie, zupełnie niczego się nie domyślając, przemierzają kolejne kilometry, jakie dzielą Emaus od Jerozolimy (obie miejscowości dzieliło ok. 11 kilometrów), aż wreszcie rozpoznają w Nieznajomym Zmartwychwstałego Pana. To doświadczenie, jakie przez te kilka godzin dwaj uczniowie przeżyli, symbolizuje właściwy człowiekowi trud wzrastania i dojrzewania w wierze. Chodzi o to, że człowiek otrzymuje od Boga dar wiary, ale sam musi o ten dar się zatroszczyć i go rozwijać.
Co należałoby robić, aby tego daru nie zmarnować, ale go rozwinąć? Co uczniowie zrobili?

  1. Uczniowie próbują zrozumieć słowo Boże, rozmawiają o nim z Nieznajomym i z uwagą słuchają udzielanych przez Niego objaśnień.
  2. Uczniowie zapraszają Nieznajomego do swojego domu, chcą odkryć przed Nim swoją codzienność, taką jaka ona jest, i ofiarować Mu na posiłek to, co sami mają.
  3. Gdy Jezus zasiadł za stołem, od razu z gościa staje się gospodarzem i zamiast być goszczonym zaczyna uczniów sam karmić, łamiąc chleb, a gest ten w Ewangelii symbolizuje Eucharystię.
  4. Uczniowie, gdy tylko rozpoznali w Nieznajomym Zmartwychwstałego Jezusa, bez zwłoki zebrali się, aby wrócić do Jerozolimy i tam podzielić się z innymi swoim doświadczeniem.

Dla rozwoju wiary istotne jest rozważanie słowa Bożego, zapraszanie Jezusa do swej codzienności, uczestnictwo w Eucharystii i dzielenie się wiarą z innymi ludźmi. Gdy rozważamy słowo Boże, zapraszamy Jezusa do naszej codzienności, uczestniczymy w Eucharystii czy dzielimy się wiarą z innymi, nasze serce kierujemy ku Bogu. A właśnie dzięki temu nasza z Nim więź wzrasta i się pogłębia!


NIEDZIELA MIŁOSIERDZIAKomentarz do Ewangelii, rok A – J 20,19-31

„Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
Te słowa mówią o duchowym stanie, w jakim znalazł się Tomasz. Tomasz był nie tylko fizycznie nieobecny podczas pierwszego spotkania Zmartwychwstałego z pozostałymi Apostołami, ale także w przenośnym znaczeniu był poza wspólnotą uczniów. Uparte nieprzyjmowanie przez Tomasza wielkanocnego świadectwa innych uczniów można traktować jako zakwestionowanie wspólnoty i odłączenie się od niej. Tomasz, odrzucając świadectwo uczniów, dał im do zrozumienia, że już z nimi nie jest, że odtąd wybiera życie odludka i samotnika. Co więcej, swoją nieprzejednaną postawą Tomasz – rzucał cień na wielkanocną radość pozostałych Apostołów i być może w znacznym stopniu umniejszał ich szczęście wypływające z faktu, że Pan rzeczywiście powstał z martwych jak sam zapowiedział. Można nawet powiedzieć, że uporczywym stawianiem warunków Tomasz próbował zarazić innych uczniów swoją ogromną rozpaczą i ciągłym przeżywaniem ponurej wielkopiątkowej przeszłości.
Dlaczego Zmartwychwstały, znając rozpacz rozdzierającą serce Tomasza, czym prędzej nie stanął przed nim sam na sam, by niezwłocznie rozwiać wątpliwości ucznia i wyrwać go ze stanu przygnębienia, ale zwlekał kilka dni i dopiero po ich upływie pozwolił mu dotknąć swoich ran? Pan chciał Tomaszowi, a także pozostałym uczniom i kolejnym pokoleniom udzielić nauki.
Zmartwychwstały wydobył Tomasza z otchłani rozpaczy i osamotnienia nie na osobności, nie sam na sam, ale uczynił to w obecności pozostałych uczniów ukazując się jako Zwycięzca śmierci, i przypomniał Tomaszowi o znaczeniu wspólnoty i bycia we wspólnocie.
A nas współczesnych uczniów Jezus, zachęca do tego, abyśmy – mieli zdrowe zasady za wzorzec, strzegli dobrego depozytu wiary, a także nieśli go z dumą i pokorą świadków. Więcej współczesny świat nie potrzebuje! W zupełności powinno mu wystarczyć nasze świadectwo bycia prawdziwymi uczniami Zmartwychwstałego!

Opr. na podstawie refleksji ks. Zdzisława K

WIELKANOC

W nocy zebraliśmy się w kościele, aby celebrować Liturgię Wigilii Paschalnej. W świętych znakach ujrzeliśmy Zmartwychwstałego Chrystusa, który pokonawszy raz na zawsze śmierć, dał prawdziwe życie całemu światu. Kontynuacją dziękczynienia, jakie Kościół składa Bogu za tak niezwykły dar miłości, jakim była śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, jest celebracja sakramentu Eucharystii.
W Eucharystii – nazywanej liturgicznie „Mszą w dzień” – rozważamy tajemnicę pustego Grobu Pańskiego oraz uwierzenie Apostołów w zmartwychwstanie swojego Mistrza. To spojrzenie w pusty Grób ma być ostatnim, jakie wykonamy skłaniając głowę ku ziemi. Teraz już na zawsze winniśmy podnieść nasze głowy ku niebu i w nie się wpatrywać, poszukując Jezusa Chrystusa, który zmartwychwstał i siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego.
W liturgii Słowa rozważamy świadectwo św. Jana o zmartwychwstaniu Chrystusa, który zobaczywszy wraz z Piotrem pusty grób, zrozumiał słowa Pana, że Mesjasz po 3 dniach zmartwychwstanie. Charakterystycznym elementem Liturgii Słowa tego dnia jest sekwencja wielkanocna.


WIGILIA PASCHALNA

Noc jest przeniknięta tajemnicą światła. Tej nocy jasność pokonała ciemność, życie pokonało śmierć, miłość pokonała grzech – Jezus Chrystus powstał z martwych. Symbole najważniejsze to: ogień, Paschał, woda, uczta. Te święte znaki rozważamy w 4 częściach Liturgii: Światła, Słowa, Chrztu oraz Eucharystii. Jest to ta sama noc, w której Bóg przez Mojżesza wywiódł Naród Wybrany z niewoli Egipskiej. Jest to ta sama noc, w której Chrystus wyprowadził wszystkich wierzących w Niego z niewoli grzechu. W sposób sakramentalny, dokonują się wszystkie zbawcze Tajemnice Pańskie, niebo łączy się z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi. Dlatego, odczuwając niezwykłość świętej nocy paschalnej, otwórzmy drzwi naszych serc, aby je przepełniła światłość bijącą od zmartwychwstałego Pana.
Orędzie paschalne – Exultet, słuchamy z zapalonymi świecami. Przez nie składamy hymn dziękczynienia Bogu za Chrystusa Odkupiciela, który skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Paschał, owoc pracy pszczelego roju, został poświęcony na chwałę Bożego imienia dla rozjaśnienia mroków nocy. Świeca zapewnia, że wzeszło Słońce, które nie zna zachodu: Jezus Chrystus, który oświeca ludzkość swoim światłem.
Drugą częścią liturgii Wigilii Paschalnej jest celebracja Bożego Słowa. Kościół pragnie ukazać pełnię Misterium Bożego okupienia, dlatego rozważamy wielkie dzieła Boże od stworzenia świata, poprzez przejście Narodu Wybranego przez Morze Czerwone w czasie wyprowadzenia go z Egiptu i jego wychowywanie przez proroków, aż do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, który dał nowe życie. Naszą odpowiedzią na Słowo Boże jest śpiew psalmów, śpiew „Alleluja” oraz kończenie słowem „Amen” modlitwy odmawianej przez celebransa po każdym czytaniu.
Liturgia chrzcielna składa się z trzech części: litanii do Wszystkich Świętych, błogosławieństwa wody oraz odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Każdy z nas na chrzcie otrzymał imię, a wraz z nim swojego świętego Patrona. W litanii do Wszystkich Świętych zanosimy nasze modlitwy do Boga właśnie przez ich wstawiennictwo. Błogosławieństwo wody przypomina nasz chrzest, kiedy to zostaliśmy przez tę wodę zanurzeni w Misterium Jezusa Chrystusa, a w naszym sercu zostało wyryte niezatarte znamię przynależności do Niego. Przez odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, to jest wyznanie wiary w Boga Trójjedynego i wyrzeczenie się jakiegokolwiek związku z szatanem, świadomie podejmujemy decyzję i chęć trwania w Komunii ze Zmartwychwstałym Zbawicielem. Przez Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, podczas liturgii Wigilii Paschalnej, możemy zyskać odpust zupełny na zwykłych warunkach.
Centrum liturgii Wigilii Paschalnej jest Liturgia Eucharystyczna, kiedy to na ołtarzu Pańskim uobecni się Misterium, a więc tajemnica przejścia Chrystusa ze śmierci do życia.
Ostatnim aktem celebracji liturgicznej jest procesja rezurekcyjna. Na czele procesji jest niesiony krzyż, przepasany czerwoną stułą, oraz figura Zmartwychwstałego Chrystusa. Te dwa znaki ukazują, że Jezus pokonał śmierć. Jednak nie te znaki są najważniejsze, ale sam, prawdziwy, Zmartwychwstały Chrystus, którego kapłan niesie w Najświętszym Sakramencie. Procesję kończymy uroczystym odśpiewaniem Te Deum oraz błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem.


WIELKI PIĄTEK – LITURGIA MĘKI PAŃSKIEJ

W ciszy gromadzimy się na Liturgii Męki Pańskiej. Zjednoczeni z przeżywającym trwogę konania Chrystusem, idziemy, aż pod sam krzyż, na którym umrze On dla zbawienia całego świata. Liturgię rozpoczynamy klęcząc, zachowując modlitewne milczenie. Celebrans pada na twarz przed obnażonym ołtarzem, symbolizującym Chrystusa, przeprasza Boga za grzechy i zniewagi jakie doświadcza od całego świata.
Liturgia Męki Pańskiej składa się z czterech części: Liturgii Słowa, Adoracji Krzyża, Komunii Świętej oraz Procesji do Grobu Pańskiego. W każdym z tych etapów łączymy się z cierpiącym Chrystusem. Łaska zbawienia i nawrócenia, wypływająca z przebitego Serca Jezusa, obficie wylewa się w serce każdego człowieka, który musi się na nią otworzyć. Dlatego doświadczamy miłości Chrystusa płynącej z Jego Słowa, z Krzyża, z Eucharystii oraz z Grobu dającego nadzieję, że światłość rozproszy ciemności życia.
Liturgia Słowa koncentruje się na przedstawieniu Męki Jezusa Chrystusa. Czytania ukierunkowują naszą refleksję na teologię krzyża i cierpienia, zaś punkt kulminacyjny to – ewangeliczny opis męki. Prorok Izajasz ukazuje posłusznego Sługę Jahwe, który pozwala się prowadzić na śmierć jak owca na rzeź. W liście do Hebrajczyków jest przedstawiony Jezus, jako Syn posłuszny woli Ojca, który przez swoje cierpienie zbawił cały świat. Następnie opis Męki Chrystusa według św. Jana, jedynego ucznia będącego pod krzyżem.
Chrystus przez Ofiarę Krzyża pojednał wszystko w sobie. Przez Niego Bóg Ojciec wyciągnął rękę do grzeszników i skłóconych, aby doprowadzić ich do pokoju i pojednania. I choć człowiek nieustannie oddala się od Boga, to Ten przez Krzyż Chrystusa doprowadza nas do swojej Miłości, abyśmy także i my dawali siebie braciom. Modlitwa Powszechna jest zbudowana z 10 intencji dotykających potrzeb całego świata. Kantor śpiewa intencję, po której wszyscy w modlitewnej ciszy zanoszą ją do Boga. Następnie celebrans podsumowuje modlitwy całej wspólnoty, śpiewając specjalną modlitwę. Każdorazowe, wypowiadane przez nas Amen, wyraża nasze włączenie się i potwierdzenie tej modlitwy.
Centralnym punktem liturgii jest adoracja Krzyża. Znak hańby i śmierci, która po ludzku jest porażką, stał się dla chrześcijan największym wyróżnieniem i drzewem zwycięstwa. Chrystus, umierając na nim, otworzył bramy Królestwa Niebieskiego, dlatego też z czcią i w pobożności adorujmy Drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata.
Krzyż zostanie odsłonięty w 3 etapach, a my po każdym z nich, w odpowiedzi na słowa kapłana, wyrazimy swój szacunek wobec Krzyża przez aklamację: „Pójdźmy z pokłonem”. Po odsłonięciu nastąpi adoracja Krzyża.
Chrystusowy Krzyż prowadzi do ołtarza, na którym dokonuje się cud eucharystyczny. I choć w dniu dzisiejszym nigdzie na świecie nie została odprawiona Msza św., to jednak przystępujemy do Komunii św.
Adorować będziemy już nie Drzewo Krzyża, ale Owoc tego Drzewa, jakim jest Ciało Jezusa Chrystusa, ukryte pod postacią Chleba. Komunia święta ukazuje nierozerwalny związek śmierci Chrystusa i Eucharystii. Bez śmierci na Krzyżu nie byłoby osobowego, realnego spotkania z Chrystusem, który przychodzi do naszych serc.
Ostatnią, czwartą częścią Liturgii Męki Pańskiej, jest przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Grób Pański jest miejscem osobowej, realnej obecności Zbawiciela w Najświętszym Sakramencie, a nie tylko symboliczną pamiątką tego wydarzenia, którą wyraża figura zmarłego Chrystusa.


WIELKI CZWARTEK

W tym tygodniu rozważamy tajemnicę dni paschalnych. Przez trzy dni, przemierzać będziemy z Chrystusem drogę od Wieczernika i Ogrójca, przez sąd u Kajfasza, Annasza i Piłata, aż po Golgotę, dochodząc do pustego grobu. Stawiamy pierwsze kroki na niezwykłej, ale  trudnej drodze, na której czeka wiele upadków, uderzeń i cierpienia. W oddali dostrzegamy światłość wielkanocnego poranka.
Msza Wieczerzy Pańskiej przenosi nas do Wieczernika, gdzie Chrystus ustanowił dwa sakramenty ze sobą powiązane. Sakramenty te, w niewysłowiony sposób uobecniają miłość Boga do człowieka, który na zawsze pozostał na ziemi w Sakramencie Eucharystii, sprawowanej przez sakramentalnie ustanowionych kapłanów. Pojęciem sacramentum Kościół określa tajemnicę ustanowioną przez samego Chrystusa, który nakazał Apostołom ich wykonywanie. Dlatego w noc przed swoją męką Chrystus, wziąwszy chleb i kielich z winem, odmówił nad nimi modlitwę dziękczynienia i rozdał swoim uczniom cudownie przemienione swoje Ciało i Krew. Nakazał im czynić podobnie na swoją pamiątkę.
Wchodząc w czas świętego Triduum Paschalnego, otwórzmy nasze serca na Chrystusa, który pragnie się z nami zjednoczyć, przepełniając miłością, której wyrazem było obmycie nóg Apostołom, a przede wszystkim największe uniżenie – śmierć na krzyżu. Niech miłość Chrystusa przeniknie każdego z nas, aby zbawcze Misterium Paschalne, zwycięstwo życia nad śmiercią, dokonało się w każdym człowieku, abyśmy się wzajemnie miłowali, tak jak Chrystus nas umiłował.
W czasie liturgii, Bóg przychodzi do nas w swoim Słowie. Poprzez słuchanie, a przede wszystkim wcielanie Słowa w swoje życie, wchodzimy w komunię z Chrystusem. On to w dzień przed swoją męką, ustanowił Sakrament Miłości – Eucharystię. Przemienił On Paschę Izraela, w nową i wieczną Paschę. Sam stał się Barankiem ofiarnym, gdyż chleb, który wziął w swoje ręce, stał się Jego Ciałem, zaś kielich wina, kielichem Krwi, w której zawarł z człowiekiem wieczne przymierze miłości. Ewangelia ukazuje Chrystusa Sługę, który przez obmycie nóg Apostołom, przekazał największe przykazanie miłości.
„Zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany”. W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej Kapłan, który symbolicznie obmywa nogi 12. mężczyznom, w ten sposób tłumaczy przykazanie miłości, które Chrystus przekazał swoim uczniom. Obrzęd umycia nóg jest jednym z najstarszych w Tradycji Kościoła. Liturgicznie nosi on nazwę Mandatum, tj. przykazanie. Nazwa pochodzi od pierwszych słów antyfony „Przykazanie nowe daję wam…”
„I tej samej nocy spożyją mięso baranka pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami”. Ów przepis Prawa dał Bóg przez Mojżesza Ludowi Wybranemu, aby ten spożywał Paschę na część Jahwe. Chrystus ustanowił Prawo, które nakazuje sprawowanie nowej Paschy przez chleb pszenny i wino gronowe. Dlatego do ołtarza zanosimy dary chleba i wina, które – mocą Ducha Świętego – staną się Ciałem i Krwią Baranka Paschalnego, Jezusa Chrystusa.


NIEDZIELA PALMOWA Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 26,14-27,66 lub 27,11.54

 Judasz Iskariota to znaczy mąż (po hebrajsku: isz – mężczyzna), pochodzący z miasta Karioth w południowej Judei (por.: Joz 15,25). Sykl (szekel) był oprócz miny i denara jedną z obiegowych monet w Palestynie za czasów Chrystusa. Sykl srebrny zwany inaczej srebrnikiem albo jeszcze inaczej staterem. Bito go w Izraelu od czasów Szymona Machabeusza (143-135). Był to wyjątek, gdyż na terenie Palestyny nie wolno było, zgodnie z przepisami zostawionymi przez Mojżesza, bić monet ze szlachetnych kruszców (oprócz brązu). Dzisiejsza wartość srebrnika to nieco ponad 1 dolara. Trzydzieści srebrników płacono w Palestynie za niewolnika (por. Wj 21,32). Święto Przaśników to tyle, co święto niekwaszonych chlebów. Było ono integralnie związane ze świętem Paschy, które upamiętniało Wyjście Izraelitów z Egiptu w 1250-1230 roku. W czasie Wyjścia piekli oni pospiesznie chleby na drogę, nie używając nawet kwasu chlebowego. Na tę pamiątkę każdego roku spożywano przez siedem dni chleby niekwaszone, cienkie pszenne placki tak zwane mazzoth (po polsku: „maca”).


V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok A – J 11,1-45

Dzisiaj, Kościół przedstawia nam wielki cud: Jezus wskrzesza zmarłego, osobę nie żyjącą do kilku dni.
Wskrzeszenie Łazarza jest “typowym” cudem Chrystusa, który zaraz będziemy upamiętniać. Jezus mówi Marcie, że On jest «zmartwychwstaniem i życiem» (J 11,25). I wszystkich nas pyta: «Wierzysz w to?» (J 11,26). Czy wierzymy, że poprzez chrzest Bóg obdarował nas nowym życiem? Mówi święty Paweł, że jesteśmy nowym stworzeniem (2Kor 5,17). To wskrzeszenie to fundament naszej nadziei, która nie wspiera się na jakiejś przyszłej utopii, niepewnej i fałszywej, ale na fakcie: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał».
Jezus nakazuje: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!» (J 11,34). Odkupienie uwolniło nas od pętów grzechu, w jakim wszyscy tkwiliśmy. Mówił Papież Leon: «Błędy zostały pokonane, władze potępione a świat zyskał nowy początek. Bo skoro wspólnie z Nim cierpimy, to i z Nim królować będziemy (Rz 8,17). Korzyść ta nie tylko szykowana jest dla tych, którzy chroniąc imię Pana są męczeni przez bezbożników. Bo wszyscy, którzy służą Bogu i żyją w Nim, są ukrzyżowani w Chrystusie i w Chrystusie osiągną koronę». My, chrześcijanie powołani jesteśmy, już tu, na tej ziemi, do przeżycia tego nowego nadprzyrodzonego życia, które czyni nas zdolnymi do wiary w nasze szczęście: zawsze gotowi do udzielenia odpowiedzi każdemu, kto domaga się uzasadnienia naszej nadziei! (1P 3,15). Jest rzeczą logiczną, że w tych dniach staramy się podążać jak najbliżej za Jezusem Nauczycielem. Takie tradycje jak Droga Krzyżowa, rozważania Tajemnic Różańca, teksty Ewangelii, wszystko … może i powinno być nam pomocne. Naszą nadzieję pokładamy również w Marii, Matce Jezusa Chrystusa i w naszej Matce, która jest zarazem ikoną nadziei: u stóp Krzyża czekała wbrew jakiejkolwiek nadziei i została przyłączona do dzieła swego Syna.

Dr. Johannes VILAR (Köln, Niemcy)

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok A – J 9,1-41

Dzisiaj, w czwartą niedzielę Wielkiego Postu — nazywaną niedzielą “Radujcie się” — cała liturgia zaprasza nas do doświadczenia pełni szczęścia, wielkiej radości z nadchodzących Świąt Wielkiej Nocy.
Niewidomy od urodzenia doświadczył ogromnego szczęścia dzięki Jezusowi, który przywrócił mu wzrok i dał duchowe światło. Niewidomy uwierzył i przyjął światło Chrystusa. Natomiast faryzeusze, przekonani o swojej mądrości i światłości, pozostali niewidomi przez swoją zatwardziałość serca i grzechy. Istotnie, «Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał» (J 9,18).
Jak bardzo jest potrzebne światło Chrystusa by móc widzieć rzeczywistość w jej prawdziwym wymiarze! Bez światła wiary bylibyśmy praktycznie ślepi. Otrzymaliśmy światło Jezusa i potrzeba by całe nasze życie było rozświetlone tym światłem. Co więcej, to światło powinno rozbłysnąć świętością naszego życia przyciągając w ten sposób tych, którzy go jeszcze nie poznali. To wszystko oznacza konieczność nawrócenia i wzrastania w miłości. Szczególnie w czasie Wielkiego Postu i w tym ostatnim jego etapie. Św. Leon Wielki mówi: «Chociaż dla praktykowania cnoty miłości każdy czas jest odpowiedni, to jednak obecne dni zachęcają nas do tego w sposób szczególny».
Jest tylko jedna rzecz, która może nas oddalić od światła i radości którą nam daje Jezus Chrystus, a tą rzeczą jest grzech, chęć życia z dala od światła Pana. Niestety wielu z nas – a czasem i my sami – podążamy tą mroczną drogą tracąc światło i pokój. Św. Augustyn, na podstawie własnego doświadczenia, twierdził, że nie ma większego nieszczęścia niż radość tych, którzy grzeszą.
Wielkanoc się zbliża i Pan chce nam dać pełną radość ze Zmartwychwstania. Bądźmy gotowi ją przyjąć i świętować. «Idź, obmyj się» (J 9,7), mówi nam Jezus… Obmyjmy się więc w oczyszczających wodach Sakramentu Pokuty! Tam znajdziemy światło i radość i przygotujemy się w najlepszy sposób na Święta Wielkiej Nocy.

Rev. D. Joan Ant. MATEO i García (Tremp, Lleida, Hiszpania)

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok A – J 4,5-42

Dzisiaj, tak jak tamtego popołudnia w Samarii, Jezus przybliża się do naszego życia, w połowie naszej wielkopostnej drogi, prosząc nas tak jak Samarytankę: «Daj mi pić» (J 4,7). «Jego pragnienie fizyczne — mówi Jan Paweł II — jest znakiem znacznie głębszej rzeczywistości: ukazuje palące pragnienie, aby zarówno kobieta, z którą rozmawia, jak i pozostali Samarytanie, otworzyli się na wiarę».
Prefacja z dzisiejszej celebracji eucharystycznej mówi, że ten dialog kończy się zbawczą wymianą, w której Pan «(…) prosząc o wodę Samarytankę, już wzbudził w niej łaskę wiary, a jeśli chciał pragnąć wiary tej kobiety, to po to, by rozpalić w niej ogień Bożej miłości».
To zbawcze życzenie Jezusa zamienione w “pragnienie” jest, dzisiaj również, “pragnieniem” naszej wiary, naszej odpowiedzi pełnej wiary na wszystkie wielkopostne zaproszenia do nawrócenia, do zmiany, do pojednania z Bogiem i braćmi, do jak najlepszego przygotowania się do przyjęcia nowego życia ożywionych przez zbliżającą się Paschę.
«Jestem Nim Ja, który z tobą mówię» (J 4,26): to bezpośrednie i jawne wyznanie Jezusa na temat swojej misji, którego nie uczynił wcześniej przed nikim, pokazuje tak samo miłość Boga, która staje się bardziej poszukiwaniem grzesznika i obietnicą zbawienia, która nasyci obficie ludzkie pragnienie prawdziwego Życia. To tak jak, później w tej samej Ewangelii, Jezus ogłosi: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije», jak rzekło Pismo: ‘strumienie wody żywej popłyną z Jego wnętrza’» (J 7,37b-38). Dlatego, Twoim obowiązkiem jest dzisiaj wyjść i powiedzieć ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział…» (J 4,29).

                                    P. Julio César RAMOS González SDB (Mendoza, Argentyna)

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 17,1-9

Dzisiaj, w drodze ku Wielkiemu Tygodniowi, Liturgia Słowa mówi o Przemienieniu Jezusa Chrystusa. I chociaż kalendarz liturgiczny przewiduje dzień świąteczny dla uczczenia tego wydarzenia (6 sierpnia), już teraz zaprasza się nas do rozważenia tej samej sceny w powiązaniu z wydarzeniami Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Naszego Pana.
Zbliżały się dni zbawczej Męki Jezusa. On sam zapowiedział ją wyraźnie sześć dni przed wejściem na Górę Tabor: powiedział im, że «musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie» (Mt 16,21).
Ale uczniowie Jego nie byli jeszcze gotowi, aby widzieć, jak ich Pan cierpi. On, który zawsze współczuł z opuszczonymi, który przywracał biel skórze zniszczonej przez trąd, który otwierał na światło oczy tylu niewidomych, i który przywracał sprawność sparaliżowanym członkom, nie mógłby przecież teraz pozwolić, aby Jego ciało zostało oszpecone od uderzeń i chłosty. A jednak On stwierdza jednoznacznie: «Muszę wiele wycierpieć». Nie do pojęcia! Niemożliwe!
Jednakże nawet pomimo tego braku zrozumienia, Jezu dokładnie wie, w jakim celu przyszedł na świat. Wie, że musi wziąć na siebie wszystkie słabości i ból, które przytłaczają ludzkość, ażeby móc ją uświęcić i w ten sposób uratować ją z błędnego koła grzechu i śmierci; tak, aby zwyciężona śmierć już więcej nie trzymała na uwięzi ludzi, którzy przecież zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga.
Dlatego też, Przemienienie Pańskie jest wspaniałym obrazem naszego odkupienia, gdzie Ciało Pańskie ukazuje się w blasku zmartwychwstania. Tak więc, jeśli Jezus zapowiedzią Swej Męki wywołał niepokój w Apostołach, tak blaskiem Swojej boskości utwierdza ich w nadziei i daje zapowiedź radości paschalnej, chociaż, ani Piotr, ani Jakub, ani Jan nie wiedzą dokładnie co oznacza…. zmartwychpowstanie (por. Mt 17,9). Z pewnością wkrótce się dowiedzą!

Rev. D. Jaume GONZÁLEZ i Padrós (Barcelona, Hiszpania)

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTUKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 4,1-11

Dzisiaj obchodzimy pierwszą niedzielę Wielkiego Postu. Ten “mocny” okres liturgiczny jest drogą duchową prowadzącą nas do uczestnictwa w wielkiej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jan Paweł II mówił, że «Wielki Post każdego roku jawi się nam jako czas sprzyjający wzmożeniu modlitwy i pokuty, otwierając serce na pokorne przyjęcie woli Bożej. W tym okresie wskazywana jest nam duchowa droga, będąca przygotowaniem do ponownego przeżywania wielkiej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, przede wszystkim poprzez pilniejsze słuchanie słowa Bożego oraz bardziej wielkoduszne praktykowanie umartwienia, dzięki czemu możemy hojniej przyjść z pomocą bliźniemu w potrzebie».
Wielki Post i dzisiejsza Ewangelia uczą nas, że życie jest drogą, która ma nas zaprowadzić do nieba. Aby jednak na nie zasłużyć, musimy być poddani różnorakim pokusom. «Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła» (Mt 4,1). Jezus, pozwalając, aby Go kuszono, chciał nam pokazać jak walczyć i przezwyciężać pokusy: dzięki ufności Bogu i modlitwie, dzięki bożej łasce i mocy.
Pokusy można nazwać “wrogami duszy”. Właściwie można je podzielić na trzy grupy. Pierwszy rodzaj pokus to “świat”: «powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem» (Mt 4,3). Oznacza to życie mające za jedyny cel posiadanie rzeczy.
Drugi to “zły duch”: «jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon (…)» (Mt 4,9). Przejawia się w pragnieniu władzy. I na końcu mamy “ciało”: «rzuć się w dół» (Mt 4,6), co znaczy pokładanie ufności w ciele. Wszystko to doskonale wyraża św. Tomasz z Akwinu powtarzając za Świętym Ambrożym: «Źródła żądz są bowiem źródłem pokus. Są nimi: lubieżność, pogoń za sławą i nienasycona chciwość władzy».

Mn. Antoni BALLESTER i Díaz (Camarasa, Lleida, Hiszpania)

VII NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 5,38-48

Przykazanie miłości bliźniego, jak wynika to z dzisiejszej lektury Księgi Kapłańskiej, znane było już w Starym Prawie. Chrystus ustanawia nowy zakres dawnego przykazania miłości: nie tylko miłość bliźniego, ale nawet miłość nieprzyjaciół obowiązuje jego wyznawców. Przykazanie miłości w Starym Testamencie miało zawężony zakres: odnosiło się do przyjaciół, bliskich, członków własnego rodu, a co najwyżej obcych zamieszkujących na terenie Izraela. Postulat, by miłować cudzoziemca – zawarty w Pwt 1,18,19 – nie znalazł szerszego zastosowania w czasach przedchrystusowych. Nowość nauki Chrystusa – nowego prawa uwidacznia się w tym, że miłość ma być bezgraniczna, bez żadnych wyjątków. Rabini uczyli, tak jak było w Starym Prawie: „Miłuj bliźniego swego”, ale natychmiast dodawali swój komentarz, którego w Piśmie nie było: „Będziesz nienawidził nieprzyjaciela swego”. Ten ludzki dodatek Nowe Prawo Chrystusa odrzuca. Miłość nieprzyjaciół podniesiona do rangi przykazania stawia orędzie Jezusa i Jego Ewangelii ponad wszystkimi znanymi w historii ludzkości systemami religijno-moralnymi.


VI NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 5,17-37

Trzecie czytanie to znaczna część Chrystusowego „Kazania na Górze”, do którego wstęp Liturgia prezentowała nam w dwie poprzednie niedziele. „Kazanie na Górze” to Magna Charta (tj. Wielka Karta) całej Ewangelii. „Prawo” (po hebr. „Torah”) i „Prorocy” (po hebr. „Nebiim”) to skrótowe określenie całego Starego Testamentu. „Jota” (Jod) to najmniejsza litera alfabetu hebrajskiego. „Uczeni w Piśmie” – to znawcy treści prac interpretacji ksiąg świętych, którzy oddawali się zawodowo ich tłumaczeniu i wykładaniu. „Raka” – to popularne określenie obraźliwe; dosłownie z języka aramejskiego – którym mówił Chrystus i Jemu współcześni – „pusta głowa”, tyle co nasze „głupcze, nieuku, idioto”. Zachowanie w Ewangeliach tego określenia w jego oryginalnym aramejski brzmieniu, tak jak zostało wypowiedziane przez Chrystusa, pozwala nam dotrzeć do najbardziej pierwotnej katechezy i nauki Jezusa (tzw. ipsisima verba). W Ewangeliach mamy cały szereg takich wyrażeń: „thalita kumi” – dzieweczko wstań (Mk 7,34). „Abba” – Ojcze (Mk 14,36), „Effetha” – otwórz się (Mk 15,34). Te – jak je nazywają komentatorzy – najbardziej oryginalne słowa Chrystusa świadczą dobitnie, że wspólnota uczniów Jezusa przywiązywała wielką wagę do nieskażonego przekazu nauki Mistrza. Świadczy właśnie o tym dobitnie zachowanie w kulturze i języku greckim owych pierwotnych wyrażeń i określeń aramejskich.


V NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 5,13-16

W trzecim czytaniu – podobnie jak w pierwszym – dobre uczynki człowieka porównywane są do światła. Symbolika światła u ludów Starożytnego Wschodu była szczególnie rozwinięta. Biblia całą historię ujmuje jako ścieranie się światłości z ciemnością. Sam Bóg – według Biblii – jest Światłością. Światłość ta ujawnia się w sposób szczególny w Chrystusie Jezusie, który mówi sam o sobie – „jestem Światłością świata” (J 9,5). Wiernych Bogu Biblia określa mianem „synów światłości” – ich życie jest zaprzeczeniem postępowania „synów ciemności”. Życie nasze jest dążeniem do Światłości wiekuistej (Ap 22,4-5). Światłość wiekuista będzie nam świeciła. Jako „synowie światłości” mamy świecić przed ludźmi – dla chwały Bożej, aby ukazywać zbawczą Bożą miłość. Nie stawia się światła pod korcem. Korzec to miara produktów sypkich i płynnych (15 l). Inną powszechnie używaną miarą był garniec (4,5 l). Naczynie zwane korcem służyło niekiedy – zwłaszcza w uboższych rodzinach – po odwróceniu do góry dnem za świecznik; stawiano na nim lampki oliwne, aby „świeciły wszystkim, którzy są w domu”.


IV NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 5,1-12a

Kazanie na Górze – będące syntezą całej moralnej nauki Chrystusa – otwiera Osiem Błogosławieństw. Kazanie zostało wygłoszone na niewielkim – ok. 150 metrów liczącym – wzniesieniu, na zachodnim brzegu Jeziora Genezaret (które ma jeszcze dwie inne nazwy zamienne; Jezioro Galilejskie albo Tyberiackie), w odległości 3 km od Kafarnaum, a 13 km od Tyberiady. Była tam miejscowość Tabgha, w której tradycja (od IV w.) umieszcza właśnie ową „Górę Błogosławieństw”. Wypowiedzi błogosławiące znane były w świecie judaistycznym, a nawet grecko-rzymskim. Pełna błogosławieństw jest literatura mądrościowa Starego Testamentu. Błogosławieństwa Chrystusa są jednak całkowicie oryginalne. Ich nowość polega na motywacji. Cierpienie, ból, prześladowanie, wszelki wysiłek do czynienia sprawiedliwości i pokoju podejmujemy dla Królestwa Bożego. W Chrystusowym nowym Prawie nie ma sankcji ludzkich, doczesnych, są tylko Boże, wieczne.


III NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 4,12-23

Jezus opuścił Nazaret i przeszedł do odległego o 30 km Kafarnaum. Mateusz w swojej ewangelii wspomina, że Chrystus obrał Kafarnaum za „swoje miasto” (9,1). W Kafarnaum Chrystus dokonał aż sześciu cudów. Tu powołał Mateusza na apostoła. Ewangelie wymieniają Kafarnaum aż 16 razy. W nim Chrystus zdziałał najwięcej cudów. Kafarnaum leży na południowo-zachodnim brzegu jeziora Galilejskiego. Ze względu na to, że rezydował w tym mieście wojskowy garnizon rzymski, miasto miało niemałe znaczenie polityczne. W latach 1905-1925 Kafarnaum było obiektem zakrojonych na wielką skalę prac archeologicznych, dzięki którym odkryto słynną synagogę, w której Chrystus wygłosił mowę zapowiadającą Eucharystię. Dzisiejsza nazwa Tell Chum pochodzi od imienia znanego rabina Tenchuma, którego grób tu się znajduje.

Wraz z przyjściem Chrystusa do Kafarnaum zrealizowała się zapowiedź Izajasza z pierwszego czytania – o dniu radości dla mieszkańców Galilei, do Ziemi Zabulona i Ziemi Neftalego. Ziemia Zabulon (południowa Galilea) i Ziemia Neftali (Galilea wschodnia) to tereny będące w posiadaniu Zabulona i Neftalego, synów patriarchy Jakuba (Rdz 49,13). Ziemie te zgodnie z zapowiedzią Izajasza „ujrzały światłość wielką”, gdyż na tych terenach nauczał Chrystus. Mateusz zaznacza, że Chrystus przyszedł do Kafarnaum, leżącego na pograniczu ziemi Zabulona i Neftalego, aby „się spełniło słowo proroka”. Mateusz często używa tej formuły. Ponieważ adresuje swoją ewangelię do Żydów, powołuje się na proroctwo starotestamentalne o Mesjaszu. Pragnie wykazać, że Jezus z Nazaretu był prawdziwym Mesjaszem i nie należy już innego oczekiwać, na Nim spełniły się wszystkie zapowiedzi prorockie.


II NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok A – J 1,29-34

Trzecie czytanie to świadectwo Jana Chrzciciela o Mesjaszu. Ewangelista nawiązuje w nim do wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie chrztu w Jordanie. Długość rzeki Jordan od źródeł Nahr el Hasbani do Morza Martwego (wyjąwszy Jeziora Hule i Genezaret) wynosi ok. 200 km. Jan Chrzciciel określa  Chrystusa „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”. Określenie to jest najpełniejszą syntezą mesjanizmu. Nawiązuje ono nie tylko do Izajaszowego Sługi Jahwe, znanego z dzisiejszego i ubiegłej niedzieli pierwszego czytania, ale również do baranka paschalnego (Wj 12,3n). Jak krew baranka pozwala wydobyć się z niewoli egipskiej, tak krew Nowego Baranka pozwala wydobyć się z niewoli grzechu.

Ok. 1250 roku, czternastego dnia pierwszego miesiąca w roku Nisan, naród wybrany odzyskał wolność – nastąpiło Wyjście (po hebrajsku: Pascha). Krew baranka, którą oznaczyli odrzwia swych domów, uchroniła Izraelitów przed zagładą Anioła Niszczyciela. Odtąd, każdego roku, poprzez wieki, uroczyście obchodzono największe święto w religijnej i narodowej historii Izraela – Paschę – Wyjście. Zabijano i spożywano baranki, przypominając sobie tamto cudowne wydarzenie z 1250 roku przed Chr., będące początkiem czterdziestoletniej wędrówki ku Ziemi Obiecanej. Chrystus stał się Nowym Barankiem, Barankiem Bożym. Jego Krew uwalnia nie z niewoli ludzkiej, lecz z niewoli grzechu, wprowadza nie do Ziemi Obiecanej, lecz do wieczności.

Baranek Boży – określenie dla nas może nieco niejasne – dla pierwszych czytelników ewangelii – ze względu na historyczny kontekst – miało głęboką teologiczną treść.


NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGOKomentarz do Ewangelii, rok A – Mt 3,13-17

Chrzest – powszechnie w czasach przedchrystusowych stosowany na Wschodzie w różnych systemach mistyczno-religijnych – był rytem zewnętrznym, pokutnym i inicjacyjnym. Dopiero Chrystus nadał mu wartość sakramentu, czyli znaku rzeczywistości niewidzialnej. Jezus jako człowiek poddaje się wszystkim zwyczajom, sam też przyjmuje chrzest. Otrzymując go z rąk Jana, aprobuje przez działalność nadjordańskiego proroka, a przede wszystkim dokonywane przezeń prostowanie pojęć mesjanistycznych, odbarwianie mesjanizmu z nacjonalizmu i polityki. Rodzi się pytanie, po co Chrystusowi chrzest, skoro jest Bogiem? Chrzest był dla Jezusa niejako intronizacją jako Mesjasza. Chrzest był uroczystym – publicznym i widomym – (bo zaświadczonym przez Ojca i Ducha) rozpoczęciem zbawczej mesjańskiej działalności przez Syna Bożego. Chrzest w Jordanie stał się proklamacją mesjańskiej godności Jezusa z Nazaretu. Chrzest Jan był momentem, w którym rozpoczęło się formowanie nowego Ludu Bożego, ludu nie z litery lecz ducha, nie z prawa lecz miłości, ludu, który oddaje cześć Ojcu „w duchu i prawdzie” (J 4,23).


UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEJ BOŻEJ RODZICIELKI Komentarz do Ewangelii, rok A – Łk 2,16-21

W Ewangelii widzimy Maryję zachowującą i rozważającą w sercu wszystkie słowa i wydarzenia związane z narodzeniem Syna Bożego. Warto zwrócić uwagę na użyty w tym miejscu przez Łukasza czasownik symbalein (znaczy też „pogłębiać, konfrontować). Rozważanie Maryi było zatem twórcze, dynamiczne, pełne mocy. J. Guitton nazwał Maryję Dziewicą Myślicielką, Dziewicą zadumaną nad historią. Starajmy się naśladować Maryję w Jej zadumaniu nad wielkością Bożych zmiłowań i planów wobec człowieka i świata.


BOŻE NARODZENIEKomentarz do Ewangelii, rok A – J 1,1-18

W Ewangelii jest to jeden z najgłębszych tekstów Nowego Testamentu. Swoje spotkanie z tym tekstem tak opisuje w swojej książce R. Brandstaetter: „Postanowiłem przetłumaczyć Prolog z ewangelii św. Jana. Pracę odkładałem z dnia na dzień. Świadomość, że mam tłumaczyć tekst, który moim zdaniem jest jednym z najpiękniejszych i najważniejszych w Nowym Testamencie, całkowicie paraliżowała mój zamiar i skłaniała mnie do wygodnego odkładania tej pracy (…) umacniało się we mnie przekonanie, że tłumacze (z języka greckiego p.m) zubożyli tekst o pewne wartości, których niestety nie umiem określić” (Krąg biblijny, s. 153). Przytaczam tę opinię wielkiego twórcy, by uwrażliwić  czytelnika na niezwykłą  i przebogatą problematykę tego tekstu, której nie sposób zgłębić bez rzetelnych studiów i głębokich osobistych medytacji. Jan, umiłowany Apostoł wzniósł się w tym tekście na niedościgłe wyżyny umysłu natchnionego Bożą łaską i Pańskim nawiedzeniem. Prolog Janowy to jeden z tych tekstów biblijnych, na które trzeba otworzyć swoje serce, wszelki komentarz może jedynie zaciemnić wzniosłość i głębię natchnionej nauki. Zostawmy więc  i my nasze nieporadne słowa, stając w pokorze przed Prawdą, która w ludzkim słowie puka do drzwi naszego umysłu i serca. Może wejrzy Pan na słabość twoją i uleczy twoją niemoc i zamieszka w tobie. I zobaczysz Jego chwałę.


IV NIEDZIELA ADWENTU Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 1,18-24

W Ewangelii znów uwypuklona jest sprawa pochodzenia z rodu Dawida. Tym razem zaznacza się, że Józef, prawny (choć nie faktyczny) ojciec Dzieciątka związany był więzami krwi z tym właśnie rodem. Zatem prawnie Nowonarodzony – poprzez adopcję ze strony Józefa – jest właściwym Synem Dawida. Szczególna godność św. Józefa wypływa właśnie z tego faktu. Nie z tego tylko, że „był człowiekiem prawym, lecz głównie, że jest tym, który nadał Nowonarodzonemu Dzieciątku Imię. Nadawanie imienia w świecie orientalnym było zawsze zastrzeżone ojcu dziecka, który dopiero w tym akcie uznawał je i przyjmował za swoje. Józef wywodzący się z rodu i domu Dawidowego przykazał tym samym pochodzenie Dawidowe Jezusowi Chrystusowi.


III NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok A- Mt 11,2-11

Więzienie, w którym znajdował się Jan Chrzciciel za to, że ośmielił się wystąpić przeciwko władzy, to wielka twierdza Macheront (której ślady zostały do dziś) po wschodniej stronie Morza Martwego. Mateusz, który najczęściej wśród ewangelistów podkreśla wypełnienie się proroctw (formuły: „tak mówi prorok”, „aby się wypełniło Pismo”) twierdzi, że w działalności i nauce Chrystusa Pana – uzdrawiającego, przywracającego wzrok, słuch i mowę – realizują się zapowiedzi Izajasza przedstawione w pierwszym czytaniu.

Pierwsze czytanie akcentuje bliskość Boga. Wypełniają się proroctwa i do swojego ludu przychodzi sam Bóg w osobie Mesjasza. Odtąd jest z nami jako Emmanu-el. Znakiem mesjańskiego zbawienia – jak podkreśla prorok Izajasz – są liczne uzdrowienia; niewidomych, głuchych i niemych.


II NIEDZIELA ADWENTU Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 3,1-12

Powszechność zbawienia widoczna jest i w trzecim czytaniu. Jan Chrzciciel gani zarozumiałość i pychę faryzeuszy, którzy zbytnio dufni byli z powodu przynależności do Narodu Wybranego. Faryzeusze uważali, że zbawienie tylko im się należy, gdyż oni są potomkami Abrahama i Mojżesza. Jan Chrzciciel gani taki ciasny nacjonalizm i powiada: „z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi”. W słowach pełnych grozy (siekiera-ogień-wiejadło) wzywa Jan do nawrócenia. Nadjordańskiemu prorokowi chodzi o to, by faryzeusze otworzyli swoje serca i przyjęli do swojej wspólnoty również tych, którzy nie są związani z nimi więzami etnicznymi,, a więc pogan. Chrzest Janowy był zwykłym rytem pokutnym stosowanym wtedy powszechnie na Wschodzie od II wieku przed Chrystusem. W różnych  systemach misteryjno-filozoficznych był on zewnętrznym znakiem inicjacji i przynależności do jakiejś kategorii wtajemniczonych (tzw. Ruch baptyzalny). Podobnie i ci, którzy idąc za Chrzcicielem, przyjmując jego naukę i mając go za swego nauczyciela, wyrażali to zewnętrznie przez przyjęcie chrztu, przez obmycie wodą.


I NIEDZIELA ADWENTU – Komentarz do Ewangelii, rok A – Mt 24,37-44

Żydowscy nauczyciele byli rozdarci pomiędzy dwoma stanowiskami:

(1) można przewidzieć, kiedy przyjdzie Mesjasz – tj. w czasie wyznaczonym przez Boga;

(2) nie można przewidzieć Jego przyjścia, lecz stanie się to wówczas, gdy Izrael nawróci się i całym sercem pójdzie za Bogiem.

Tradycja żydowska podkreślała złe czyny pokolenia Noego znacznie mocniej niż to czyni Biblia. Ludzie żyjący w czasach Noego wyciągnęli niewłaściwe wnioski z nieznajomości czasu potopu i zlekceważyli sprawy Boże i ”nie spostrzegli się”: Mateusz wyraźnie wskazuje na ich głupotę i karygodną ignorancję. Z kontekstu Mt 24,37-39 wynika, że słowo „wzięty” znaczy przypuszczalnie „wzięty na sąd” (por. Jr 6,11). Mielenie na żarnach było zajęciem przypisywanym kobietom. Żony faryzeuszów mogły pracować wspólnie z kobietami nie przestrzegającymi ściśle przepisów religijnych (jeśli nie powodowało to przekroczenia któregoś z faryzejskich wymogów dotyczących czystości). Dlatego też owa scena przedstawiająca wspólnie pracujące kobiety – o różnych przekonaniach – nie jest niezwykła.

Złodziej mógł się „włamać” robiąc otwór w glinianym murze żydowskiego domu typowego dla Palestyny. (Ludzie bardziej zamożni, których domostwa miały grubsze mury, mieli zwykle sługi pilnujące drzwi.) Złodziej, który dostał się do domu w nocy (w przeciwieństwie do tego, który napadał za dnia), mógł zostać bezkarnie zabity, ponieważ uważano go za potencjalnie groźnego (Wj 22,2-3)

Jednym z głównych tematów katechezy Chrystusa Pana było wezwanie do czuwania (gr. Gregareite). U Mateusza temat ten rozwinięty jest szczególnie w ostatniej, piątej z kolei mowie Pana Jezusa tzw. Eschatologicznej. Czuwanie to eschatologiczne wyczulenie na wolę Bożą. Myśl tekstu jest taka: człowiek nie jest powołany do wyliczania czasu końca wszechrzeczy, ale do czuwania. Albo. Nie wolno zwodzić siebie samego mówiąc: „mam jeszcze dużo czasu”.

Tu „bądźcie gotowi”: Mateusz wyciąga wnioski płynące z tego fragmentu, wprowadzając nowy termin hetoimoi, „gotowi”, „przygotowani”, by urozmaicić terminologię określającą postawę czujności.


TRZYDZIESTA CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA – Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 23,35-43

Napisy wielojęzyczne – a takim był (jak zaświadcza Łk 23,38 i J19,29) napis na krzyżu – spotykany w starożytności antycznej niejednokrotnie. Widzimy je na ossuariach wydobywanych przez archeologów czy też na nagrobkach. Na Stelli nagrobnej jakiegoś Gordianusa – Rzymianina poległego na granicy perskiej  spotykamy napisy aż w pięciu językach: greckim, łacińskim, perskim, hebrajskim i egipskim. Prawodawstwo rzymskie w przepisach dotyczących prowincji wschodnich również ściśle przestrzegało zasady dwujęzyczności. Stąd oficjalnie dokumenty imperialne zawsze redagowane były w dwóch jednobrzmiących wersjach: łacińskiej i w języku używanym w prowincji. Podobnie i napisy wzbraniające poganom wstępu na teren świątyni jerozolimskiej były – jak zaświadcza Józef Flawiusz (37-101 po Chr.) – „ułożone częścią w mowie greckiej, częścią w rzymskiej (BJ 5,5,2; 6,2,4). Trójjęzyczny napis na krzyżu spowodowany był kosmopolitycznym charakterem te bliskowschodniej polis. Aramejski był językiem ojczystym rdzennych mieszkańców. Grecki, jak wówczas wszędzie, tak i tu, był językiem warstw kulturalnych, choć znany był również powszechnie przez ogół społeczeństwa. Komentatorzy dość zgodnie twierdzą, że Piłat prowadził z Chrystusem dialog właśnie nie inaczej, jak tylko po grecku. Łacina w końcu była urzędowym językiem rzymskiej administracji okupacyjnej.
Uzasadnienia wyroku na specjalnie niesionej przed skazańcem tabliczce (tzw. tiulus) żądało tak prawodawstwo rzymskie jak i żydowskie, w którym paragrafy nakazywały sentencję wyroku podać do wiadomości publicznej. Niekiedy skazaniec sam ową tabliczkę (niewielkiego formatu, białego koloru) miał zawieszoną na szyi. Historyk rzymski Swetoniusz Tranquillus (75-160 po Chr.) w swoich Żywotach cezarów wspomina takie przypadki. W Życiorysie Kaliguli opowiada o pewnym niewolniku skazanym na śmierć za kradzieże. „Przed niewolnikiem owym – ciągnie Swetoniusz – miano nieść transparent objaśniający przyczynę wymierzonej kary” (Vita Kal. 32). Z kolei w Żywocie Domicjana tenże sam historyk wspomina o pewnym zapaśniku, który na arenie pogardliwie wyraził się o cesarzu. „Za to kazał go Domicjan porwać z widowni i rzucić psom z tym napisem: Oto zwolennik tarczowych zapaśników, który wyraził się niegodnie” (Vita Dom. 10).
Napis na krzyżu, o którym wspominają ewangelie ukazuje, że niesprawiedliwy na Chrystusa wyrok, zewnętrznie respektował wszystkie paragrafy prawa. Literki „INRI”, które spotykamy często na krzyżach, są skrótem (od pierwszych liter) łacińskiego brzmienia napisu w wersji podanej przez św. Jana 19,20: Iesus Nazareus Rex Iudaeorum – Jezus Nazareński Król Żydów. W ojczystym języku Pana Jezusa – aramejskim – napis ów miał brzemienie: Jeszua Nazoraia Malka Diiehudaie.


TRZYDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 21,5-19

„Niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami” – w słowach tych dostrzegamy aluzję do przebudowy sanktuarium jerozolimskiego dokonanej w czasach Chrystusowych przez Heroda Wielkiego (37 przed Chr. – 4 po Chr.). Świątynia zachwycała nie tylko owych anonimowych „niektórych” wspomnianych przez ewangelię, ale i wielkich starożytności. Fascynujący opis piękna świątyni pozostawił nam nie tylko Żyd – Józef Flawiusz, ale i Rzymianin – Tacyt (Hist. 5,8,12). Ten pierwszy zapisał między innymi: „Całe zewnętrze świątyni musiało zachwycać wszelkie oko i wszelką duszę. Ściany pokryte wszędzie ciężkimi złotymi płytami o wschodzie słońca jaśniały żywym blaskiem ognia, rażąc oczy niby świecenie słońca. Gdy pielgrzym dążący do Jerozolimy spojrzał z daleka ku świątyni, zdawało mu się, że ma przed sobą górę pokrytą śniegiem; bo gdzie nie było blach, świeciła jasność kamienia” (De Bello Jud. 5,5,6).
Świątynia w Jerozolimie byłą jedną z najbardziej okazałych budowli starożytności, wydawała się mocna i niewzruszona (por. np. List Arysteasza 100-101). Również inne grupy religijne oczekiwały sądu nad Świątynią, jednak dla większości Żydów (niezależnie od dzielących ich różnic) była ona symbolem narodowej jedności. W konsternację musiał wprawiać fakt, iż ktoś mógł sądzić, że Bóg zezwoli na jej zniszczenie (jak w Jr 7,4-15). Niektóre kamienie świątyni pozostały nieporuszone (np. jedna ze ścian świątyni stoi do dzisiaj), fakt ten nie zmniejsza jednak znaczenia hiperboli: Świątynia została niemal całkowicie zniszczona w r. 70 po Chr. – z grubsza po czterdziestu latach od czasu, gdy wydarzenie to zostało przepowiedziane przez Jezusa (Łk 21,32).
Prorocy Starego Testamentu często łączyli ze sobą wydarzenia raczej według tematu, niż czasowej bliskości. Jezus czyni podobnie w tej mowie. Odpowiada na dwa oddzielne pytania: o czas zniszczenia świątyni i czas końca świata.
Uczniowie nie powinni mylić zniszczenia świątyni z przyjściem Jezusa (jako Syna Człowieczego).
Fałszywi mesjasze byli wówczas zjawiskiem częstym. Przyciągali wielkie rzesze Żydów w Palestynie aż do czasów Bar Kochby, którego rabbi Akiba ogłosił mesjaszem po 130 r. po Chr.
Starożytni nauczyciele, którzy prorokowali wymieniali zwykle te wydarzenia wśród znaków końca świata. Koniec zawsze przedstawiano jako poprzedzony wielkim uciskiem lub ostateczną wojną. Jezus powiada, że zamiast takich wydarzeń, aż do końca życie będzie się toczyło normalnie.
Jezus, który napotykał na sprzeciw podczas całej swojej działalności, szczególnie w Jerozolimie, przepowiada, że taki sam los spotka jego uczniów. Odrzucony Jezus zostanie jednak wywyższony i będzie umacniał doznających ucisku uczniów. Zob. opowieść o Szczepanie (Dz 7) i Pawle (Dz 21-26), którzy podczas prześladowań śmiało i wymownie przemawiali. Jezus wzywa swoich uczniów do wytrwałości w prześladowaniach. Podobnie jak to czynił w 12,35-48 i 17,20-18,8, Łukasz używa materiału eschatologicznego w celu napominania.
„Wielu bowiem przyjdzie po moim imieniem”. W czasach bezpośrednio po Chrystusie więcej niż 30 – jak obliczyli historycy – pojawiło się dużo pseudomesjaszów. Dzieje nam współczesne również obfitują – jak nigdy dotąd – w różnych pseudomesjaszów. Daleko co prawda są oni od nas, owi różni pseudozbawcy, jak Moon i jemu podobni. Nie wolno zapominać nam, że dziś zwodzą oni miliony. Te miliony zwiedzionych oskarżać będą w Dniu Sądu „letnich chrześcijan”, którzy nie potrafili ukazać owym zagubionym wielkości i prawdy autentycznego Mesjasza i jedynego Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.


TRZYDZIESTA DRUGA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 20,27-38

W starożytnym judaizmie saduceusze cieszyli się złą sławą z powodu niewiary w zmartwychwstanie. Rabini, którzy uważali się za następców faryzeuszów, uznawali z tego powodu saduceuszów za heretyków.

Pytanie, które saduceusze zadają Jezusowi, dotyczy prawa małżeństwa lewirackiego, praktykowanego w wielu kulturach zarówno w starożytności, jak i w czasach współczesnych. Dostarczało ono ekonomicznej i społecznej opieki wdowom w społeczeństwach, w których kobiety nie mogły wykonywać pracy zarobkowej. Badacze żydowskiego prawa w czasach Jezusa i później wciąż wyjaśniali znaczenie tej zasady zaczerpniętej ze Starego Testamentu (Pwt 25,5).

Saduceusze zapożyczyli wątek tej opowieści z żydowskiej Księgi Tobiasza, w której zazdrosny demon Asmodeusz zabił pierwszych mężów sprawiedliwej Sary.

Literatura rabinacka pełna jest przykładów „szyderczych pytań” zadawanych przez pogan, odstępców lub heretyków (takich jak saduceusze).

Saduceusze, uznający małżeństwo oparte na prawie lewiratu (Pwt 25,5), przedstawiają Jezusowi krytykę późniejszej doktryny o zmartwychwstaniu ciał, sprowadzając ją do absurdu.

Jezus opiera swoją argumentację na innych fragmentach Tory (Wj 3,2.6): Skoro Bóg jest Bogiem żywych, musiał wzbudzić do życia zmarłego Abrahama, Izaaka i Jakuba. Do argumentu o zmartwychwstaniu w w. 38b Łukasz dodaje argument o nieśmiertelności: „wszyscy bowiem dla Niego żyją”.

Saduceusze uważali zmartwychwstanie za ludzką tradycję, która nie została objawiona Mojżeszowi, dlatego oni sami je odrzucali. W pytaniu, jakie zadali Jezusowi chodziło im o to, czy odpowie On zgodnie z ich przekonaniami, czy też potwierdzi wiarę w zmartwychwstanie, żywioną przez faryzeuszy i być może również przez eseńczyków. Podano mu konkretny przypadek, dotyczący zastosowania prawa lewiratu, którego przepisy znajdują się w Pięcioksięgu: Rdz 38,8 i Pwt 25,5-10 (por. Rt 4,1-12). Problem postawiony przez saduceuszy sprowadzał się więc do pytania, czyją żoną będzie przy zmartwychwstaniu kobieta, która kolejno poślubiła siedmiu braci, nie pozostawiając potomstwa. Odpowiedź Jezusa zawiera dwie części. Pierwsza podkreśla, że małżeństwo jest instytucją należącą do porządku tego świata i nie będzie go w świecie, który ma nadejść, tj. w Królestwie Bożym. Błędne zapatrywania saduceuszy na życie po śmierci, Jezus koryguje dalej, interpretując fragment z Pięcioksięgu, mówiący o objawieniu się Boga Mojżeszowi na Górze Horeb (Wj 3,1-6). W swoim stwierdzeniu, że Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, Jezus pragnie podkreślić, iż natura „żyjącego” Boga, Boga, który zawarł trwałe przymierze z Abrahamem, zawiera konieczność zmartwychwstania.

Faryzeusze, występując przeciwko swoim przeciwnikom ze stronnictwa saduceuszów, starali się zwykle wykazać zmartwychwstanie na podstawie prawa Mojżesza. Jezus postępuje podobnie. Dowodzi mianowicie, że Bóg nie podawałby się za Boga ludzi, którzy już nie żyją. Jeśli miałby być Bogiem również po ich śmierci, wierność Jego przymierzu wymagałaby, by śmierć nie była ich ostatecznym przeznaczeniem. Jedna z najbardziej popularnych modlitw żydowskich pochodzących z tego okresu wskazuje na Bożą wierność Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako żyjącym.


TRZYDZIESTA PIERWSZA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 19,1-10

Opowiadanie to jest typowe dla św. Łukasza. Jako miasto graniczne Jerycho posiadało komorę celną. Ponieważ było jednym z najzamożniejszych miast Palestyny, położonym w żyznej części Judei, oraz chlubiło się pałacem Heroda, cła tam nakładane musiały być wysokie. „Zwierzchnik celników” kontraktował sprzedaż, ustalał wymiar ceł i zatrudniał podległych sobie poborców. Zważywszy na zajmowane stanowisko, Zacheusz mógł zdobyć majątek bez oszukiwania – wydaje się jednak, że i tak oszukiwał (Łk 19,8).

Imię „Zacheusz” znaczy „czysty”. Zacheusz łączy w sobie dwa symboliczne Łukaszowe światy: jest poborcą, który chętnie odpowiedział na Boże wezwanie (zob. 3,12-13; 5,27-32; 7,29-30; 15,1-2; 18,9-14); jest także człowiekiem bogatym, któremu trudno uwolnić się od przywiązania do bogactwa (18,24-27).

Zacheusz był „niskiego wzrostu” oznaczało, że mierzył poniżej 1,5 m wzrostu. Z powodu przyjemnego klimatu panującego przez cały rok, Jerycho było szczególnie znane ze swych palm, lecz rosło tam wiele innych drzew, w tym sykomory. Gatunek sykomory, który został tutaj opisany, był spokrewniony z figowcem i można się było łatwo na niego wspiąć. Nie jest to sykomora rosnąca w Ameryce Północnej lub występujący w Europie i Azji klon sykomory. W czasach Starego Testamentu w Jerychu było wiele ściśle do siebie przylegających domów, jednak kwitnące miasto z okresu Nowego Testamentu miało rozległe wille i parki, gdzie łatwiej można się było wspiąć na drzewo niż wchodzić na dach domu.

Nawet ludzie o wysokiej pozycji społecznej zwykle nie wpraszali się do domów innych. Pobożni Żydzi nie okazaliby chęci wstąpienia do domu celnika lub spożywania z nim posiłku (co zawiera się w słowach Jezusa). Ponieważ człowiek, który wykonywał zawód celnika, był obojętny na sprawy religii i nie przywiązywał wagi do dawania dziesięciny z pokarmów, dlatego faryzeusze podejrzliwie odnosili się do tego, co im ofiarował.

Zadośćuczynienie Zacheusza w odpowiedzi na łaskę (zamiast ją po prostu przyjąć) współbrzmi z posługą Jezusa, lecz odbiega od panujących wówczas poglądów (w praktyce różni się od podejścia stosowanego w czasach współczesnych). Obietnica dokonania zadośćuczynienia stanowi przyznanie, że przestępstwa dokonane w białych rękawiczkach są równie poważne jak inne rodzaje kradzieży (Wj 22,1-4). Miara zadośćuczynienia przekracza wymagania faryzejskiego prawa, które wymagało poczwórnego i pięciokrotnego zadośćuczynienia jedynie za ukradzionego wołu lub owcę, i to jedynie wówczas, gdyby złodziej zarżnął lub sprzedał zwierzę i wystarczająca liczba ludzi była tego świadkiem.

„Wszyscy” szemrają widząc Jezusa łamiącego bariery oddzielające czyste od nieczystego.

Większość Żydów wierzyła, że zbawienie będzie udziałem wszystkich Izraelitów, jako potomków Abrahama, z wyjątkiem tych, którzy sami się wykluczyli, popełniając ohydne zbrodnie. W Ez 34,6 i 11 Bóg sam poszukuje zgubionej owcy, ponieważ przywódcy żydowscy zawiedli (por. Mdr 6,16).

Dzięki propozycji jaką Zacheusz otrzymał od Jezusa, i jej przyjęciu oraz zmianie stylu życia, zbawienie stało się udziałem całego jego domu. „Obecność Jezusa uczyniło możliwym to, co z ludzkiego punktu widzenia było niemożliwe. Bogacz przeszedł przez ucho igielne! Jednak nie obyło się bez radykalnych zmian”.

Opowiadanie o Zacheuszu stanowi ostatni już etap podróży Jezusa do Jerozolimy, a jednocześnie jest końcowym fragmentem tzw. Ewangelii Odrzuconych, obejmującej rozdziały 15-19. Objawia się tutaj zdumiewająca wytrwałość i zdeterminowanie Jezusa w poszukiwaniu wyrzutków społeczeństwa i ofiarowaniu im zbawienia. Oto więc Jezus w odpowiedzi na ciekawość Zacheusza sam zaprasza się do jego domu. Idzie chętnie do bogatego człowieka, a nie do ubogiego, do poborcy podatków, a nie do zwykłego obywatela, do kogoś uważanego za grzesznika, kto na ludzkiej krzywdzie dorobił się swojego majątku i z którym wszyscy uczciwi ludzie nie chcą mieć nic wspólnego. „Ubodzy” i „uczciwi” chcieliby ograniczyć zakres zbawienia tylko do swej grupy, ale Jezus nie pozwala się zamknąć w sztywnych schematach: ten człowiek, będący na usługach rzymskiego okupanta, pogardzany przez całe miasto, również objęty jest łaską zbawienia. Taka postawa Jezusa wypływa z samej istoty jego posłannictwa: przyszedł On szukać i zbawić to co zginęło, jak dobry pasterz zatroskany o każdą owcę – również tę zaginioną (por. Ez 34,16). Odpowiedzią Zacheusza jest nawrócenie, wyrażające się w konkretnych czynach i nowym sposobie życia.


TRZYDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C –  Łk 18,9-14

Bóg- Sprawiedliwy Sędzia, którego z ufnością oczekiwał św. Paweł, zna ludzkie serca. Nie zewnętrzne uczynki, ale serca człowiecze będzie On sądził. On widzi, czy czcimy Go tylko wargami, czy sercem. On wie, czy uczynki nasze są na pokaz, dla poklasku, uznania, przypodobania się ludziom, czy też ożywia je duch prawdziwej miłości. Faryzeusz i celnik z przypowieści są symbolami ludzi wszystkich czasów. Zauważmy: cóż za kunszt, co za głębia psychologiczna i jakaż wnikliwość obserwacji zachodzi w tej przypowieści. Po dziś dzień te krótkie, jasne, niemal oszczędne i jakże zwyczajne sformułowania nie straciły nawet krzty ze swej aktualności. Faryzeusz czy celnik – w tej alternatywie zamyka się najgłębsza treść każdej religijności. Te dwa słowa muszą wisieć na nami jak miecz Damoklesa, byśmy ustrzegli autentyzm naszej wiary.

Perykopa, charakterystyczna dla Łukasza, jest kolejną opowieścią przykładową. Uczniowie powinni odzwierciedlać w swoim postępowaniu postawę celnika, 9-10. W tradycyjnym społeczeństwie żydowskim faryzeusze byli najbardziej pobożnymi z ludzi. Celnicy byli zaś ludźmi najbardziej pogardzanymi, często uważanymi za zdrajców własnego narodu. Faryzeusze nie chcieli powoływać celników na świadków ani przydzielać im honorowych urzędów. By pojąć dzisiaj siłę i wymowę tej przypowieści, można wyobrazić sobie te postacie jako najbardziej żarliwego wyznawcę Jezusa z jednej strony i handlarza narkotyków lub skorumpowanego polityka z drugiej strony.

Od początku swojej Ewangelii (1,6) Łukasz porusza zagadnienie: kto jest sprawiedliwy, kto nie jest sprawiedliwy, kto uważa samego siebie za sprawiedliwego (np. 5,32; 15,7). Łukasz nie podziela poglądów Pawła; nie łączy sprawiedliwości z wiarą, prawem i krzyżem, jak to czynił Apostoł. Łukasz kładzie nacisk na trzy sprawy: poleganie na sobie samym i chlubienie się dobrymi uczynkami nie zapewni usprawiedliwienia na Bożym sądzie; musimy, podobnie jak to czynił Jezus, pełnić czyny sprawiedliwości, np. dawać jałmużnę; Bóg wywyższył swojego niesprawiedliwie cierpiącego Sprawiedliwego, Jezusa Chrystusa.

Wielu szczególnie pobożnych pościło – obywając się bez wody, chociaż było to groźne dla życia – przez dwa pełne dni w tygodniu (w poniedziałek i czwartek), przynajmniej w porze suchej. Faryzeusze skrupulatnie oddawali dziesięcinę, w pełnym zakresie, czego domagało się Prawo (istniało kilka różnych rodzajów dziesięciny, które łącznie obejmowały ponad 20 procent dochodu).

”nie jestem jak inni ludzie”: Ironia Łukasza osiąga apogeum, gdy wkłada w usta faryzeusza gr. słowo (adikoi) pochodzące od tego samego rdzenia co „sprawiedliwy” (di-kaios): Kto rzeczywiście jest sprawiedliwy? Faryzeusz starannie wylicza swoje uczynki wypełniane gorliwie.

Postawa stojąca z oczyma i rękoma wzniesionymi do nieba była powszechną pozycją modlitewną. Bicie się w piersi było znakiem wielkiej żałoby lub żalu (jak tutaj) towarzyszącego nawróceniu z grzechu (taki żal żydowskim zwyczajem wyrażano podobnie jak żałobę). Modlitwa celnika o miłosierdzie nie zawiera świadomego aktu zadośćuczynienia, więc wielu współczesnych Jezusa uznałoby ją za nieważną. Bił się w piersi – Znak pokuty.

Celnik został usprawiedliwiony przed trybunałem Bożej sprawiedliwości – uznał, że potrzebuje Bożego miłosierdzia i okazał skruchę za grzechy. Faryzeusz zaś nie chciał daru Bożego usprawiedliwienia, ponieważ uznał siebie za sprawiedliwego.


DWUDZIESTA DZIEWIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C –  Łk 18,1-8

Przypowieść o sędzim i wdowie mówi o skuteczności modlitwy. Bóg nie jest podobny do niesprawiedliwego sędziego. Bóg zawsze wysłuchuje, ilekroć prośba człowieka ma na względzie jego rzeczywiste dobro. Ale co jest ostatecznie dla człowieka dobre – to zastrzeżenie nieustannie trzeba mieć na uwadze – wie z nieomylną pewnością jeno sam Bóg. Podobną myśl spotykamy w jednym z traktatów Talmudu, gdzie czytamy: „Jeśli człowiek mający obrońcę ciągle go nachodzi, to obrońca się skarży, ale z Bogiem jest inaczej choćby nie wiedzieć jak się Go szturmowało, wszystkie modlitwy On przyjmie” (Berakot 9). Zastanawiano się niejednokrotnie, co może znaczyć pełen melancholii i pesymizmu ostatni werset przypowieści. Znawcy dziś podkreślają, że do tego miejsca przyjęty on został przez Łukasza z innego kontekstu i dołączony do całej przypowieści w sposób wcale nie sztuczny, jako że podejmuje tę samą problematykę, która jest tematem przypowieści: sprawę modlitwy zasadzającej się na ufnej wierze. Że inny był kontekst ostatniego wiersza świadczy już choćby fakt, że podmiotem przypowieści jest Bóg, tu zaś Syn Człowieczy. Wypowiedź ta należała pierwotnie – jak się wydaje – do którejś z mów Jezusa dotyczących Paruzji.


DWUDZIESTA ÓSMA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C –  Łk 17,11-19

Według przekonań ówczesnych każda choroba, a trąd w szczególności były oznaką Bożej kary. Stąd trędowatych wykluczano ze społeczności nie tylko z racji higieniczno-zdrowotnych, ale i religijnych. Trądem zostali ukarani Egipcjanie (Wj 9,9n), Maria – siostra Mojżesza, za to, że uzurpowała sobie prawo do tej samej godności i szacunku w Izraelu, które posiadał Mojżesz (Lb 12,10-15), a także król Ozjasz (789-738 przed Chr.) za to, że wszedł do miejsca, gdzie mogli wchodzić tylko arcykapłani („Święte Świętych”) oraz za to, że chciał palić przed Jahwe kadzidło, co wolno było tylko kapłanom. Gdy Chrystus leczy trędowatych, ma to niezwykle głębokie znaczenie. Widać je dopiero w świetle całej Biblii. Ponieważ trąd był synonimem grzechu, Jezus uzdrawiając z trądu, niejako bierze owe grzechy na siebie. W oczyszczeniu trędowatych przejawia się zatem zbawcza i odkupiająca moc Jezusa. Gdy zaś leczy z trądu Samarytanina ukazuje, że zbawienie i odkupienie, uleczenie z grzechów i miłosierdzie Boże obejmuje nie tylko Izraela, ale i pogan. Wreszcie z  zapowiedziach prorockich Mesjasz miał być tym, który leczy m.in. z trądu. Jezus dokonując uzdrowienia trędowatych wskazuje jednocześnie, że owe zapowiedzi w Nim się wypełniają. Stąd też i wysłani przezeń na misję apostołowie otrzymują moc leczenia z tej choroby, co ma być znakiem, że nastało już Królestwo Boże (Mt 10,8).
Cud ten jest charakterystyczny dla Łukasza i jego czwartego opowiadania o podróży Jezusa do Jerozolimy (zob. 11,14; 13,10-17; 14,1-6). „W każdym z opowiadań głównym tematem nie jest jakieś cudowne wydarzenie, lecz nauczanie słowa, które z niego wynika” (Ellis, Luke 209). W tym przypadku nauczanie Jezusa ma wymiar chrystologiczny, soteriologiczny, eschatologiczny i moralizatorski.
Trąd był odrażającą chorobą skóry (nazwa ta odnosiła się do wielu schorzeń), z powodu której Biblia nakazywała izolację od reszty społeczeństwa (Kpł 13,45-46), chociaż nie szła tak daleko jak niektórzy żydowscy nauczyciele, którzy przypisywali ją grzechowi chorego. Trędowaci byli więc wyrzutkami odłączonymi od reszty wspólnoty, których zdrowi woleli unikać.
Trędowaci podchodzą do Jezusa w postawie pokory, która w Starym Testamencie była właściwym sposobem zbliżania się do Boga lub Jego przedstawiciela z prośbą o modlitwę.
Biblia nakazywała złożenie konkretnych ofiar po wyzdrowieniu z trądu (Kpł 14,1-32). Stosując się do tych przykazań, Jezus w niczym nie narusza Prawa, ani nie obraża kapłanów. Zob. Kpł 13,49.
Wedle własnych kryteriów, Samarytanie byli ludźmi pobożnymi, lecz Żydzi uważali ich za niereligijnych. Pobożni Żydzi unikali bliższych kontaktów z Samarytanami. Owo napięcie wzmacnia wymowę tej opowieści. Fakt, że Samarytanin podróżował z żydowskimi trędowatymi w rejonie pomiędzy Samarią a Galileą (w. 11) ilustruje skrajnie radykalną pozycję społeczną trędowatych – choroba ta usuwała inne podziały społeczne.
„Tylko Samarytanin widzi i w pełni rozumie, co się naprawdę stało. Jego zdolność dostrzeżenia sprawia, że rozumie, iż nie tylko został uzdrowiony, lecz także znalazł Boże zbawienie. Powrót Samarytanina świadczy o jego nawróceniu” (H.D. Betz, JBL 90 [1971] 318).
”Chwaląc Boga”: To ulubiona Łukaszowa odpowiedź na objawienie Bożej mocy i miłosierdzia. W w. 18 na pierwszy plan wybija się wątek chrystologiczny: trędowaty Samarytanin chwali Boga za to, co uczynił Jezus – Boży wysłannik. Ważną rolę odgrywa motyw eschatologicznego wypełnienia. Słowa, które zostały wypowiedziane w 2 Krl 5,8-19a i powtórzone w 4,27 oraz 7,22, znalazły wypełnienie w Jezusie: Boże zbawienie jest przeznaczone dla wszystkich ludzi.
”Dziękował Mu”: Łukasz przeciwstawia niewdzięczność wdzięczności, czyniąc uwagę o charakterze moralizatorskim.
”Samarytanin”: Słowa te mają w greckim tekście charakter emfatyczny. Łukasz wybrał bohatera spoza narodu wybranego.
”Twoja wiara cię uzdrowiła”: Jezus jest tym, który uzdrawia z chorób i przywraca odrzuconych do ludzkiej wspólnoty. W nim uczniowie znajdą prawdziwą miarę ludzkiej pełni.


DWUDZIESTA SIÓDMA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 17,5-10

Potęga i moc wiary jest wielka, że w niej człowiek dokonać może rzeczy normalnie wychodzących poza granice ludzkich możliwości. Doświadczamy tego sami wielokrotnie. O tym mówił Jezus posługując się obrazem ziarnka gorczycy, które przysłowiowo uchodziło za najmniejsze (jak np. u nas ziarnko maku), oraz obrazem morwy. W klimacie palestyńskim drzewo to ma bardzo długie i mocne korzenie zapuszczające się głęboko w gliniane podłoże. Obraz zatem wyraża podwójną niemożność: wyrwania takiego drzewa oraz posadzenia go w morzu.

Apostołowie prosili Pana: ”Przymnóż nam wiary”. Pan rzekł: ”Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: »Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze«, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: »Pójdź i siądź do stołu«? Czy nie powie mu raczej: »Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił«? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: »Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać«”. Łk 17,5-10

Uczniowie znajdujący się w drodze najbardziej potrzebują pogłębienia wiary w Boga Jezusa Chrystusa, który może uratować ich od prześladowań i niszczycielskich sił.

Starożytni pisarze żydowscy nieraz pisali, że korzenie czarnej morwy rozrastają się we wszystkie strony, co sprawia, że trudno jest usunąć to drzewo wraz z korzeniami.

”Morwa”: okazałe drzewo z mocno rozwiniętym systemem korzeniowym. Trudno byłoby nie tylko wyrwać je, lecz także zatopić w głębokiej wodzie. Prawdziwa wiara może doprowadzić do nieoczekiwanych rezultatów.

Większość właścicieli niewolników miało niewielką ich liczbę. Niewolnicy musieli więc wykonywać nie tylko prace polowe, lecz także przygotowywać posiłki. Właściciele uważali tę pracę za obowiązek niewolników, nie zaś dobrowolną posługę. Nie uważano też za właściwe, by panowie jedli wraz ze swymi niewolnikami i przypadki takie prawie nigdy się nie zdarzały. Wydaje się, że główna myśl tego obrazu jest taka: Wiara staje się silniejsza, gdy towarzyszy jej postawa sługi, ma ona rolę służebną i nie jest nigdy celem samym dla siebie.

”Sługa”: Fragment ten, stanowiący jakby drugą stronę w. 12,35-37 wskazuje, że Boża łaska względem uczniów jest całkiem niezasłużona. Podkreślono tutaj znaczenie odpowiedzialnej służby pracowników Kościoła, którzy pracują na niwie Pańskiej i pasą jego trzodę.

”Nieużyteczni”: Nie chodzi o to, że uczniowie są bezwartościowi lub że ich praca nie ma dla Boga znaczenia. To, że wykonali swój obowiązek, nie daje im prawa do utrzymywania, że Boża łaska należy się im. Boża łaska jest i zawsze pozostanie darem.


DWUDZIESTA SZÓSTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 16,19-31

W przypowieści o bogaczu i biedaku, przechowanej tylko u Łukasza, któremu temat bogactwo-ubóstwo jest szczególnie bliskie, odnotowujemy najpierw orientalne i charakterystyczne szczegóły:

1. Ewangelista odstępuje od zasady. Nigdy nie podaje imion w przypowieściach. Tym razem dowiadujemy się imienia biedaka – był nim Łazarz. Hebrajska etymologia tego imienia (Eleazar) znaczy „Bóg wspomaga”. To imię ma wyjaśniać wszystko i ma być charakterystyką biedaka.

2. Nader charakterystyczna jest też wzmianka o psach. Na biblijnym Wschodzie (a przetrwało to i do dziś w islamie) psy były uważane za zwierzęta nieczyste, stąd pogardzano nimi. Zwierzęta te żyły w stanie półdzikim. Bynajmniej ich nie obłaskawiano, a raczej przeciwnie, odpędzano od domostw. Niedola żebraka sięgnęła więc dna, gdyż z braku sił nie był on w stanie odpędzić od siebie zwierząt nieczystych, co więcej psy liżące rany Łazarza przynosiły mu ulgę. Łazarz mało, że był biedny, chory i umierający z głodu, to na dodatek stał się jeszcze nieczysty. Na to wszystko nie reagował inny syn Abrahama, a więc brat Łazarza, bogacz (bezimienny).

3. Luksusowe jego życie podkreśla wzmianka o bisiorze (Na ówczesnym Wschodzie była to nadzwyczaj kosztowna, cienka i delikatna tkanina lniana, w którą odziewali się najwięksi bogacze i możnowładcy). Teologia przypowieści jest bardzo głęboka. Nie stawia ona problemu bogactwa w przeciwstawieniu do ubóstwa. Dla Semitów nie był to bowiem żaden problem społeczny, jako że w ich przekonaniu tym, który czyni bogatym, bądź ubogim, był sam Bóg. Łukasz stawia problem używania bogactwa. Co więcej, przenosi reperkusje owego używania na życie wieczne. Ponieważ faryzeusze głosili, że bogactwo jest wyrazem szczególnej łaskawości Bożej i Bożego miłosierdzia, tedy Jezus pragnie wskazać, że ze złym używaniem bogactwa wiąże się niebezpieczeństwo utraty życia wiecznego. Podkreślmy to wyraźnie: przypowieść nie potępia bogactwa, potępia złe jego używanie, potępia zaślepienie i egoizm, które często sprowadza bogactwo swego posiadacza. Przypowieść wreszcie – w sposób nie budzący żadnej wątpliwości – formułuje eschatologię nowotestamentalną. Odrzucenie bogacza jest całkowite i wieczne. Bogacz nie tylko, że nie może się sam wydostać ze swego stanu, ale nadto nikt – nawet Abraham – nie jest mu w stanie pomóc.


DWUDZIESTA PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 16,1-13

Różnie tę przypowieść nazywa się: o niesprawiedliwym włodarzu, o przebiegłym włodarzu, o roztropnym rządcy. Zdanie: „I pochwalił Pan nieuczciwego rządcę”, co wydawać się może niezrozumiałe, lepiej jest oddać przez: „Pan zatwierdził, bo przewrotny włodarz wszystko sprytnie ułożył”, co jest zgodne z greckim oryginałem, a mniej dziwi, gdyż w takim przekładzie Pan ukazuje się jako do końca oszukiwany. Trudno bowiem jest pojąć za co mógłby chwalić pan nieuczciwego zarządcę, co najwyżej obrotność w znalezieniu wyjścia z ciężkiego położenia, co się wydaje bardzo prawdopodobne. Sto beczek oliwy – to ok. 3800 litrów. Sto korcy pszenicy to ok. 1500 litrów (korzec liczył ok. 15 litrów). Razem cała wartość skreślonego długu była więc ogromna. Nauka przypowieści jest jedna i zasadnicza: pochwalony spryt przewrotnego włodarza. Nauka jednak przeniesiona zostaje na płaszczyznę duchową; takim samym sprytem (w sensie umiejętnych zabiegów) winni kierować się ci, którzy pragną zdobyć Królestwo Boże.


DWUDZIESTA CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,1-12.17-20

Jezus wybrał Dwunastu uczniów, by reprezentowali dwanaście pokoleń Izraela, ale wybrał również większą liczbę uczniów, by reprezentowali siedemdziesiąt narodów (czasami siedemdziesiąt dwa), o których mówi tradycja żydowska, zapowiadając w ten sposób misję ewangelizacyjną skierowaną do pogan. Powołanych wysyłano zwykle parami. Termin „wysłał” wskazuje na to, że byli oni apostołami, podobnie jak Dwunastu i „siedemdziesięciu dwóch”: Czy było 70, czy też 72 – trudno jest rozstrzygnąć. Starotestamentowy odpowiednik tekstu znajduje się w Rdz 10,2-31. Łukasz upatruje korzeni uniwersalnej misji Kościoła w służbie Jezusa, „po dwóch”. Można wskazać trzy powody wysyłania uczniów w parach: by mogli się wzajemnie wspierać; by mogli składać wiarygodne świadectwo o prawdziwości swoich słów (zob. Pwt 19,15); by być żywym uosobieniem ewangelii pokoju (zob. ww. 5-6). Być może najbardziej znaną nowotestamentową parą misjonarzy byli Paweł i Barnaba (zob. Dz 13).

Apostołowie mieli wędrować z niewielkim bagażem, jak członkowie innych grup. Wiadomo, że esseńczycy okazywali gościnność swoim współwyznawcom przybywającym z innych miast, nie potrzebowali więc dużego bagażu w podróży. Niepozdrawianie nikogo w drodze wskazuje na pilność misji prorockiej, polegającej na reprezentowaniu Boga, nie zaś samych siebie (por. 1 Krl 13,9-10; 2 Krl 4,29; 9,3). Nieudzielenie pozdrowienia uważano za obrazę, zaś ludzie pobożni starali się pierwsi pozdrawiać napotkanych. (Żydowscy nauczyciele byli jednak zgodni, że nie należy przerywać czynności religijnych, np. modlitwy, by kogoś pozdrowić).

Okazywanie gościnności podróżnym było jedną z głównych cnót w starożytności na całym obszarze śródziemnomorskim, szczególnie w judaizmie. Ówczesny savoir-vivre określał, kogo i w jakiej sytuacji należało pozdrawiać, ponieważ pozdrowienie „pokój” było jednocześnie błogosławieństwem mającym udzielić pokoju. Jezus lekceważy te zasady, ustanawiając nowe.

Do tego momentu Łukasz zwracał uwagę przede wszystkim na pozytywny charakter chrześcijańskiej misji. Teraz przechodzi do omówienia strony negatywnej: Jezus spotkał się z wrogością i odrzuceniem ze strony ludzi, podobny los spotka również jego wysłanników. Jednak historia Pawła opisana w Dz dowodzi, że słowo Boże zatriumfuje, nawet jeśli ludzie, którzy je zwiastowali, mieliby zostać zastąpieni.

Zarówno biblijni prorocy, jak i późniejsza tradycja żydowska, ukazywali Sodomę jako ucieleśnienie grzeszności (np. Pwt 32,32; Iz 1,9; 3,9; 13,19; Jr 23,14; 50,40; Lm 4,6; Ez 16,46; Am 4,11; So 2,9). Konkretnym grzechem, który Jezus miał tutaj przypuszczalnie na myśli, było odrzucenie Bożych posłańców, chociaż nie byli oni tak ważni jak Jezus (por. Rdz 19).

Egzorcyści posługiwali się zwykle różnymi magicznymi zaklęciami, by skłonić złe duchy do opuszczenia opętanego. Uczniowie byli więc zdumieni natychmiastową skutecznością imienia Jezusa.

Chociaż teksty, które przytacza się zwykle jako odnoszące się do upadku szatana (Iz 14; Ez 28), w swoim kontekście nawiązują jedynie do królów podających się za bogów, to jednak w wielu żydowskich tradycjach pojawia się wiara w upadek aniołów (szczególnie w oparciu o Rdz 6,1-3). Kontekst i czas niedokonany greckiego czasownika („widziałem”) mogą jednak sugerować, że chodzi tutaj o coś całkiem innego: wycofanie się samozwańczego władcy tego świata (Łk 4,6) przed przedstawicielami Jezusa. (Według tradycji żydowskiej, anioł stróż Egiptu został wrzucony do morza, gdy Bóg uderzył Egipcjan, broniąc Izraela. Obraz strącenia z nieba nie był zwykle rozumiany dosłownie, np. Lm 2,1).

Działalność Jezusa i jego Kościoła wiedzie do pokonania mocy zła. Ochrona, jaką obiecuje Jezus, jest podobna do tej, którą czasami obiecywał Bóg w Starym Testamencie (por. Pwt 8,15; Ps 91,13; na temat skorpionów jako metafory przeszkód stawianych przez ludzi na drodze czyjegoś powołania zob. Ez 2,6). Pojawiające się tutaj węże, czasami łączone z szatanem, złymi duchami lub magią, reprezentują zapewne zastępy diabelskie.

Łukasz pomniejsza entuzjazm uczniów z powodu sukcesów misyjnych, kładąc nacisk na bardziej trwały – fakt, że ich imiona są zapisane w niebie.


DWUDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 14,25-33

W tym fragmencie, Łukasz ponownie wykłada warunki uczniostwa. (Zob. 9,23-27.57-62). W przeciwieństwie do 14,16-24, w którym kładzie się nacisk na absolutną dobrowolność Bożego daru wybrania, Łukasz opisuje odwrotną stronę wybrania – przyjęcie go całym sercem przez uczniów.

Żądanie, by wszyscy uczniowie Jezusa wyżej cenili potrzebujących od tych, którzy mogliby odwzajemniać ich życzliwość (Łk 14,7-24), pozbawia ich prawa do społecznego poważania. Za cenę naśladowania Jezusa należało zrezygnować z aprobaty rodziny (Łk 14,26) lub jakiegokolwiek majątku (Łk 14,33) i pójść za głosem Bożego powołania, które rozbrzmiewa w potrzebach świata.

„Nienawiść” pełni rolę hiperboli, czyli semicki sposób powiedzenia „miłujcie mniej” (Mt 10,37), osłabia to obraźliwy charakter wypowiedzi w społeczności, w której oddawanie czci rodzicom było uznawane faktycznie za najwyższy obowiązek i gdzie rodzinę uważano za największą radość człowieka. Nauczyciele zwykle domagali się od uczniów szczególnego szacunku i miłości, lecz w tradycji żydowskiej jedynie Bóg otwarcie wymagał takiego całkowitego poświęcenia, jakiego żąda tutaj Jezus (Pwt 6,4-5).

W r. 27 po Chr. zawalił się źle zbudowany amfiteatr, grzebiąc pod gruzami około 5000 osób. Przypadki zawalenia się niedokończonych lub źle skonstruowanych budowli były powszechnie znane. Kluczowym punktem jest tu wstyd budowniczego w społeczeństwie wysoko ceniącym honor. Herod Antypas przegrał wojnę z innym wasalem Rzymu, wiec przykład nierozumnej ryzykownej wojny powinien być zrozumiały dla słuchaczy Jezusa. Główna myśl (podobnie jak w Łk 14,28-30): należy zapoznać się z kosztami, podejmując decyzję zostania uczniem Jezusa (por. Prz 20,18; 24,6).

Esseńczycy oddawali cały swój majątek wspólnocie. Niektórzy radykalni greccy filozofowie głosili podobna naukę. Jednak główny nurt wczesnego judaizmu (a tym bardziej społeczeństwo grecko-rzymskie) odrzucał taką postawę jako przejaw fanatyzmu. Judaizm podkreślał znaczenie dobroczynności, lecz nie wyzbywanie się majętności. Uczniowie Jezusa nie wyrzekli się majątku, lecz dzielili się ze sobą wszystkim co posiadali. Mimo to Jezus byłby postrzegany jako jeden z radykalnych nauczycieli, twierdził, że ktokolwiek ceni majątek bardziej od ludzi i gromadzi go, zamiast zaspokajać potrzeby innych, nie może być Jego uczniem.

Naśladowcy Jezusa nie mogą się cofnąć przed żadną ofiarą, której się od nich zażąda, lecz muszą dotrwać do końca, nawet gdyby miało to oznaczać oddanie całego majątku.


DWUDZIESTA DRUGA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 14,1.7-14

Pobyt Chrystusa w Perei, za Jordanem, stał się okazją (było to już w trzecim roku publicznej działalności) do zaproszenia na ucztę mistrza z Nazaretu przez jednego z wybitnych faryzeuszów. Uczestnictwo w świątecznym obiedzie szabatowym (zaproszenie było przecież nieszczere, chodziło bowiem ciągle o publiczne skompromitowanie nauczyciela) posłużyło Chrystusowi do wygłoszenia nauki na temat skromności i pokory. Był bowiem zwyczaj, że uczonych przemawiających na nabożeństwach synagogalnych, a także wybitnych interpretatorów Tory (=prawa) zapraszano na wspólne uczty po odbytej liturgii. Rzecz jasna, pojawiała się wtedy sprawa precedencji: nie zawsze bowiem było całkiem jasne, komu przyznać honorowe miejsce przy stole. Podobnie jak w synagodze przy szafie ze świętymi zwojami: tu też były miejsca bardziej i mniej ważne. Kto był bliżej szafy, był ważniejszy. O te miejsca pomiędzy lokalnymi faryzeuszami – notablami toczyła się zacięta rywalizacja. Przenosiła się ona potem do domów prywatnych, na uczty następujące po nabożeństwach. Chrystus gasi ów brak skromności i pychę (tematy pierwszego czytania) kończąc naukę obiegowym przysłowiem.


DWUDZIESTA PIERWSZA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 13,22-30

Do powszechności zbawienia nawiązują zebrane przez Łukasza różne wypowiedzi Zbawiciela. Rozmaite miejsca głoszenia prawdy Bożej podawane w pierwszym czytaniu w ewangelii są określane ogólnie: „ze wschodu i z zachodu, z północy i południa”. Chrystus mówi o odrzuceniu tych, którzy zbyt dufni byli w swoje wybraństwo oparte na więzach etnicznych. Uważali się za pierwszych – jak faryzeusze- a innymi pogardzali. Tymczasem w Królestwie Bożym mogą być ostatnimi. Pointa wypowiedzi Jezusa była prawdopodobnie jakimś obiegowym przysłowiem palestyńskim i należy ją rozumieć jako przeciwstawienie wybranego narodu poganom, którzy ochotnie przyjęli orędzie Zbawiciela.


DWUDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,49-53

W ewangelii Chrystus mówi o swoim posłannictwie i o jego skutkach: „Ogień”, o którym mowa, to – według Ojców Kościoła – Duch św. działający w duszy chrześcijanina. „Chrzest”, któremu ma być poddany Jezus, to Jego Męka i śmierć. W ewangelii wielokrotnie tak właśnie nazwane jest ukrzyżowanie Chrystusa. Gdy Jakub i Jan, synowie Zebedeusza pragnęli zaszczytów i stanowisk w Królestwie Jezusa, On im odpowiedział: „Kielich, który ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej” (Mk 10,30-40). Tego chrztu doświadczyli apostołowie, gdy kolejno oddawali życie za Chrystusa. W dalszym ciągu swej wypowiedzi mówi Zbawiciel o rozłamie, którego dokona wśród ludzi Jego przyjście. Rozłam ów przebiegał będzie nawet przez rodziny, w których jedni opowiedzą się za Chrystusem, drudzy przeciwko Niemu. Tragiczne szczególnie owe rozdziały – jak zaświadczają pisarze wczesnochrześcijańscy – były w pierwszych wiekach. Chrześcijanie muszą nieustannie dokonywać wyboru pomiędzy tym co jest im najbardziej bliskie na ziemi, a wiernością wobec Chrystusa i Jego ewangelii.


DZIEWIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,32-48

We fragmencie dzisiejszej ewangelii dominuje jeden temat: wezwanie do czujności związane z niepewnością ludzkiego życia. Ten główny temat swego nauczania Pan Jezus przedstawia tu w trzech przypowieściach: o sługach czuwających, o czujnym gospodarzu i o złych i dobrych sługach (w tej przypowieści niektórzy badacze upatrują kilka oddzielnych pouczeń zebranych przez redaktora ewangelii w jedną grupę). A oto realia owych przypowieści: w pierwszej: „niechaj biodra wasze będą przepasane…” – biodra przepasywano w trzech przypadkach: w czasie marszu, w czasie pracy – by szata nie była za długa, i dla wykazania gotowości do usług. W czasie ostatniej wieczerzy widzimy Zbawiciela przepasującego się dla służby, dla obmycia nóg. Mamy tu też rzymski podział nocy przyjęty ze zwyczajów wojskowych, mianowicie cztery straże po trzy godziny każda. Przypowieść o czujnym gospodarzu: realia: „nie dałby podkopać domu swego” – w istocie, w tekście greckim mowa jest, iż nie dałby przebić ściany domu swego. Biblia Tysiąclecia i ks. Romaniuk przekładają: „nie pozwoliłby włamać się do swego domu”. Domy palestyńskie z gliny miały ściany bardzo kruche, stąd łatwo było je przedziurawić. Przypowieść trzecia: na całym biblijny Wschodzie znana była instytucja dozorców, przełożonych sług, na ogół funkcję tę spełniali słudzy wyróżniający się wiernością dla swego Pana.


OSIEMNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,13-21

Starożytne prawa rodzinne skodyfikowane w Księdze Powtórzonego Prawa (21,10-21) nakazywały między innymi równy podział majątku po ojcu pomiędzy synami. Tylko syn pierworodny otrzymywał dwie części. Uprawnienia pierworodnych oraz prawa pozostałych synów dokładnie były skodyfikowane (zresztą w sposób prawie identyczny) nie tylko w Izraelu, ale także u Asyryjczyków i Babilończyków. U tych ostatnich słynny Kodeks Hammurabiego dozwalał na przykład ojcu, jedynie za życia, nigdy w testamencie, na specjalne obdarowanie któregoś z umiłowanych synów. Przy wielodzietności (a nawet w poligamii) na Wschodzie prawa te miały swój głęboki sens. Najprawdopodobniej w jakiejś kwestii związanej z interpretacją owych praw – „nauczycielu, powiedz bratu memu, aby się ze mną podzielił majątkiem” – zwrócił się ewangeliczny młodzieniec do Chrystusa. Zbawicielowi ów konkretny przypadek posłużył do nauki wygłoszonej w formie przypowieści o złudności wszelkich dóbr materialnych i wszelkich bogactw. Komentując ową prośbę młodzieńca, św. Augustyn zapisał: „Prosił o pół dziedzictwa na ziemi, a Pan mu całe ofiarował w niebie. Więcej Pan dawał, niż on prosił” (Sermo 107, PL 38,628).


SIEDEMNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 11,1-13

Zwróćmy uwagę na jedno słowo, początkowe „Ojcze” czyli aramejskie abba. Określenie to jest właściwie nieprzetłumaczalne na język polski. Rozumieli to doskonale greccy autorzy Nowego Testamentu, którzy w wielu miejscach pozostawili oryginalne aramejskie abba w greckim tekście swych dzieł (Por. Mk 14,46; Rz 8,15). Abba było to familiarne zawołanie dzieci żydowskich, jakim zwracały się do swych rodzonych ojców, wyrażając w nich całe swoje zaufanie, miłość, radość. Najbliższe aramejskiemu abba jest nasze „tatusiu”, lub bardziej dorosłe „drogi tato”. Przed Chrystusem żaden Izraelita nie zwracał się w ten sposób do Boga. Jest to tytuł absolutnie oryginalny i wyjątkowy, wprowadzony dopiero przez Jezusa. Wybitny egzegeta protestancki J. Jeremias pisze w związku z tym: „Modlitwy żydowskie pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem nie dostarczają w tym względzie żadnych analogii. Ani w modlitwach liturgicznych, ani w całym ogromnym skarbcu modlitw starożytnego judaizmu nie ma ani jednego przykładu wezwania, w którym zwracano by się do Boga słowem „abba”. Nazwanie Boga imieniem tak poufałym jak abba – dodajmy- wskazuje, iż Chrystusowi chodziło o uświadomienie, kim jest rzeczywiście Bóg dla człowieka. Dzięki pouczeniu Zbawiciela możemy wzywać Stwórcę tak prosto, intymnie i bez strachu: abba, czyli Ojcze bardzo drogi; najlepszy i niezawodny opiekunie; Ojcze do którego mamy bezgraniczne zaufanie. Odmawiając nasze codzienne „Ojcze nasz” pamiętajmy, że w oryginalnym pouczeniu Chrystusa zostało w tym właśnie miejscu użyte wspaniałe, jedyne i nadzwyczajne zawołanie – abba. I przeżyjmy wielkość otrzymanego daru.


SZESNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,38-42

Z rodzeństwem z Betanii: Łazarzem, Marią i Martą Jezus pozostawał w zażyłej przyjaźni. Bywał i zatrzymywał się tam wielokrotnie. Widzimy Chrystusa płaczącego po śmierci swego przyjaciela – Łazarza. Jakże wielką rzeczą musi być przyjaźń ludzka, skoro potrzebna była samemu Synowi Bożemu. Marta była starszą siostrą Marii, gdyż o tej  pierwszej notuje Łukasz, że przyjmowała Chrystusa w „swoim domu”. Imię „Marta” znaczy dosłownie w aramejskim „Pani”. To samo znaczenie coraz częściej etymologowie nadają i hebrajskiemu imieniu „Maria” (dosłownie Miriam). Warto zauważyć, że często przeciwstawiano sobie Martę i Marię na podstawie wypowiedzi Chrystusa, że „Maria najlepszą cząstkę obrała”. Widziano tu także niejednokrotnie pochwałę i wyższość życia kontemplacyjnego nad aktywnym. Niestety takie tłumaczenie jest błędne, a przynajmniej nieścisłe. Grecki oryginał nakazuje nam tłumaczyć: „Maria dobrą cząstkę wybrała”. A zatem – chciał Chrystus powiedzieć – i Maria nie jest gorsza od ciebie, Marto. Trwa bowiem i słucha Słowa Bożego, które jest prawdziwym pokarmem człowieka. Słowa: „Marto, Marto, troszczysz się o wiele, a przecież jednego tylko potrzeba” rozumieją egzegeci, jako wezwanie do skromności w posiłkach. Chrystus zdaje się mówić – że wystarczy tylko jedna potrawa, cokolwiek, by Go przyjąć. To On raczej ma obfity pokarm, Słowo Boże, którego trzeba słuchać.


PIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,25-47

W Jerycho posiadały swe rezydencje liczne rodziny kapłańskie, zdarzało się często, że drogę przemierzali kapłani i lewici. A droga ta – z Jerozolimy do Jerycha – kręta, górzysta i coraz bardziej obniżająca się (ku depresji Jordanu, stąd ewangelista notuje, że człowiek zstępował) pełna była załomów, zakamarków i nisz skalnych, stąd stwarzała dogodne warunki dla działalności wszelkiego rodzaju opryszków, rzezimieszków i w ogóle ludzi trudniących się ciemnymi interesami. Przypowieść Chrystusa stawia drastyczną kwestię społeczną, jaką była sprawa Samarytan. Samaria w czasach Chrystusa była niewielką prowincją – między Galileą i Judeą – zamieszkałą przez ludność etnicznie obcą żydom. Samarytanie byli potomkami ludów azjatyckich (Izbadydów, Marsimaniów, Elamitów, Kutejczyków), które Asyryjczycy przesiedlili w VIII wieku na te tereny, w czasie hegemonii Asyrii na Wschodzie. Ludy te, zamieszkane częściowo z ludnością izraelską, stworzyły z czasem oddzielną nację – Samarytan. Gdy po edykcie Cyrusa Perskiego (538) Izraelici – przesiedleni przez Babilończyków nad Tygrys i Eufrat – wrócili z niewoli do ojczyzny, rozpoczęła się odbudowa (choć w skromniejszych rozmiarach niż Salomonowa) Świątyni, zniszczonej przez Nabuchodonozora Babilońskiego (586). Do pracy tej zgłosili akces i Samarytanie, jednak ich oferta została wzgardliwie odrzucona przez Zorobabela (przywódcę tego okresu) i starszyznę żydowską. To zwiększyło jeszcze – trwającą i tak od blisko dwóch wieków – niechęć Samarytan do Żydów. Niechęć ta przerodziła się w nienawiść, gdy przywódca Samarytan Manasses wybudował na górze Garizim w Samarii (druga święta góra Samarytan do Ebal) osobną świątynię (424 r.: do czasów Chrystusa nie przetrwała). Było to formalne zerwanie z kultem jerozolimskim (i tak do tego czasu luźnie ze względu na politeistyczne dewiacje Samarytan) i równało się schizmie religijnej. Nienawiść pogłębiała się, zwłaszcza poprzez utrudnienia, jakie Samarytanie stwarzali pielgrzymom podążającym z północy, z Galilei, do Judei, do Jerozolimy, do świątyni. Droga wiodła przez Samarię, którą wędrowcy przebywali w pośpiechu (35-40 km) jednego dnia. Zdarzało się nawet, jak pisze Józef Flawiusz, że gdy Żydzi byli w drodze do świątyni, „niektórzy mieszkańcy wsi Ginae, leżącej na pograniczu Samarii napadali na nich i wielu zabili” (Ant. 20,6,1). W czasach Chrystusa nazwanie żyda Samarytaninem uchodziło za najwyższą obelgę (J 8,48). Żydzi unikali Samarytan, tak samo jak pogan (J 4,9). Znane było przezwisko: „pies samarytański”. W takim to kontekście wygłoszona przez Chrystusa pochwała Samarytanina była czymś odrażającym dla wychowanych w nienawiści słuchaczy Jezusa. Przypowieść zatem to jedna z Chrystusowych prób zerwania z ciasnym nacjonalizmem religijno-narodowym – jutrzenka uniwersalizmu zbawczego obejmującego wszystkie narody. Uczony w Prawie z trudem podejmował sens przypowieści Chrystusa, gdyż na pytanie Zbawiciela, który z trzech okazał się bliźnim, odpowiada opisowo: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. W ten sposób uczony zachowuje się dalej zgodnie z przepisem, który samo wymówienie słowa „Samarytanin” poczytywał za obrzydliwą nieprzyzwoitość.


CZTERNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,1-9 /wersja krótsza/

„Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” – dziwna ta przestroga, który wyjaśni się, gdy uświadomimy sobie, że powitania na Wschodzie miały i mają ściśle określony rytuał. Obrazą byłoby, by przy powitaniu nie zapytano szczegółowo o zdrowie – i to z osobna – każdej córki i syna, żony, krewnych i powinowatych, o stan trzód, dobytku i interesów, o zmartwienia, nieszczęścia, plany i zamierzenia. Co gorsza, witany – zagadywany uważał za swój obowiązek grzecznościowy w najdrobniejszych szczegółach informować spotkanego o tych sprawach. Tak więc powitania przeradzają się nierzadko w gawędy, rozmowy – przenoszą się z ulic do domów i tawern przydrożnych, dopełniają się przy kuflach wybornego wina, mocnej kawie i w oparach tytoniowego dymu, ja to ma miejsce nierzadko i dziś. A że na Wschodzie nigdy, nigdzie i nikomu się nie spieszy, przeto powitania są częścią składową codziennego życia. Chrystus mówi – nawiązując do realiów: „Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie”, czyli nie traćcie czasu przeznaczonego na głoszenie Jego nauki.


TRZYNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 9,51-62

Dzisiejszy fragment stanowi początek drugiej części Ewangelii według św. Łukasza (9,15-19,27), której głównym motywem jest podróż Jezusa do Jerozolimy. Ona właśnie tworzy geograficzno-teologiczne ramy, w których dokonują się poszczególne wydarzenia, opisane w tych rozdziałach. Początek podróży naznaczony jest dwoma epizodami: o niegościnnych Samarytanach (ww. 51-56) i o trzech naśladowcach Jezusa (ww. 57-62). Pierwsza scena podkreśla zdecydowanie Jezusa w podjęciu drogi, która zaprowadzi Go do Jerozolimy – miejsca Jego ostatecznego przeznaczenia, gdzie dokona się Jego śmierć i zmartwychwstanie. Jego uczniowie, uprzedzając wydarzenia w Jerozolimie, pragną, aby postąpił On wobec niegościnnych Samarytan jak Eliasz, który zrzucił ogień na żołnierzy, chcących go pojmać (2Krl 1,10-12). Ale Jezus karci ich, wskazując, że Jego droga jest drogą miłosierdzia, a nie zniszczenia. Druga scena traktuje o warunkach bycia uczniem Jezusa. Naśladowanie Jezusa oznacza przyjęcie wszystkich uwarunkowań Jego życia, posługi i przeznaczenia. To zaś wzywa każdą osobę chcącą pójść za Jezusem do poświęcenia swego osobistego bezpieczeństwa (ww. 57-58), synowskich obowiązków (ww. 59-60) i rodzinnych uczuć (ww. 61-62).


DWUNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 9,18-24

Przed nastaniem Mesjasza oczekiwano szeregu figur eschatologicznych, które miały Mu przygotować miejsce i pole działalności. Rabini mówili, że przyjdzie przedtem Eliasz. Byli tacy, którzy utrzymywali, iż sam Eliasz też będzie miał swego poprzednika. Istniała nadto tradycja o przyjściu nienazwanego z imienia proroka, który miał być również prekursorem Mesjasza. Z czasem owego proroka niektórzy uczeni w Piśmie utożsamiać poczęli z Jeremiaszem.
Te wielkie postacie Starego Testamentu zapowiadały swym życiem i działalnością Osobę Mesjasza. Dlatego to pisarze nowotestamentalni widzą w Jezusie Chrystusie Nowego Adama (zwłaszcza Paweł), Nowego Mojżesza (najbardziej Jan). Drugiego Dawida (przede wszystkim Mateusz), a także Nowego Salomona, Drugiego Jonasza i Jeremiasza. Spośród Bożych mężów Starego Testamentu szczególnym prestiżem cieszył się wielki prorok Eliasz. Prorok ten działający za czasów bezbożnego Króla Achaba (873-854) i jego pogańskiej małżonki Jezabel, córki fenickiego Króla Etbaala, wsławił się szczególną gorliwością w obronie czystości wiary monoteistycznej, do której za dopuszczeniem królewskiej pary przenikać poczęły elementy kultu kananejskiego bożka Baala. Pełne zasług życie Eliasza uwieńczone zostało cudownym jego przejściem z ziemi do nieba (por. 2 Krl 2,1-11). Stąd zawsze w tradycji starotestamentalnej oczekiwano powrotu Eliasza na ziemię w czasach mesjańskich, którego celem miało być odnowienie narodu i przygotowanie go na przyjście Zbawiciela. Do utrwalenia owej tradycji przyczynił się przede wszystkim działający w V wieku prorok Malachiasz, w którego księdze czytamy: „Oto poślę wam proroka Eliasza” (Mi 3,23).
Wyrazem oczekiwań na powrót Eliasza jest także tekst Księgi Syracydesa, w którym mędrzec tak mówi o proroku: „ O tobie napisano, że jesteś zachowany na wyznaczony czas, aby przed nadejściem Dnia Jahwe ukoić gniew, aby serca ojców skierować ku synom i przywrócić świętość pokoleń Jakuba” (Syr 48,10). Kult Eliasza ożywił się bardzo w czasach nowotestamentalnych, zwłaszcza zaś w związku z działalnością Jana Chrzciciela.

Zastanawiano się, czy nie jest on czasem oczekiwanym Eliaszem. Oficjalna zwierzchność synagogi jerozolimskiej wysłała nawet do Jana delegację z zapytaniem: „Czy ty jesteś Eliaszem? On zaś odrzekł: Nie jestem” (J 1,21). Potem z kolei podejrzewano, że to Mistrz z Nazaretu jest Eliaszem, który miał przyjść. Dlatego na pytanie Pana Jezusa: „Za kogo uważają mnie ludzie” (Mk 8,27) pada odpowiedź: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków” (Mk 8,28).
Podobnie i Herodowi niektórzy mówili o Jezusie: „To jest Eliasz” (Mk 6,15). Z analizy wszystkich trzydziestu wzmianek o Eliaszu w Nowym Testamencie wynika, że funkcję Eliasza – przygotowanie narodu na przyjście Zbawiciela – spełnił Jan Chrzciciel, który działał „w mocy i duchu Eliasza” (Łk 1,17). Natomiast Pan Jezus jest Nowym Eliaszem, tak jak jest Nowym Mojżeszem, Dawidem i Adamem. Dlatego na Górze Przemienienia widzimy obok Jezusa Mojżesza i Eliasza. Dwaj ci prorocy swym życiem i działalnością zapowiadali Mesjasza, ale Jezus w o wiele większym stopniu jest jednym i drugim z nich. Ukazywanie Jezusa jako Nowego Eliasza jest szczególnym dorobkiem teologii św. Łukasza.


UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCYKomentarz do Ewangelii, rok C – J 16,12-15

Chrystus objawia nam tajemnicę Boga. On ukazuje Ojca, który wszystko stworzył i posyła Ducha świętego. Wysławiamy Boga Trójjedynego, w którego życie zostaliśmy włączeni w chwili chrztu.
W pierwszym czytaniu w sposób niewyraźny objawiona została tajemnica drugiej Osoby Boskiej. Z perspektywy Nowego Testamentu widzimy, że w tym natchnionym tekście wyraźnie mowa jest o Chrystusie – Mądrości Bożej. W drugim czytaniu św. Paweł mówi o dziele Syna – usprawiedliwieniu, którego skutkiem jest pokój z Ojcem – pierwszą Osobą Trójcy. Mówi też o działalności Ducha św., który utwierdza w nas miłość ku Bogu i człowiekowi. Ta nauka o Trójcy Przenajświętszej ma podstawę w samych wypowiedziach Chrystusa. We fragmencie Modlitwy Arcykapłańskiej – czytanym dziś – Zbawiciel mówi wyraźnie o sobie, Ojcu i Duchu św. – Duchu Prawdy.


NIEDZIELA ZESŁANA DUCHA ŚWIĘTEGO Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,17-23

„Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia” – to znaczy w pierwszy dzień po szabacie, czyli w niedzielę, w dniu swego Zmartwychwstania ukazał się Chrystus zgromadzonym w Wieczerniku Apostołom. To już piąte pojawienie się Pana w tym dniu. O świcie ukazał się Marii Magdalenie (J 20,14-17) i niewiastom, potem Piotrowi (Łk 24,33-35; 1 Kor 15,4). Po południu dwom uczniom w drodze do Emaus (Łk 24,13-32). A teraz wieczorem ukazuje się zebranym w Wieczerniku Apostołom. Zebrani otrzymują misję apostolską odpuszczenia grzechów. Misja ta zakotwiczona jest w misji samego Chrystusa, który też został posłany przez Ojca. Tradycja chrześcijańska od początku i nieprzerwanie upatruje w tych słowach ustanowienie sakramentu pokuty. Słowa Chrystusa znalazły się w definicji dogmatycznej Soboru Trydenckiego na temat sakramentu pokuty. Zmartwychwstały pozdrawia uczniów uroczystą formułą hebrajskiego powitania „Pokój wam” Hebrajskie szalom (= pokój) ma zakres bardzo szeroki i oznacza wszelkie dobra, potrzebne człowiekowi do jego harmonijnego rozwoju.

W Niedzielę Zesłania Ducha św. mamy wysławiać Boga z całe dzieło paschalne Chrystusa. Radujemy się darem zmartwychwstałego Pana, przez które Bóg nieustannie odnawia oblicze ziemi i nasze serca. Prosimy, aby Duch św. napełnił nas swoimi darami dla dobra Kościoła i świata.


WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 24,46-53

Benedykt XVI zauważa, że uczniowie wracają z radością, ponieważ «nie czują się opuszczeni. Nie myślą, że Jezus odszedł od nich daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie. Są najwidoczniej pewni Jego nowej obecności. Radość uczniów po „wniebowstąpieniu” koryguje nasz obraz tego wydarzenia. „Wniebowstąpienie” nie jest odejściem do jakiejś odległej strefy kosmosu; jest ono trwałą bliskością, której uczniowie mają tak głębokie doświadczenie, że rodzi się z niego nieprzemijająca radość». Jednocześnie są radośni, ponieważ są świadomi wielkiego dobra, które owo Wniebowstąpienie niesie ze sobą dla całej ludzkości, która w Chrystusie jest powołana do uczestniczenia w chwale boskości. Dlatego, mówi św. Leon Wielki, «kiedy Pan wstępował na wysokości niebios, oni nie tylko że nie odczuwali smutku, ale wprost przeciwnie, zostali napełnieni wielką radością. Zaiste, niewypowiedzianie wielki był to powód do radości, gdy wobec tłumu świętych natura ludzka wznosiła się do najwyższej godności ponad wszystkimi stworzeniami niebios, wyniesiona ponad chóry aniołów i wszelką wspaniałość archaniołów, nie znajdując na najwyższych stopniach kresu swego wstępowania – zajmując w końcu miejsce przy Ojcu przedwiecznym. I razem z Nim zasiada ona na tronie Jego chwały, bo w Synu Bożym została zjednoczona z Jego naturą». Wniebowstąpienie Jezusa ożywia naszą nadzieję uczestniczenia również w pełni życia razem z Bogiem w chwale niebieskiej.


SZÓSTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 14,23-29

W Ewangelii mamy niepokojące zdanie: „Ojciec jest większy ode mnie”. Wierzymy przecież z innych wypowiedzi natchnionych, że Chrystus jest równy Ojcu: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy – kto widzi mnie, widzi i Ojca”. Tu Chrystus chce powiedzieć, że jest mniejszy od Ojca ale jako człowiek, a to przez wyniszczenie (= mękę i śmierć). Jego chwała jako Boga została pomniejszona. Chce przygotować uczniów („powiedziałem wam to wcześniej”), by gdy będzie poniżony i wyśmiany, znieważony i ukrzyżowany, by i wtedy widzieli w Nim Boga.


PIĄTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 13,31-33a.34-35

Jezus zwraca się przy Ostatniej Wieczerzy z głęboką miłością do swoich uczniów. Judasz już wyszedł, a Zbawiciel mówi do pozostałych jedenastu: teknia – tj. greckie wyrażenie pełne czułości i troski, jak gdyby Jezus przez nie pragnął osłabić tragizm zbliżającej się rozłąki. Zbliżającą się mękę nazywa już „chwałą”. Rzecz to szczególnie charakterystyczna dla ewangelii Janowej, w której triumf Jezusa nie dokonuje się dopiero w zmartwychwstaniu, ale już w męce. Zbawiciel nakazuje uczniom wzajemną miłość. „Tak jak ja was umiłowałem”. W ostatnim czasie egzegeci zwrócili uwagę na możliwość podwójnego tłumaczenia partykuły kathos: porównawczo i przyczynowo: „tak jak” i „ponieważ”. Przy dawniejszym tłumaczeniu, jakie mamy w tekście, mowa jest o Chrystusie jako wzorze do naśladowania. Mamy miłować na Jego miarę. W tłumaczeniu przyczynowym – przez „ponieważ” wymowa tekstu wydaje się – jak podkreślają badacze – znacznie głębsza: miłowanie staje się ścisłym obowiązkiem chrześcijanina, wewnętrznym nakazem, imperatywem moralnym. My nie możemy miłować lub nie miłować, nie jest to dla nas chrześcijan sprawa dowolna. My musimy miłować, skoro jesteśmy Jego uczniami, ponieważ On nas umiłował.


CZWARTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C  – J 10,27-30

Obraz owczarni tak bliski semickiej mentalności raz po raz powraca w nauczaniu Chrystusa. Najpiękniejszy wyraz dał jej Jezus w przypowieści o Dobrym Pasterzu (J 10,1-18). Zbawienie jako owczarnię zgromadzoną wokół jednego pasterza ukazywali już prorocy Starego Testamentu – Ezechiel (Ez 34,23-26), Jeremiasz (Jr 23,3; 31,10) czy Micheasz (Mi 2,12). Zapowiadali oni, że sam Jahwe będzie pasterzem swego ludu. Dokonało się to w Jezusie Chrystusie, a pełnię swą osiągnie w wieczności, gdy Kościół – jak to ukazuje wizja Janowa w drugim czytaniu zawarta – zgromadzi się wokół triumfującego Baranka.

 Niedziela Dobrego Pasterza to dziękczynienie za Tego, który służy w Kościele i przez Kościół. Jest to dzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne do pasterskiej służby w Kościele Chrystusa. 


TRZECIA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 21,1-19

W Ewangelii scena przekazana tylko przez Jana. Dwa kilometry na zachód od Kafarnaum miało miejsce owo wydarzenie. Dziś jest tam miejscowość Tabga, a w niej – tuż obok brzegu jeziora niewielka świątynia, w której pokazują skałę – właśnie ową, na której Jezus przygotowywał uczniom śniadanie. Jezus ukazuje się uczniom jako ich dawny nauczyciel, ale jednocześnie inny – pełen władzy i mocy Pan, Zwycięzca, Bóg. Jakże wzruszające jest to, że i wtedy troszczy się o ich codzienna potrzeby – przygotowuje im śniadanie. W majestacie przyrody, a jednocześnie wśród codzienności (połów ryb, zwyczajna praca, posiłek) następuje najważniejszy akt dokonany przez Zmartwychwstałego – nadanie Piotrowi władzy pasterskiej nad całym Kościołem. Zapowiedział ją Jezus pod Cezareą Filipową (Mt 16,18): „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego. Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej skale zbuduję Kościół mój (…). Teraz nad Jeziorem Genezaret wypełniają się te słowa. Piotr otrzymuje najwyższą władzę pasterską, władzę służby ludowi Bożemu – „Paś baranki moje (…) paś owce moje”. To władza prymatu, która od Piotra przechodzi na każdego biskupa rzymskiego – papieża. Tak trwa do naszych czasów. Łączność z biskupem Rzymu – papieżem była zawsze sprawdzianem przynależności do Kościoła. I dziś żywa jest dla nas odwieczna zasada: Ubi Petrus, ibi Ecclesia = Gdzie Piotr tam Kościół.


DRUGA NIEDZIELA WIELKANOCNA – Niedziela Miłosierdzia Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,19-31

 Rano Pan ukazał się u grobu Marii Magdalenie. Po południu ukazał się dwom idącym z Jerozolimy do odległego o 11 km Emaus. A wieczorem ukazuje się pozostałym zgromadzonym w Wieczerniku Apostołom, bardzo zatrwożonym o swoje losy. Wśród zgromadzonych nie było Tomasza zwanego Didymosem. Didymo to greckie tłumaczenie aramejskiego Theoma, co znaczy „Bliźniak”. Niewiara Tomasza nadała ewangelicznej scenie głębię prawdy i usankcjonowała wszystkie nasze zwątpienia, niepokoje i załamania. Tomasz, jak utrzymuje tradycja kościelna, poniósł śmierć męczeńską w Indiach, w Kalamina i pochowany został w Mailapur (przedmieścia dzisiejszego Madras). Relikwie jego po wielu translokatach (Odessa, wyspa Chios) znajdują się obecnie w Ortonie, we Włoszech. Jezus ukazując swe rany odniesione przy ukrzyżowaniu chce uczniów przekonać, że nie jest zjawą, czy duchem, ale tym samym identycznym Jezusem, którego znali przed śmiercią krzyżową. Scena ta zadaje kłam modnej ongiś (pod koniec ubiegłego stulecia) hipotezie wizji, która głosiła, że uczniowie mieli jedynie widzenia subiektywne, a nie rzeczywiste Zmartwychwstałego Jezusa. Skrajny protestantyzm i modernizm, który przyjmował hipotezę wizji, tłumaczył chrystofanie opisane w ewangeliach jak przejaw psychicznego napięcia, wyobraźni i ekstazy. Współczesna psychologia religii zdecydowanie odrzuca jako nieracjonalne takie tłumaczenie chrystofanii. Zresztą dla każdego nieuprzedzonego czytelnika ewangelii identyczność Jezusa Zmartwychwstałego z historycznym jest oczywista. Przy okazji wszakże warto zauważyć, jak niejednokrotnie własne założenia i uprzedzenia przekładane nad obiektywną wymowę historycznego tekstu ewangelicznego prowadzą ludzi do wniosków zgoła fantastycznych. I jakkolwiek nikt poważny nie „odgrzewa” tamtej hipotezy – o wizji, to jednak tu i ówdzie pojawiają się jej zwolennicy, przedstawiając ją jako coś możliwego. Warto wiedzieć, że prawdziwa nauka odłożyła ja dawno do lamusa.


NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO – WIELKANOC – Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,1-9

Pierwszego dnia po szabacie, czyli w niedzielę, przychodzi do grobu Maria Magdalena, w której tradycja upatruje jawnogrzesznicę. Zobaczyła odsunięty kamień, który zgodnie z palestyńskimi zwyczajami zatykał wejście grobowca. Grobowce były na ogół obszernymi pieczarami (3 na 4 metry) poprzedzonymi jeszcze  przedsionkami, z których prowadziło  przejście do właściwej niszy grobowej. Ten właśnie pusty grób, w połączeniu z wieloma chrystofaniami Chrystusa właśnie „owego pierwszego dnia po szabacie”, wzbudził w uczniach niezłomną wiarę w rzeczywiste zmartwychwstanie Chrystusa. Zdaniem racjonalistycznego krytyka ewangelii Paulusa (XIX w.) Jezus był tylko w letargu, umarł pozornie i wyszedł z grobu po przebudzeniu się. Warto o tym wspomnieć, gdyż niekiedy spotykamy się z echem tych przebrzmiałych poglądów. Inny, mniej krytycznie nastawiony do ewangelii badacz, współczesny Paulusowi – Strauss (autor słynnego Das Leben Jezu – Życie Jezusa) widział absurdalność owej hipotezy pisząc: „Człowiek na wpół umarły, który z trudem wydostał się z grobu i z trudem poruszał się po ziemi, który potrzebował opieki lekarskiej i bandaży, nie mógł żadną miarą wzbudzić w uczniach przekonania, iż jest zwycięzcą śmierci i grobu; a to przekonanie było podstawą ich całej późniejszej działalności. Taki powrót do życia byłby tylko osłabił wrażenie, jakie Jezus wywarł na nich swym życiem i śmiercią; byłby je zakończył co najwyżej jakimś wspomnieniem, ale nigdy nie mógłby przemienić ich smutku w uniesienie, ani podnieść ich szacunku do uwielbienia i ubóstwienia”. Tak więc tylko rzeczywiste przyjęcie realności Chrystusowego Zmartwychwstania daje nam rozsądne wytłumaczenie natychmiastowego postępu i rozprzestrzeniania się ewangelii zaraz po zmartwychwstaniu, jak i całych późniejszych dziejów Kościoła.


NIEDZIELA PALMOWA –  Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 23,1-49

Poncjusz Piłat był rzymskim prokuratorem Judei w latach 26-36 po Chr. Miejsce na którym zasiadał (tzw. Litostrotos) w czasie wydawania wyroku na Chrystusa zostało zidentyfikowane przez archeologię (wykopaliska Vincenta). Herod, o którym mowa, to Herod z przydomkiem Antypas, brat Archelausa, a syn Samarytanki Maltake, czwartej żony Heroda Wielkiego. Herod Antypas panował w latach 4-39 po Chr.
Cyrena to ziemia na północy Afryki – dziś Libia. „Wysoka Rada” – to Sanhedryn Jerozolimski, najwyższa zwierzchność religijno-moralna w Izraelu.
Barabasz został uwolniony na podstawie tzw. Privelegium paschale (przywilej paschalny). Było zwyczajem, że prokurator rzymski (taka zresztą była praktyka i w innych częściach Imperium) w najbardziej uroczyste święto żydowskie (Paschę) wyświadczał ludowi jakąś specjalną łaskę, najczęściej było to ułaskawienie jakiegoś znacznego więźnia.
„Hosanna Synowi Dawida….” ” Okrzyki tych, którzy zostali nakarmieni, uzdrowieni, którym odpuszczona została wielka nieprawość, uzdrowieni i ci którzy zgodzili się pójść za Chrystusem. Ale z jeszcze większą mocą krzyczą: Na krzyż z Nim”.
Ewangelista przekazał wiele postaw ludzkich w obliczu męki Jezusa: zdrada, żal, współczucie, wyszydzenie, bojaźń, odwaga i inne. A Ty na jakim jesteś etapie słysząc lub czytając mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa?


5 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii, rok C – J 8,1-11

Dziś w ewangelii – po ubiegłej niedzieli o synu marnotrawnym – jedna z tych scen, które chwytają za serce: tyle w niej prawdy, ciepła, miłości i nadziei. Tyle pociechy dla nas wszystkich, którzy nie jesteśmy „bez grzechu”. A nie jest powszechnie wiadomym, że o ten wspaniały tekst, bez którego cała ewangelia byłaby jakże uboższa toczył się bez mała przez 4 wieki zażarty i bolesny spór. Oto bowiem Reformacja opierając się na fakcie, że perykopy tej nie poświadczają najstarsze znane mam manuskrypty (/słynne kodeksy jak Synaicki, czy Aleksandryjski) odrzuciła jej autentyczność, z tekstu wydań ewangelii usunęła i wiernym nie dozwoliła czytać. Zbyt wielka jednak stała powaga za autentycznością tego tekstu, by Kościół łatwo przystawał na takie zabiegi. Oto bowiem znają perykopę najstarsi pisarze kościelni tacy jak Ambroży, Hieronim /co szczególnie ważne, bo był znakomitym znawcą Pisma św./, czy Augustyn i cytują ją w swoich dziełach jak obecną w ewangelii Janowej. Co więcej znakomity historyk wczesnochrześcijański Euzebiusz z Cezarei (ok. 260-339) pisze, iż znał  ją i cytował uczeń św. Jana – bp Papiasz z Hierapolis (przełom I i II w.). W swojej Historii pisze Euzebiusz o Papiarzu: „Prócz tego przytacza on opowieść o niewieście, którą oskarżono przez panem o wiele grzechów” (III, 39,17). Wszystkie owe racje skłoniły Sobór Trydencki (1545 r.) do orzeczenia – wbrew Lutrowi- że perykopa, o której mówimy jest autentyczna i natchniona. Najnowsze badania potwierdzają to zdanie Soboru, dodając, że najprawdopodobniej opisał tę scenę któryś z uczniów Jana, a sam Apostoł włączył ją potem do tekstu swojej ewangelii. Podkreślić wypada, że w najnowszych wydarzeniach protestanckich już tekstu też się nie odrzuca i przyjmuje jego autentyczność. Warto podkreślić, gdyż świadczy to o dobrej woli naszych „braci odłączonych”.


4 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 15,1-3.11-22

 Dzisiejszą ewangelię krótko określił jeden ze współczesnych badaczy biblijnych powiadając, iż jest to ewangelia w ewangelii (A. Jülicher). Nic zatem dziwnego, że przypowieść ta przez wszystkie wieki poruszała wyobraźnię artystów, malarzy i muzyków, czego jeden z przykładów mamy w dziele H. Berlioza Syn marnotrawny. A przecież niedawno na naszych ekranach pojawił się film pod tym samym tytułem z J.P.Belmondo w roli głównej, gdzie na nowo powtarzały się wątki i cała finezja psychologiczna Chrystusowej przypowieści. Genialne uchwycenie  losu ludzkiego powtarzające się w tysięcznych biografiach: odejście, żal i przebaczenie płynące z miłości, która wszystko przetrzyma. Ileż w tej przypowieści jest niuansów! Jak chociażby ten, że brat starszy rozżalony nie mówi do ojca „brat mój” tylko „ten syn twój”. Jaka w tym głębia psychologii. Zwróćmy uwagę na dwa realia palestyńskie. Ojciec musiał oddać synowi młodszemu jedną trzecią majątku, gdyż wynikało to z ogólnie przyjętego prawa, nadanego jeszcze przez Mojżesza. Cały upadek syna, który roztrwonił „majątek z nierządnicami” widać również w tym, że przystał na hodowlę trzody chlewnej. Mówi bowiem Talmud: „Przeklęty człowiek, który hoduje wieprze”. Zresztą na Wschodzie, wśród muzułmanów panuje przekonanie, że wypas świń i ich hodowla jest dla człowieka całkowitą degradacją i specjalnym przekleństwem niebios.


3 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU   Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 13,1-9

 Łukasz, skrzętny historyk, nawiązuje do dwóch rzeczywistych wydarzeń historycznych, które posłużyły Jezusowi do katechezy na temat pokuty i nawrócenia. Rzymski prokurator Judei (w latach 26-36 po Chr.) Piłat wielokrotnie doprowadzał do wybuchów niezadowolenia ludu. Raz nakazał wejść żołnierzom z godłami wojskowymi i wizerunkami cesarza do Jerozolimy, czym pogwałcił przywileje nadane Żydom jeszcze przez Juliusza Cezara. Innym razem te same godła kazał umieścić w pałacu królewskim Heroda, kiedy indziej znowu targnął się  na skarb świątynny, by w końcu dokonać masakry Samarytan na ich świętej Górze Garizim, co spowodowało jego dyspozycję i odwołanie do Rzymu. Łukasz wspomina o jednym z owych licznych wyczynów Poncjusza Piłata, gdy na terenie świątyni (gdzie  wstęp poganom był wzbroniony, co uwidaczniał specjalny napis na murze w trzech językach: hebrajskim, greckim i łacińskim) dokonał rzezi pielgrzymów składających ofiary. Dokonał tego zapewne pod byle pretekstem politycznym, trudno nam jednak dociec jakim, bo Łukasz nic na ten temat nie wspomina, a o samym  wydarzeniu nie posiadamy żadnych  wzmianek poza relacją Łukaszowi. Inny fakt historyczny – też odnotowany tylko przez ewangelię – mówi o zawaleniu się wieży w murach obronnych Jerozolimy, w pobliżu słynnej sadzawki – fontanny Siloe, kiedy to zginęło 18 osób. Do tych niedawnych, zapewne świeżo w pamięci  słuchaczy pozostających wydarzeń, nawiązuje Jezus przeciwstawiając się jednocześnie obiegowej opinii (pokutującej nierzadko do dziś), że nieszczęścia są karą za grzechy.

W trzecią niedzielę Wielkiego Postu prosimy o łaskę wiary i wyznajemy naszą gotowość do odnowienia jej. Bóg objawia nam swoją miłość i daje siłę do pokonania grzechów, abyśmy przynosili rzeczywisty owoc nawrócenia


2 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii., rok C – Łk 9,28b-36

Piotr i dwaj bracia – Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, to najbliżsi Jezusowi uczniowie. Oni to towarzyszą Chrystusowi w czasie agonii w Getsemani. Przemienienie – według tradycji – miało miejsce na Górze Tabor (562 m), położonej ok. 7 km na południe od Nazaretu. Na górze tej wznosi się dziś potężna Bazylika Przemienienia Pańskiego. Przemienienie miało miejsce w trzecim roku publicznej działalności Chrystusa Pana, co trzeba zaznaczyć, gdyż jego bezpośrednim celem było wzmocnienie wiary uczniów przed zbliżającą się męką, a także naprostowanie ich oczekiwań mesjańskich, które zbyt często przybierały polityczny charakter. Świadkami Przemienienia są również Mojżesz (protoplasta i prawodawca izraelski z XIII w. przed Chr.) oraz prorok Eliasz (IX w. przed Chr.), który nie umarł, lecz wzięty został do nieba (Por. 2 Krl 2,9-10), by w czasach mesjańskich wrócić i przygotować naród na przyjęcie Zbawiciela. Zadanie to – jak wiadomo spełnił Jan Chrzciciel, o którym pisarz natchniony zanotował, że działał „w mocy i duchu Eliasza” (Łk 1,17). Dziś zaś nie brak przypuszczeń, że Eliasz – jako prorok eschatologiczny pojawi się na świecie przed ponownym – ostatnim przyjściem Chrystusa, przed Paruzją, by przygotować Panu lud doskonały. Przekonanie to, żywe już wśród niektórych Ojców Kościoła i pisarzy chrześcijańskich, ma i dziś swoich zwolenników. Warto wszakże zaznaczyć, iż dla całości sprawy wiary kwestia ta nie posiada jakiegoś specjalnego znaczenia i jest sprawą marginesową.

Czas pokuty ukazuje, gdzie jest nasza prawdziwa ojczyzna i jaka do niej prowadzi droga. Tę ojczyznę przyrzekł nam Bóg, gdy zawarł z nami, jak z Abrahamem, przymierze. Uczestnicząc w Eucharystii wsłuchajmy się w Boże Słowo i przyjmijmy Chrystusa, który poucza nas i przemienia swoją mocą, aby zajaśniała w nas Boża chwała. Niech czas pokuty prowadzi do przemiany życia, by mieć udział w wiecznym przymierzu i chwale Chrystusa Pana. 


1 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 4,1-13

Stara Tradycja sięgająca pierwszych wieków wskazuje na miejsce postu Chrystusowego: ma nim być szczyt zwany „Kwarantanną” (po aramejsku Dok, przez Arabów dziś zwany Dżebel ed Duq) wysokości ok. 800 m., wznoszący się po zachodniej stronie Jordanu, w odległości kilkunastu kilometrów od Jerycha. W czasach przedchrystusowych wznosiła się na nim potężna warownia „Dagon”, o którą toczyły się zacięte walki pomiędzy Żydami a Ptolemeuszem Egipskim /Ant. 13,8,1/. Miejsce kuszenia Chrystusa to Pustynia Judzka /80 km długości, 25 km szerokości/. W trzeciej pokusie wprowadza szatan Chrystusa na szczyt świątyni – „rzuć się stąd w dół”. Jak ogromna była tam przepaść, uświadomimy sobie przypominając, że od jednej strony świątynia stała nad głębokim wąwozem /Cedron/. „Wąwóz ów – pisze Józefa Flawiusz (37-101 po Chr.) – był niezmiernie głęboki, tak że w oczach się ćmiło, jeśli się w głąb spojrzało. Tuż przy nim zbudował Herod – ciągnie historyk – krużganek o tak olbrzymiej wysokości, że jeśli ktoś z jego szczytu przemierzył okiem tę podwójną głębokość, doznał zawrotu głowy, gdyż wzrok nie dosięgał dna niezmierzonej przepaści” (Ant. 15,11,5). Na szczyt tego krużganka, zwanego Salomonowym (J 10,23; Dz 3,11; 5,12) przywiódł szatan Chrystusa.


8 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,39-45

 Dzisiejszy fragment należy do ostatniej części Kazania na Górze, i zbudowany jest z przypowieści. Dwa pierwsze podobieństwa mówią o zarozumiałości uczniów i ich wywyższaniu się nad samego Jezusa. Chrześcijanie bowiem, znając prawdę o zbawieniu i cel historii świata, mają być przewodnikami innych ludzi, gdyż takie jest ich powołanie. Ale nie mogą byś ślepymi przewodnikami. Muszą sami najpierw widzieć drogę. W kontekście „nie sądzenia” /por. w. 37/, ślepotę należałoby odnieść do ich własnych błędów. Osoba niezdolna do samokrytycyzmu nie może prowadzić innych. Dlatego każdy chrześcijanin musi ciągle się uczyć od swego jedynego Nauczyciela – Chrystusa, aby móc wskazywać drogę innym ludziom. Podkreśla to szczególnie kolejne porównanie o drzazdze w oku brata i belce we własnym, ilustrujące w sposób groteskowy ludzką skłonność do krytykowania przy jednoczesnym niedostrzeganiu własnych błędów. Tylko ten, kto potrafi sam przezwyciężać własne słabości i poprawiać swoje postępowanie, może skutecznie pomagać drugiemu wyzwalać się z jego błędów. Ostatnia przypowieść ostrzega przed złymi nauczycielami. Ten bowiem, kto źle czyni, nie jest zdolny innych nauczyć dobrze czynić.


7 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,27-38

 Dzisiejsza Ewangelia to kolejny fragment Kazania na Górze – Łukaszowej wersji; (por. Mt 5,38-48). Miłość nieprzyjaciół jest najwyższą formą przykazania miłości, a jednocześnie cechą odróżniającą chrześcijan od świata. Łukasz ukazuje trzy etapy wrogości: od uczucia nienawiści poprzez złe słowa – przekleństwo do złego traktowania /niezręczne tłumaczenie ostatniego terminu przez Biblię Tysiąclecia jako „oczernianie” zaciemnia nieco sens całej wypowiedzi, kontekst bowiem wskazuje na fizyczną przemoc jako ostatni stopień wrogości; por. Mt 5,44/. Uczeń Jezusa ma w adekwatny sposób odpowiedzieć na każdy przejaw wrogości: na nienawiść czynieniem dobra, na przekleństwo błogosławieństwem i wreszcie na fizyczną przemoc modlitwą, gdyż inne działania są już niemożliwe. Ale tylko w obrębie doświadczenia bliskości Królestwa Bożego można ten rodzaj paradoksalnych wymagań przyjąć i wprowadzić w czyn.

Chrystus przypomni nam dzisiaj, że pierwszym i największym z Jego przykazań jest przykazanie miłości. I to miłości nawet nieprzyjaciół. Nakaz miłości bliźniego znajdujemy w wielu religiach i systemach filozoficzno-etycznych, jednak miłość nieprzyjaciela głosi tylko chrześcijaństwo. Chrystus stawia to przykazanie na szczycie swej etycznej nauki. Chrześcijaninem jest więc dopiero ten, kto potrafi miłować nawet nieprzyjaciół. Ofiara Chrystusa, którą przychodzimy składać, daje nam tę niepojętą dla świata moc: miłowania nieprzyjaciół.


6 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,17.20-26

 U Łukasza mamy wstęp do Kazania na Górze. Chrystusowe błogosławieństwa: przedmiot zadumy, medytacji, nadziei i niezliczonych komentarzy. Jak wielka i skomplikowana jest ich problematyka, niech świadczy chociażby fakt, że wybitny biblista o. J. Dupont w swojej monografii Les BeatitudesBłogosławieństwa poświęcił temu zagadnieniu kilkaset stron. Zwróćmy uwagę, na Łukaszową notkę, że tej nauki Chrystusa słuchali przybysze z „Tyru” i „Sydonu”. Były to miasta pogańskie. Leżące na pograniczu Izraela i poddane były całkowicie wpływom kultury hellenistycznej. Mieszkańców tych miast, mądrość grecka nie zadowoliła i przyszli słuchać i szukać innej mądrości – Chrystusowej, ewangelicznej. Wzmianka o Tyrze i Sydonie jest bardzo istotna i służy podkreśleniu całej centralnej myśli teologicznej ewangelii Łukasza; że nauka Chrystusa skierowana jest do wszystkich ludzi, także do pogan.

Błogosławiony, kto zaufał Panu i chodzi Jego drogami. Przychodzimy na Eucharystię, aby Bogu złożyć swoją nadzieję i otrzymać siłę do wypełnienia tego zadania, które wypływa z Ewangelii. Tu jest źródło, które ożywia naszą wiarę.


5 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 5,1-11

Wiedząc, że na Piotrze będzie opierał się Kościół, Chrystus jako pierwszego powołał na apostoła Szymona, którego później nazwał Piotrem (grecka forma aramejskiego imienia Kefas – zn. dosłownie „skała”). Wraz z Piotrem powołany został jego brat Andrzej i dwaj inni wspólnicy Piotra w ryboustwie – Jakub i Jan. Przedziwna sceneria wydarzenia miała unaocznić pierwszym uczniom istotę ich posłannictwa. Oto sami łowili, zabiegali, pracowali, okazało się to daremne. Przez całą noc nic nie ułowili. Obecność Chrystusa sprawiła jednak, że połów w tym samym miejscu jeziora był obfity. Mieli już teraz zrozumieć, że ich praca misyjna, apostolska całą swą moc czerpać będzie z Boga.

Bóg powoływał proroków, aby objawiali zamysły Jego i wzywali do wiary. Chrystus powołał Apostołów, aby byli rybakami ludzi. Pan i nas powołuje, byśmy głosili Jego wielkie dzieła, byśmy składali Mszę św.,, przez którą Chrystus dalej zbawia, kocha i przebacza.


4 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 4,21-30

 Istotnym celem Ewangelii Łukasza, pozostającego pod wpływem św. Pawła, było wykazanie uniwersalnego charakteru Ewangelii Chrystusowej. Łukasz był z pochodzenia Grekiem, zależało mu na tym, by i jego rodacy dowiedzieli się o Dobrej Nowinie. Stąd już na początku swojej Ewangelii Łukasz skrzętnie zbiera to, co ilustruje myśl przewodnią jego dzieła. Syryjczyk Najman i wdowa w Sarepcie Sydońskiej – to poganie, a jednak mieli udział w dobrodziejstwach proroków Izraela. W dobrodziejstwach Mesjasza, można streścić tezę Łukasza, udział będą mieli wszyscy, a nie tylko Izraelici.


3 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – Łk 1,1-4; 4,14-21

Chrystus, podobnie jak kiedyś Ezdrasz, rozpoczyna swoją działalność od odczytania Biblii. Odtąd począł Jezus wyjaśniać właściwy sens Starego Testamentu, a zwłaszcza to, o czym mówili prorocy, a co zapomniała synagoga, że Mesjasz musi cierpieć. Ten historyczny szczegół – nauczanie w synagodze w Nazarecie – przypomina Łukasz, który sam przedstawia się na początku swego dzieła jako badacz solidny i dokładny, opierający swą ewangeliczną relację na wypowiedziach naocznych świadków słów i czynów Jezusa.

Chrystus jest pełnią objawienia. W nim spełniają się Boże obietnice. Przychodzimy na Eucharystię, aby poznać Chrystusa obecnego w słowie. Przychodzimy, by wybłagać jedność dla całego Kościoła, który jako swój wspólny skarb posiada Księgę Bożego Objawienia.


2 NIEDZIELA ZWYKŁAKomentarz do Ewangelii, rok C – J 2,1-12

Cała Ewangelia Jana ma charakter duchowy, głęboko teologiczny, pełna jest metafor i symboli. Chrystus w niej ciągle ukazywany jest jako światłość, prawda i życie. To właśnie mając na uwadze należy spojrzeć na scenę w Kanie. Wino, zwłaszcza z zapowiedziach prorockich, miało charakter symboliczny. Oznaczało wszelką obfitość, dostatek i radość. Ta obfitość wina w Kanie również symbolizuje bogactwo dóbr mesjańskich. Ewangelista mówi – „taki to początek znaków uczynił Jezus”, czyli zaczął działać odtąd wyraźnie jako Mesjasz. Obficie rozlewać dobra mesjańskie, a ich istotą było ponowne nawiązanie kontaktu człowieka z Bogiem, naprawienie zerwanego przymierza, przywrócenie dziecięctwa Bożego. Uczta w Kanie jest obrazem uczty w wieczności, gdzie poznamy w pełni wielkość, dobroć, i mądrość Bożą. Uczta zaczęła się w momencie głoszenia Dobrej Nowiny, ale swoje apogeum osiągnie w Królestwie Bożym.
Czytając perykopę o Kanie Galilejskiej zbyt często zatrzymujemy się na powierzchni ukrytych słów i znaczeń. Liczymy stągwie. Dziwimy się ilości wina, nie pamiętając, że wesela na Wschodzie były bardzo liczne i brała w nich udział niemal cała wieś czy miasteczko. Zapominamy o niezwykłej głębokiej, religijnej starotestamentalnej symbolice wina, która doszła do głosu w Kanie, u początków mesjańskiej działalności Jezusa. Kana ukazuje nam, że Chrystus – Nowe Wino stanie się naszym całkowitym i bezgranicznym udziałem w  życiu przyszłym. Radością napawa fakt, że już teraz możemy gasić nasze pragnienia winem, które staje się krwią, przelaną za nas przez Chrystusa.

                                                        za: "Głoście Ewangelię"