DWUDZIESTA SIÓDMA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 17,5-10

Potęga i moc wiary jest wielka, że w niej człowiek dokonać może rzeczy normalnie wychodzących poza granice ludzkich możliwości. Doświadczamy tego sami wielokrotnie. O tym mówił Jezus posługując się obrazem ziarnka gorczycy, które przysłowiowo uchodziło za najmniejsze (jak np. u nas ziarnko maku), oraz obrazem morwy. W klimacie palestyńskim drzewo to ma bardzo długie i mocne korzenie zapuszczające się głęboko w gliniane podłoże. Obraz zatem wyraża podwójną niemożność: wyrwania takiego drzewa oraz posadzenia go w morzu.

Apostołowie prosili Pana: ”Przymnóż nam wiary”. Pan rzekł: ”Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: »Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze«, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: »Pójdź i siądź do stołu«? Czy nie powie mu raczej: »Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił«? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: »Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać«”. Łk 17,5-10

Uczniowie znajdujący się w drodze najbardziej potrzebują pogłębienia wiary w Boga Jezusa Chrystusa, który może uratować ich od prześladowań i niszczycielskich sił.

Starożytni pisarze żydowscy nieraz pisali, że korzenie czarnej morwy rozrastają się we wszystkie strony, co sprawia, że trudno jest usunąć to drzewo wraz z korzeniami.

”Morwa”: okazałe drzewo z mocno rozwiniętym systemem korzeniowym. Trudno byłoby nie tylko wyrwać je, lecz także zatopić w głębokiej wodzie. Prawdziwa wiara może doprowadzić do nieoczekiwanych rezultatów.

Większość właścicieli niewolników miało niewielką ich liczbę. Niewolnicy musieli więc wykonywać nie tylko prace polowe, lecz także przygotowywać posiłki. Właściciele uważali tę pracę za obowiązek niewolników, nie zaś dobrowolną posługę. Nie uważano też za właściwe, by panowie jedli wraz ze swymi niewolnikami i przypadki takie prawie nigdy się nie zdarzały. Wydaje się, że główna myśl tego obrazu jest taka: Wiara staje się silniejsza, gdy towarzyszy jej postawa sługi, ma ona rolę służebną i nie jest nigdy celem samym dla siebie.

”Sługa”: Fragment ten, stanowiący jakby drugą stronę w. 12,35-37 wskazuje, że Boża łaska względem uczniów jest całkiem niezasłużona. Podkreślono tutaj znaczenie odpowiedzialnej służby pracowników Kościoła, którzy pracują na niwie Pańskiej i pasą jego trzodę.

”Nieużyteczni”: Nie chodzi o to, że uczniowie są bezwartościowi lub że ich praca nie ma dla Boga znaczenia. To, że wykonali swój obowiązek, nie daje im prawa do utrzymywania, że Boża łaska należy się im. Boża łaska jest i zawsze pozostanie darem.


DWUDZIESTA SZÓSTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 16,19-31

W przypowieści o bogaczu i biedaku, przechowanej tylko u Łukasza, któremu temat bogactwo-ubóstwo jest szczególnie bliskie, odnotowujemy najpierw orientalne i charakterystyczne szczegóły:

1. Ewangelista odstępuje od zasady. Nigdy nie podaje imion w przypowieściach. Tym razem dowiadujemy się imienia biedaka – był nim Łazarz. Hebrajska etymologia tego imienia (Eleazar) znaczy „Bóg wspomaga”. To imię ma wyjaśniać wszystko i ma być charakterystyką biedaka.

2. Nader charakterystyczna jest też wzmianka o psach. Na biblijnym Wschodzie (a przetrwało to i do dziś w islamie) psy były uważane za zwierzęta nieczyste, stąd pogardzano nimi. Zwierzęta te żyły w stanie półdzikim. Bynajmniej ich nie obłaskawiano, a raczej przeciwnie, odpędzano od domostw. Niedola żebraka sięgnęła więc dna, gdyż z braku sił nie był on w stanie odpędzić od siebie zwierząt nieczystych, co więcej psy liżące rany Łazarza przynosiły mu ulgę. Łazarz mało, że był biedny, chory i umierający z głodu, to na dodatek stał się jeszcze nieczysty. Na to wszystko nie reagował inny syn Abrahama, a więc brat Łazarza, bogacz (bezimienny).

3. Luksusowe jego życie podkreśla wzmianka o bisiorze (Na ówczesnym Wschodzie była to nadzwyczaj kosztowna, cienka i delikatna tkanina lniana, w którą odziewali się najwięksi bogacze i możnowładcy). Teologia przypowieści jest bardzo głęboka. Nie stawia ona problemu bogactwa w przeciwstawieniu do ubóstwa. Dla Semitów nie był to bowiem żaden problem społeczny, jako że w ich przekonaniu tym, który czyni bogatym, bądź ubogim, był sam Bóg. Łukasz stawia problem używania bogactwa. Co więcej, przenosi reperkusje owego używania na życie wieczne. Ponieważ faryzeusze głosili, że bogactwo jest wyrazem szczególnej łaskawości Bożej i Bożego miłosierdzia, tedy Jezus pragnie wskazać, że ze złym używaniem bogactwa wiąże się niebezpieczeństwo utraty życia wiecznego. Podkreślmy to wyraźnie: przypowieść nie potępia bogactwa, potępia złe jego używanie, potępia zaślepienie i egoizm, które często sprowadza bogactwo swego posiadacza. Przypowieść wreszcie – w sposób nie budzący żadnej wątpliwości – formułuje eschatologię nowotestamentalną. Odrzucenie bogacza jest całkowite i wieczne. Bogacz nie tylko, że nie może się sam wydostać ze swego stanu, ale nadto nikt – nawet Abraham – nie jest mu w stanie pomóc.


DWUDZIESTA PIĄTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 16,1-13

Różnie tę przypowieść nazywa się: o niesprawiedliwym włodarzu, o przebiegłym włodarzu, o roztropnym rządcy. Zdanie: „I pochwalił Pan nieuczciwego rządcę”, co wydawać się może niezrozumiałe, lepiej jest oddać przez: „Pan zatwierdził, bo przewrotny włodarz wszystko sprytnie ułożył”, co jest zgodne z greckim oryginałem, a mniej dziwi, gdyż w takim przekładzie Pan ukazuje się jako do końca oszukiwany. Trudno bowiem jest pojąć za co mógłby chwalić pan nieuczciwego zarządcę, co najwyżej obrotność w znalezieniu wyjścia z ciężkiego położenia, co się wydaje bardzo prawdopodobne. Sto beczek oliwy – to ok. 3800 litrów. Sto korcy pszenicy to ok. 1500 litrów (korzec liczył ok. 15 litrów). Razem cała wartość skreślonego długu była więc ogromna. Nauka przypowieści jest jedna i zasadnicza: pochwalony spryt przewrotnego włodarza. Nauka jednak przeniesiona zostaje na płaszczyznę duchową; takim samym sprytem (w sensie umiejętnych zabiegów) winni kierować się ci, którzy pragną zdobyć Królestwo Boże.


DWUDZIESTA CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,1-12.17-20

Jezus wybrał Dwunastu uczniów, by reprezentowali dwanaście pokoleń Izraela, ale wybrał również większą liczbę uczniów, by reprezentowali siedemdziesiąt narodów (czasami siedemdziesiąt dwa), o których mówi tradycja żydowska, zapowiadając w ten sposób misję ewangelizacyjną skierowaną do pogan. Powołanych wysyłano zwykle parami. Termin „wysłał” wskazuje na to, że byli oni apostołami, podobnie jak Dwunastu i „siedemdziesięciu dwóch”: Czy było 70, czy też 72 – trudno jest rozstrzygnąć. Starotestamentowy odpowiednik tekstu znajduje się w Rdz 10,2-31. Łukasz upatruje korzeni uniwersalnej misji Kościoła w służbie Jezusa, „po dwóch”. Można wskazać trzy powody wysyłania uczniów w parach: by mogli się wzajemnie wspierać; by mogli składać wiarygodne świadectwo o prawdziwości swoich słów (zob. Pwt 19,15); by być żywym uosobieniem ewangelii pokoju (zob. ww. 5-6). Być może najbardziej znaną nowotestamentową parą misjonarzy byli Paweł i Barnaba (zob. Dz 13).

Apostołowie mieli wędrować z niewielkim bagażem, jak członkowie innych grup. Wiadomo, że esseńczycy okazywali gościnność swoim współwyznawcom przybywającym z innych miast, nie potrzebowali więc dużego bagażu w podróży. Niepozdrawianie nikogo w drodze wskazuje na pilność misji prorockiej, polegającej na reprezentowaniu Boga, nie zaś samych siebie (por. 1 Krl 13,9-10; 2 Krl 4,29; 9,3). Nieudzielenie pozdrowienia uważano za obrazę, zaś ludzie pobożni starali się pierwsi pozdrawiać napotkanych. (Żydowscy nauczyciele byli jednak zgodni, że nie należy przerywać czynności religijnych, np. modlitwy, by kogoś pozdrowić).

Okazywanie gościnności podróżnym było jedną z głównych cnót w starożytności na całym obszarze śródziemnomorskim, szczególnie w judaizmie. Ówczesny savoir-vivre określał, kogo i w jakiej sytuacji należało pozdrawiać, ponieważ pozdrowienie „pokój” było jednocześnie błogosławieństwem mającym udzielić pokoju. Jezus lekceważy te zasady, ustanawiając nowe.

Do tego momentu Łukasz zwracał uwagę przede wszystkim na pozytywny charakter chrześcijańskiej misji. Teraz przechodzi do omówienia strony negatywnej: Jezus spotkał się z wrogością i odrzuceniem ze strony ludzi, podobny los spotka również jego wysłanników. Jednak historia Pawła opisana w Dz dowodzi, że słowo Boże zatriumfuje, nawet jeśli ludzie, którzy je zwiastowali, mieliby zostać zastąpieni.

Zarówno biblijni prorocy, jak i późniejsza tradycja żydowska, ukazywali Sodomę jako ucieleśnienie grzeszności (np. Pwt 32,32; Iz 1,9; 3,9; 13,19; Jr 23,14; 50,40; Lm 4,6; Ez 16,46; Am 4,11; So 2,9). Konkretnym grzechem, który Jezus miał tutaj przypuszczalnie na myśli, było odrzucenie Bożych posłańców, chociaż nie byli oni tak ważni jak Jezus (por. Rdz 19).

Egzorcyści posługiwali się zwykle różnymi magicznymi zaklęciami, by skłonić złe duchy do opuszczenia opętanego. Uczniowie byli więc zdumieni natychmiastową skutecznością imienia Jezusa.

Chociaż teksty, które przytacza się zwykle jako odnoszące się do upadku szatana (Iz 14; Ez 28), w swoim kontekście nawiązują jedynie do królów podających się za bogów, to jednak w wielu żydowskich tradycjach pojawia się wiara w upadek aniołów (szczególnie w oparciu o Rdz 6,1-3). Kontekst i czas niedokonany greckiego czasownika („widziałem”) mogą jednak sugerować, że chodzi tutaj o coś całkiem innego: wycofanie się samozwańczego władcy tego świata (Łk 4,6) przed przedstawicielami Jezusa. (Według tradycji żydowskiej, anioł stróż Egiptu został wrzucony do morza, gdy Bóg uderzył Egipcjan, broniąc Izraela. Obraz strącenia z nieba nie był zwykle rozumiany dosłownie, np. Lm 2,1).

Działalność Jezusa i jego Kościoła wiedzie do pokonania mocy zła. Ochrona, jaką obiecuje Jezus, jest podobna do tej, którą czasami obiecywał Bóg w Starym Testamencie (por. Pwt 8,15; Ps 91,13; na temat skorpionów jako metafory przeszkód stawianych przez ludzi na drodze czyjegoś powołania zob. Ez 2,6). Pojawiające się tutaj węże, czasami łączone z szatanem, złymi duchami lub magią, reprezentują zapewne zastępy diabelskie.

Łukasz pomniejsza entuzjazm uczniów z powodu sukcesów misyjnych, kładąc nacisk na bardziej trwały – fakt, że ich imiona są zapisane w niebie.


DWUDZIESTA TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 14,25-33

W tym fragmencie, Łukasz ponownie wykłada warunki uczniostwa. (Zob. 9,23-27.57-62). W przeciwieństwie do 14,16-24, w którym kładzie się nacisk na absolutną dobrowolność Bożego daru wybrania, Łukasz opisuje odwrotną stronę wybrania – przyjęcie go całym sercem przez uczniów.

Żądanie, by wszyscy uczniowie Jezusa wyżej cenili potrzebujących od tych, którzy mogliby odwzajemniać ich życzliwość (Łk 14,7-24), pozbawia ich prawa do społecznego poważania. Za cenę naśladowania Jezusa należało zrezygnować z aprobaty rodziny (Łk 14,26) lub jakiegokolwiek majątku (Łk 14,33) i pójść za głosem Bożego powołania, które rozbrzmiewa w potrzebach świata.

„Nienawiść” pełni rolę hiperboli, czyli semicki sposób powiedzenia „miłujcie mniej” (Mt 10,37), osłabia to obraźliwy charakter wypowiedzi w społeczności, w której oddawanie czci rodzicom było uznawane faktycznie za najwyższy obowiązek i gdzie rodzinę uważano za największą radość człowieka. Nauczyciele zwykle domagali się od uczniów szczególnego szacunku i miłości, lecz w tradycji żydowskiej jedynie Bóg otwarcie wymagał takiego całkowitego poświęcenia, jakiego żąda tutaj Jezus (Pwt 6,4-5).

W r. 27 po Chr. zawalił się źle zbudowany amfiteatr, grzebiąc pod gruzami około 5000 osób. Przypadki zawalenia się niedokończonych lub źle skonstruowanych budowli były powszechnie znane. Kluczowym punktem jest tu wstyd budowniczego w społeczeństwie wysoko ceniącym honor. Herod Antypas przegrał wojnę z innym wasalem Rzymu, wiec przykład nierozumnej ryzykownej wojny powinien być zrozumiały dla słuchaczy Jezusa. Główna myśl (podobnie jak w Łk 14,28-30): należy zapoznać się z kosztami, podejmując decyzję zostania uczniem Jezusa (por. Prz 20,18; 24,6).

Esseńczycy oddawali cały swój majątek wspólnocie. Niektórzy radykalni greccy filozofowie głosili podobna naukę. Jednak główny nurt wczesnego judaizmu (a tym bardziej społeczeństwo grecko-rzymskie) odrzucał taką postawę jako przejaw fanatyzmu. Judaizm podkreślał znaczenie dobroczynności, lecz nie wyzbywanie się majętności. Uczniowie Jezusa nie wyrzekli się majątku, lecz dzielili się ze sobą wszystkim co posiadali. Mimo to Jezus byłby postrzegany jako jeden z radykalnych nauczycieli, twierdził, że ktokolwiek ceni majątek bardziej od ludzi i gromadzi go, zamiast zaspokajać potrzeby innych, nie może być Jego uczniem.

Naśladowcy Jezusa nie mogą się cofnąć przed żadną ofiarą, której się od nich zażąda, lecz muszą dotrwać do końca, nawet gdyby miało to oznaczać oddanie całego majątku.


DWUDZIESTA DRUGA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 14,1.7-14

Pobyt Chrystusa w Perei, za Jordanem, stał się okazją (było to już w trzecim roku publicznej działalności) do zaproszenia na ucztę mistrza z Nazaretu przez jednego z wybitnych faryzeuszów. Uczestnictwo w świątecznym obiedzie szabatowym (zaproszenie było przecież nieszczere, chodziło bowiem ciągle o publiczne skompromitowanie nauczyciela) posłużyło Chrystusowi do wygłoszenia nauki na temat skromności i pokory. Był bowiem zwyczaj, że uczonych przemawiających na nabożeństwach synagogalnych, a także wybitnych interpretatorów Tory (=prawa) zapraszano na wspólne uczty po odbytej liturgii. Rzecz jasna, pojawiała się wtedy sprawa precedencji: nie zawsze bowiem było całkiem jasne, komu przyznać honorowe miejsce przy stole. Podobnie jak w synagodze przy szafie ze świętymi zwojami: tu też były miejsca bardziej i mniej ważne. Kto był bliżej szafy, był ważniejszy. O te miejsca pomiędzy lokalnymi faryzeuszami – notablami toczyła się zacięta rywalizacja. Przenosiła się ona potem do domów prywatnych, na uczty następujące po nabożeństwach. Chrystus gasi ów brak skromności i pychę (tematy pierwszego czytania) kończąc naukę obiegowym przysłowiem.


DWUDZIESTA PIERWSZA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 13,22-30

Do powszechności zbawienia nawiązują zebrane przez Łukasza różne wypowiedzi Zbawiciela. Rozmaite miejsca głoszenia prawdy Bożej podawane w pierwszym czytaniu w ewangelii są określane ogólnie: „ze wschodu i z zachodu, z północy i południa”. Chrystus mówi o odrzuceniu tych, którzy zbyt dufni byli w swoje wybraństwo oparte na więzach etnicznych. Uważali się za pierwszych – jak faryzeusze- a innymi pogardzali. Tymczasem w Królestwie Bożym mogą być ostatnimi. Pointa wypowiedzi Jezusa była prawdopodobnie jakimś obiegowym przysłowiem palestyńskim i należy ją rozumieć jako przeciwstawienie wybranego narodu poganom, którzy ochotnie przyjęli orędzie Zbawiciela.


DWUDZIESTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,49-53

W ewangelii Chrystus mówi o swoim posłannictwie i o jego skutkach: „Ogień”, o którym mowa, to – według Ojców Kościoła – Duch św. działający w duszy chrześcijanina. „Chrzest”, któremu ma być poddany Jezus, to Jego Męka i śmierć. W ewangelii wielokrotnie tak właśnie nazwane jest ukrzyżowanie Chrystusa. Gdy Jakub i Jan, synowie Zebedeusza pragnęli zaszczytów i stanowisk w Królestwie Jezusa, On im odpowiedział: „Kielich, który ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej” (Mk 10,30-40). Tego chrztu doświadczyli apostołowie, gdy kolejno oddawali życie za Chrystusa. W dalszym ciągu swej wypowiedzi mówi Zbawiciel o rozłamie, którego dokona wśród ludzi Jego przyjście. Rozłam ów przebiegał będzie nawet przez rodziny, w których jedni opowiedzą się za Chrystusem, drudzy przeciwko Niemu. Tragiczne szczególnie owe rozdziały – jak zaświadczają pisarze wczesnochrześcijańscy – były w pierwszych wiekach. Chrześcijanie muszą nieustannie dokonywać wyboru pomiędzy tym co jest im najbardziej bliskie na ziemi, a wiernością wobec Chrystusa i Jego ewangelii.


DZIEWIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,32-48

We fragmencie dzisiejszej ewangelii dominuje jeden temat: wezwanie do czujności związane z niepewnością ludzkiego życia. Ten główny temat swego nauczania Pan Jezus przedstawia tu w trzech przypowieściach: o sługach czuwających, o czujnym gospodarzu i o złych i dobrych sługach (w tej przypowieści niektórzy badacze upatrują kilka oddzielnych pouczeń zebranych przez redaktora ewangelii w jedną grupę). A oto realia owych przypowieści: w pierwszej: „niechaj biodra wasze będą przepasane…” – biodra przepasywano w trzech przypadkach: w czasie marszu, w czasie pracy – by szata nie była za długa, i dla wykazania gotowości do usług. W czasie ostatniej wieczerzy widzimy Zbawiciela przepasującego się dla służby, dla obmycia nóg. Mamy tu też rzymski podział nocy przyjęty ze zwyczajów wojskowych, mianowicie cztery straże po trzy godziny każda. Przypowieść o czujnym gospodarzu: realia: „nie dałby podkopać domu swego” – w istocie, w tekście greckim mowa jest, iż nie dałby przebić ściany domu swego. Biblia Tysiąclecia i ks. Romaniuk przekładają: „nie pozwoliłby włamać się do swego domu”. Domy palestyńskie z gliny miały ściany bardzo kruche, stąd łatwo było je przedziurawić. Przypowieść trzecia: na całym biblijny Wschodzie znana była instytucja dozorców, przełożonych sług, na ogół funkcję tę spełniali słudzy wyróżniający się wiernością dla swego Pana.


OSIEMNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 12,13-21

Starożytne prawa rodzinne skodyfikowane w Księdze Powtórzonego Prawa (21,10-21) nakazywały między innymi równy podział majątku po ojcu pomiędzy synami. Tylko syn pierworodny otrzymywał dwie części. Uprawnienia pierworodnych oraz prawa pozostałych synów dokładnie były skodyfikowane (zresztą w sposób prawie identyczny) nie tylko w Izraelu, ale także u Asyryjczyków i Babilończyków. U tych ostatnich słynny Kodeks Hammurabiego dozwalał na przykład ojcu, jedynie za życia, nigdy w testamencie, na specjalne obdarowanie któregoś z umiłowanych synów. Przy wielodzietności (a nawet w poligamii) na Wschodzie prawa te miały swój głęboki sens. Najprawdopodobniej w jakiejś kwestii związanej z interpretacją owych praw – „nauczycielu, powiedz bratu memu, aby się ze mną podzielił majątkiem” – zwrócił się ewangeliczny młodzieniec do Chrystusa. Zbawicielowi ów konkretny przypadek posłużył do nauki wygłoszonej w formie przypowieści o złudności wszelkich dóbr materialnych i wszelkich bogactw. Komentując ową prośbę młodzieńca, św. Augustyn zapisał: „Prosił o pół dziedzictwa na ziemi, a Pan mu całe ofiarował w niebie. Więcej Pan dawał, niż on prosił” (Sermo 107, PL 38,628).


SIEDEMNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 11,1-13

Zwróćmy uwagę na jedno słowo, początkowe „Ojcze” czyli aramejskie abba. Określenie to jest właściwie nieprzetłumaczalne na język polski. Rozumieli to doskonale greccy autorzy Nowego Testamentu, którzy w wielu miejscach pozostawili oryginalne aramejskie abba w greckim tekście swych dzieł (Por. Mk 14,46; Rz 8,15). Abba było to familiarne zawołanie dzieci żydowskich, jakim zwracały się do swych rodzonych ojców, wyrażając w nich całe swoje zaufanie, miłość, radość. Najbliższe aramejskiemu abba jest nasze „tatusiu”, lub bardziej dorosłe „drogi tato”. Przed Chrystusem żaden Izraelita nie zwracał się w ten sposób do Boga. Jest to tytuł absolutnie oryginalny i wyjątkowy, wprowadzony dopiero przez Jezusa. Wybitny egzegeta protestancki J. Jeremias pisze w związku z tym: „Modlitwy żydowskie pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem nie dostarczają w tym względzie żadnych analogii. Ani w modlitwach liturgicznych, ani w całym ogromnym skarbcu modlitw starożytnego judaizmu nie ma ani jednego przykładu wezwania, w którym zwracano by się do Boga słowem „abba”. Nazwanie Boga imieniem tak poufałym jak abba – dodajmy- wskazuje, iż Chrystusowi chodziło o uświadomienie, kim jest rzeczywiście Bóg dla człowieka. Dzięki pouczeniu Zbawiciela możemy wzywać Stwórcę tak prosto, intymnie i bez strachu: abba, czyli Ojcze bardzo drogi; najlepszy i niezawodny opiekunie; Ojcze do którego mamy bezgraniczne zaufanie. Odmawiając nasze codzienne „Ojcze nasz” pamiętajmy, że w oryginalnym pouczeniu Chrystusa zostało w tym właśnie miejscu użyte wspaniałe, jedyne i nadzwyczajne zawołanie – abba. I przeżyjmy wielkość otrzymanego daru.


SZESNASTA  NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,38-42

Z rodzeństwem z Betanii: Łazarzem, Marią i Martą Jezus pozostawał w zażyłej przyjaźni. Bywał i zatrzymywał się tam wielokrotnie. Widzimy Chrystusa płaczącego po śmierci swego przyjaciela – Łazarza. Jakże wielką rzeczą musi być przyjaźń ludzka, skoro potrzebna była samemu Synowi Bożemu. Marta była starszą siostrą Marii, gdyż o tej  pierwszej notuje Łukasz, że przyjmowała Chrystusa w „swoim domu”. Imię „Marta” znaczy dosłownie w aramejskim „Pani”. To samo znaczenie coraz częściej etymologowie nadają i hebrajskiemu imieniu „Maria” (dosłownie Miriam). Warto zauważyć, że często przeciwstawiano sobie Martę i Marię na podstawie wypowiedzi Chrystusa, że „Maria najlepszą cząstkę obrała”. Widziano tu także niejednokrotnie pochwałę i wyższość życia kontemplacyjnego nad aktywnym. Niestety takie tłumaczenie jest błędne, a przynajmniej nieścisłe. Grecki oryginał nakazuje nam tłumaczyć: „Maria dobrą cząstkę wybrała”. A zatem – chciał Chrystus powiedzieć – i Maria nie jest gorsza od ciebie, Marto. Trwa bowiem i słucha Słowa Bożego, które jest prawdziwym pokarmem człowieka. Słowa: „Marto, Marto, troszczysz się o wiele, a przecież jednego tylko potrzeba” rozumieją egzegeci, jako wezwanie do skromności w posiłkach. Chrystus zdaje się mówić – że wystarczy tylko jedna potrawa, cokolwiek, by Go przyjąć. To On raczej ma obfity pokarm, Słowo Boże, którego trzeba słuchać.


PIĘTNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,25-47

W Jerycho posiadały swe rezydencje liczne rodziny kapłańskie, zdarzało się często, że drogę przemierzali kapłani i lewici. A droga ta – z Jerozolimy do Jerycha – kręta, górzysta i coraz bardziej obniżająca się (ku depresji Jordanu, stąd ewangelista notuje, że człowiek zstępował) pełna była załomów, zakamarków i nisz skalnych, stąd stwarzała dogodne warunki dla działalności wszelkiego rodzaju opryszków, rzezimieszków i w ogóle ludzi trudniących się ciemnymi interesami. Przypowieść Chrystusa stawia drastyczną kwestię społeczną, jaką była sprawa Samarytan. Samaria w czasach Chrystusa była niewielką prowincją – między Galileą i Judeą – zamieszkałą przez ludność etnicznie obcą żydom. Samarytanie byli potomkami ludów azjatyckich (Izbadydów, Marsimaniów, Elamitów, Kutejczyków), które Asyryjczycy przesiedlili w VIII wieku na te tereny, w czasie hegemonii Asyrii na Wschodzie. Ludy te, zamieszkane częściowo z ludnością izraelską, stworzyły z czasem oddzielną nację – Samarytan. Gdy po edykcie Cyrusa Perskiego (538) Izraelici – przesiedleni przez Babilończyków nad Tygrys i Eufrat – wrócili z niewoli do ojczyzny, rozpoczęła się odbudowa (choć w skromniejszych rozmiarach niż Salomonowa) Świątyni, zniszczonej przez Nabuchodonozora Babilońskiego (586). Do pracy tej zgłosili akces i Samarytanie, jednak ich oferta została wzgardliwie odrzucona przez Zorobabela (przywódcę tego okresu) i starszyznę żydowską. To zwiększyło jeszcze – trwającą i tak od blisko dwóch wieków – niechęć Samarytan do Żydów. Niechęć ta przerodziła się w nienawiść, gdy przywódca Samarytan Manasses wybudował na górze Garizim w Samarii (druga święta góra Samarytan do Ebal) osobną świątynię (424 r.: do czasów Chrystusa nie przetrwała). Było to formalne zerwanie z kultem jerozolimskim (i tak do tego czasu luźnie ze względu na politeistyczne dewiacje Samarytan) i równało się schizmie religijnej. Nienawiść pogłębiała się, zwłaszcza poprzez utrudnienia, jakie Samarytanie stwarzali pielgrzymom podążającym z północy, z Galilei, do Judei, do Jerozolimy, do świątyni. Droga wiodła przez Samarię, którą wędrowcy przebywali w pośpiechu (35-40 km) jednego dnia. Zdarzało się nawet, jak pisze Józef Flawiusz, że gdy Żydzi byli w drodze do świątyni, „niektórzy mieszkańcy wsi Ginae, leżącej na pograniczu Samarii napadali na nich i wielu zabili” (Ant. 20,6,1). W czasach Chrystusa nazwanie żyda Samarytaninem uchodziło za najwyższą obelgę (J 8,48). Żydzi unikali Samarytan, tak samo jak pogan (J 4,9). Znane było przezwisko: „pies samarytański”. W takim to kontekście wygłoszona przez Chrystusa pochwała Samarytanina była czymś odrażającym dla wychowanych w nienawiści słuchaczy Jezusa. Przypowieść zatem to jedna z Chrystusowych prób zerwania z ciasnym nacjonalizmem religijno-narodowym – jutrzenka uniwersalizmu zbawczego obejmującego wszystkie narody. Uczony w Prawie z trudem podejmował sens przypowieści Chrystusa, gdyż na pytanie Zbawiciela, który z trzech okazał się bliźnim, odpowiada opisowo: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. W ten sposób uczony zachowuje się dalej zgodnie z przepisem, który samo wymówienie słowa „Samarytanin” poczytywał za obrzydliwą nieprzyzwoitość.


CZTERNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 10,1-9 /wersja krótsza/

„Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” – dziwna ta przestroga, który wyjaśni się, gdy uświadomimy sobie, że powitania na Wschodzie miały i mają ściśle określony rytuał. Obrazą byłoby, by przy powitaniu nie zapytano szczegółowo o zdrowie – i to z osobna – każdej córki i syna, żony, krewnych i powinowatych, o stan trzód, dobytku i interesów, o zmartwienia, nieszczęścia, plany i zamierzenia. Co gorsza, witany – zagadywany uważał za swój obowiązek grzecznościowy w najdrobniejszych szczegółach informować spotkanego o tych sprawach. Tak więc powitania przeradzają się nierzadko w gawędy, rozmowy – przenoszą się z ulic do domów i tawern przydrożnych, dopełniają się przy kuflach wybornego wina, mocnej kawie i w oparach tytoniowego dymu, ja to ma miejsce nierzadko i dziś. A że na Wschodzie nigdy, nigdzie i nikomu się nie spieszy, przeto powitania są częścią składową codziennego życia. Chrystus mówi – nawiązując do realiów: „Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie”, czyli nie traćcie czasu przeznaczonego na głoszenie Jego nauki.


TRZYNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 9,51-62

Dzisiejszy fragment stanowi początek drugiej części Ewangelii według św. Łukasza (9,15-19,27), której głównym motywem jest podróż Jezusa do Jerozolimy. Ona właśnie tworzy geograficzno-teologiczne ramy, w których dokonują się poszczególne wydarzenia, opisane w tych rozdziałach. Początek podróży naznaczony jest dwoma epizodami: o niegościnnych Samarytanach (ww. 51-56) i o trzech naśladowcach Jezusa (ww. 57-62). Pierwsza scena podkreśla zdecydowanie Jezusa w podjęciu drogi, która zaprowadzi Go do Jerozolimy – miejsca Jego ostatecznego przeznaczenia, gdzie dokona się Jego śmierć i zmartwychwstanie. Jego uczniowie, uprzedzając wydarzenia w Jerozolimie, pragną, aby postąpił On wobec niegościnnych Samarytan jak Eliasz, który zrzucił ogień na żołnierzy, chcących go pojmać (2Krl 1,10-12). Ale Jezus karci ich, wskazując, że Jego droga jest drogą miłosierdzia, a nie zniszczenia. Druga scena traktuje o warunkach bycia uczniem Jezusa. Naśladowanie Jezusa oznacza przyjęcie wszystkich uwarunkowań Jego życia, posługi i przeznaczenia. To zaś wzywa każdą osobę chcącą pójść za Jezusem do poświęcenia swego osobistego bezpieczeństwa (ww. 57-58), synowskich obowiązków (ww. 59-60) i rodzinnych uczuć (ww. 61-62).


DWUNASTA NIEDZIELA ZWYKŁA Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 9,18-24

Przed nastaniem Mesjasza oczekiwano szeregu figur eschatologicznych, które miały Mu przygotować miejsce i pole działalności. Rabini mówili, że przyjdzie przedtem Eliasz. Byli tacy, którzy utrzymywali, iż sam Eliasz też będzie miał swego poprzednika. Istniała nadto tradycja o przyjściu nienazwanego z imienia proroka, który miał być również prekursorem Mesjasza. Z czasem owego proroka niektórzy uczeni w Piśmie utożsamiać poczęli z Jeremiaszem.
Te wielkie postacie Starego Testamentu zapowiadały swym życiem i działalnością Osobę Mesjasza. Dlatego to pisarze nowotestamentalni widzą w Jezusie Chrystusie Nowego Adama (zwłaszcza Paweł), Nowego Mojżesza (najbardziej Jan). Drugiego Dawida (przede wszystkim Mateusz), a także Nowego Salomona, Drugiego Jonasza i Jeremiasza. Spośród Bożych mężów Starego Testamentu szczególnym prestiżem cieszył się wielki prorok Eliasz. Prorok ten działający za czasów bezbożnego Króla Achaba (873-854) i jego pogańskiej małżonki Jezabel, córki fenickiego Króla Etbaala, wsławił się szczególną gorliwością w obronie czystości wiary monoteistycznej, do której za dopuszczeniem królewskiej pary przenikać poczęły elementy kultu kananejskiego bożka Baala. Pełne zasług życie Eliasza uwieńczone zostało cudownym jego przejściem z ziemi do nieba (por. 2 Krl 2,1-11). Stąd zawsze w tradycji starotestamentalnej oczekiwano powrotu Eliasza na ziemię w czasach mesjańskich, którego celem miało być odnowienie narodu i przygotowanie go na przyjście Zbawiciela. Do utrwalenia owej tradycji przyczynił się przede wszystkim działający w V wieku prorok Malachiasz, w którego księdze czytamy: „Oto poślę wam proroka Eliasza” (Mi 3,23).
Wyrazem oczekiwań na powrót Eliasza jest także tekst Księgi Syracydesa, w którym mędrzec tak mówi o proroku: „ O tobie napisano, że jesteś zachowany na wyznaczony czas, aby przed nadejściem Dnia Jahwe ukoić gniew, aby serca ojców skierować ku synom i przywrócić świętość pokoleń Jakuba” (Syr 48,10). Kult Eliasza ożywił się bardzo w czasach nowotestamentalnych, zwłaszcza zaś w związku z działalnością Jana Chrzciciela.

Zastanawiano się, czy nie jest on czasem oczekiwanym Eliaszem. Oficjalna zwierzchność synagogi jerozolimskiej wysłała nawet do Jana delegację z zapytaniem: „Czy ty jesteś Eliaszem? On zaś odrzekł: Nie jestem” (J 1,21). Potem z kolei podejrzewano, że to Mistrz z Nazaretu jest Eliaszem, który miał przyjść. Dlatego na pytanie Pana Jezusa: „Za kogo uważają mnie ludzie” (Mk 8,27) pada odpowiedź: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków” (Mk 8,28).
Podobnie i Herodowi niektórzy mówili o Jezusie: „To jest Eliasz” (Mk 6,15). Z analizy wszystkich trzydziestu wzmianek o Eliaszu w Nowym Testamencie wynika, że funkcję Eliasza – przygotowanie narodu na przyjście Zbawiciela – spełnił Jan Chrzciciel, który działał „w mocy i duchu Eliasza” (Łk 1,17). Natomiast Pan Jezus jest Nowym Eliaszem, tak jak jest Nowym Mojżeszem, Dawidem i Adamem. Dlatego na Górze Przemienienia widzimy obok Jezusa Mojżesza i Eliasza. Dwaj ci prorocy swym życiem i działalnością zapowiadali Mesjasza, ale Jezus w o wiele większym stopniu jest jednym i drugim z nich. Ukazywanie Jezusa jako Nowego Eliasza jest szczególnym dorobkiem teologii św. Łukasza.


UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCYKomentarz do Ewangelii, rok C – J 16,12-15

Chrystus objawia nam tajemnicę Boga. On ukazuje Ojca, który wszystko stworzył i posyła Ducha świętego. Wysławiamy Boga Trójjedynego, w którego życie zostaliśmy włączeni w chwili chrztu.
W pierwszym czytaniu w sposób niewyraźny objawiona została tajemnica drugiej Osoby Boskiej. Z perspektywy Nowego Testamentu widzimy, że w tym natchnionym tekście wyraźnie mowa jest o Chrystusie – Mądrości Bożej. W drugim czytaniu św. Paweł mówi o dziele Syna – usprawiedliwieniu, którego skutkiem jest pokój z Ojcem – pierwszą Osobą Trójcy. Mówi też o działalności Ducha św., który utwierdza w nas miłość ku Bogu i człowiekowi. Ta nauka o Trójcy Przenajświętszej ma podstawę w samych wypowiedziach Chrystusa. We fragmencie Modlitwy Arcykapłańskiej – czytanym dziś – Zbawiciel mówi wyraźnie o sobie, Ojcu i Duchu św. – Duchu Prawdy.


NIEDZIELA ZESŁANA DUCHA ŚWIĘTEGO Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,17-23

„Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia” – to znaczy w pierwszy dzień po szabacie, czyli w niedzielę, w dniu swego Zmartwychwstania ukazał się Chrystus zgromadzonym w Wieczerniku Apostołom. To już piąte pojawienie się Pana w tym dniu. O świcie ukazał się Marii Magdalenie (J 20,14-17) i niewiastom, potem Piotrowi (Łk 24,33-35; 1 Kor 15,4). Po południu dwom uczniom w drodze do Emaus (Łk 24,13-32). A teraz wieczorem ukazuje się zebranym w Wieczerniku Apostołom. Zebrani otrzymują misję apostolską odpuszczenia grzechów. Misja ta zakotwiczona jest w misji samego Chrystusa, który też został posłany przez Ojca. Tradycja chrześcijańska od początku i nieprzerwanie upatruje w tych słowach ustanowienie sakramentu pokuty. Słowa Chrystusa znalazły się w definicji dogmatycznej Soboru Trydenckiego na temat sakramentu pokuty. Zmartwychwstały pozdrawia uczniów uroczystą formułą hebrajskiego powitania „Pokój wam” Hebrajskie szalom (= pokój) ma zakres bardzo szeroki i oznacza wszelkie dobra, potrzebne człowiekowi do jego harmonijnego rozwoju.

W Niedzielę Zesłania Ducha św. mamy wysławiać Boga z całe dzieło paschalne Chrystusa. Radujemy się darem zmartwychwstałego Pana, przez które Bóg nieustannie odnawia oblicze ziemi i nasze serca. Prosimy, aby Duch św. napełnił nas swoimi darami dla dobra Kościoła i świata.


WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 24,46-53

Benedykt XVI zauważa, że uczniowie wracają z radością, ponieważ «nie czują się opuszczeni. Nie myślą, że Jezus odszedł od nich daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie. Są najwidoczniej pewni Jego nowej obecności. Radość uczniów po „wniebowstąpieniu” koryguje nasz obraz tego wydarzenia. „Wniebowstąpienie” nie jest odejściem do jakiejś odległej strefy kosmosu; jest ono trwałą bliskością, której uczniowie mają tak głębokie doświadczenie, że rodzi się z niego nieprzemijająca radość». Jednocześnie są radośni, ponieważ są świadomi wielkiego dobra, które owo Wniebowstąpienie niesie ze sobą dla całej ludzkości, która w Chrystusie jest powołana do uczestniczenia w chwale boskości. Dlatego, mówi św. Leon Wielki, «kiedy Pan wstępował na wysokości niebios, oni nie tylko że nie odczuwali smutku, ale wprost przeciwnie, zostali napełnieni wielką radością. Zaiste, niewypowiedzianie wielki był to powód do radości, gdy wobec tłumu świętych natura ludzka wznosiła się do najwyższej godności ponad wszystkimi stworzeniami niebios, wyniesiona ponad chóry aniołów i wszelką wspaniałość archaniołów, nie znajdując na najwyższych stopniach kresu swego wstępowania – zajmując w końcu miejsce przy Ojcu przedwiecznym. I razem z Nim zasiada ona na tronie Jego chwały, bo w Synu Bożym została zjednoczona z Jego naturą». Wniebowstąpienie Jezusa ożywia naszą nadzieję uczestniczenia również w pełni życia razem z Bogiem w chwale niebieskiej.


SZÓSTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 14,23-29

W Ewangelii mamy niepokojące zdanie: „Ojciec jest większy ode mnie”. Wierzymy przecież z innych wypowiedzi natchnionych, że Chrystus jest równy Ojcu: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy – kto widzi mnie, widzi i Ojca”. Tu Chrystus chce powiedzieć, że jest mniejszy od Ojca ale jako człowiek, a to przez wyniszczenie (= mękę i śmierć). Jego chwała jako Boga została pomniejszona. Chce przygotować uczniów („powiedziałem wam to wcześniej”), by gdy będzie poniżony i wyśmiany, znieważony i ukrzyżowany, by i wtedy widzieli w Nim Boga.


PIĄTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 13,31-33a.34-35

Jezus zwraca się przy Ostatniej Wieczerzy z głęboką miłością do swoich uczniów. Judasz już wyszedł, a Zbawiciel mówi do pozostałych jedenastu: teknia – tj. greckie wyrażenie pełne czułości i troski, jak gdyby Jezus przez nie pragnął osłabić tragizm zbliżającej się rozłąki. Zbliżającą się mękę nazywa już „chwałą”. Rzecz to szczególnie charakterystyczna dla ewangelii Janowej, w której triumf Jezusa nie dokonuje się dopiero w zmartwychwstaniu, ale już w męce. Zbawiciel nakazuje uczniom wzajemną miłość. „Tak jak ja was umiłowałem”. W ostatnim czasie egzegeci zwrócili uwagę na możliwość podwójnego tłumaczenia partykuły kathos: porównawczo i przyczynowo: „tak jak” i „ponieważ”. Przy dawniejszym tłumaczeniu, jakie mamy w tekście, mowa jest o Chrystusie jako wzorze do naśladowania. Mamy miłować na Jego miarę. W tłumaczeniu przyczynowym – przez „ponieważ” wymowa tekstu wydaje się – jak podkreślają badacze – znacznie głębsza: miłowanie staje się ścisłym obowiązkiem chrześcijanina, wewnętrznym nakazem, imperatywem moralnym. My nie możemy miłować lub nie miłować, nie jest to dla nas chrześcijan sprawa dowolna. My musimy miłować, skoro jesteśmy Jego uczniami, ponieważ On nas umiłował.


CZWARTA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C  – J 10,27-30

Obraz owczarni tak bliski semickiej mentalności raz po raz powraca w nauczaniu Chrystusa. Najpiękniejszy wyraz dał jej Jezus w przypowieści o Dobrym Pasterzu (J 10,1-18). Zbawienie jako owczarnię zgromadzoną wokół jednego pasterza ukazywali już prorocy Starego Testamentu – Ezechiel (Ez 34,23-26), Jeremiasz (Jr 23,3; 31,10) czy Micheasz (Mi 2,12). Zapowiadali oni, że sam Jahwe będzie pasterzem swego ludu. Dokonało się to w Jezusie Chrystusie, a pełnię swą osiągnie w wieczności, gdy Kościół – jak to ukazuje wizja Janowa w drugim czytaniu zawarta – zgromadzi się wokół triumfującego Baranka.

 Niedziela Dobrego Pasterza to dziękczynienie za Tego, który służy w Kościele i przez Kościół. Jest to dzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne do pasterskiej służby w Kościele Chrystusa. 


TRZECIA NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii, rok C – J 21,1-19

W Ewangelii scena przekazana tylko przez Jana. Dwa kilometry na zachód od Kafarnaum miało miejsce owo wydarzenie. Dziś jest tam miejscowość Tabga, a w niej – tuż obok brzegu jeziora niewielka świątynia, w której pokazują skałę – właśnie ową, na której Jezus przygotowywał uczniom śniadanie. Jezus ukazuje się uczniom jako ich dawny nauczyciel, ale jednocześnie inny – pełen władzy i mocy Pan, Zwycięzca, Bóg. Jakże wzruszające jest to, że i wtedy troszczy się o ich codzienna potrzeby – przygotowuje im śniadanie. W majestacie przyrody, a jednocześnie wśród codzienności (połów ryb, zwyczajna praca, posiłek) następuje najważniejszy akt dokonany przez Zmartwychwstałego – nadanie Piotrowi władzy pasterskiej nad całym Kościołem. Zapowiedział ją Jezus pod Cezareą Filipową (Mt 16,18): „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego. Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej skale zbuduję Kościół mój (…). Teraz nad Jeziorem Genezaret wypełniają się te słowa. Piotr otrzymuje najwyższą władzę pasterską, władzę służby ludowi Bożemu – „Paś baranki moje (…) paś owce moje”. To władza prymatu, która od Piotra przechodzi na każdego biskupa rzymskiego – papieża. Tak trwa do naszych czasów. Łączność z biskupem Rzymu – papieżem była zawsze sprawdzianem przynależności do Kościoła. I dziś żywa jest dla nas odwieczna zasada: Ubi Petrus, ibi Ecclesia = Gdzie Piotr tam Kościół.


DRUGA NIEDZIELA WIELKANOCNA – Niedziela Miłosierdzia Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,19-31

 Rano Pan ukazał się u grobu Marii Magdalenie. Po południu ukazał się dwom idącym z Jerozolimy do odległego o 11 km Emaus. A wieczorem ukazuje się pozostałym zgromadzonym w Wieczerniku Apostołom, bardzo zatrwożonym o swoje losy. Wśród zgromadzonych nie było Tomasza zwanego Didymosem. Didymo to greckie tłumaczenie aramejskiego Theoma, co znaczy „Bliźniak”. Niewiara Tomasza nadała ewangelicznej scenie głębię prawdy i usankcjonowała wszystkie nasze zwątpienia, niepokoje i załamania. Tomasz, jak utrzymuje tradycja kościelna, poniósł śmierć męczeńską w Indiach, w Kalamina i pochowany został w Mailapur (przedmieścia dzisiejszego Madras). Relikwie jego po wielu translokatach (Odessa, wyspa Chios) znajdują się obecnie w Ortonie, we Włoszech. Jezus ukazując swe rany odniesione przy ukrzyżowaniu chce uczniów przekonać, że nie jest zjawą, czy duchem, ale tym samym identycznym Jezusem, którego znali przed śmiercią krzyżową. Scena ta zadaje kłam modnej ongiś (pod koniec ubiegłego stulecia) hipotezie wizji, która głosiła, że uczniowie mieli jedynie widzenia subiektywne, a nie rzeczywiste Zmartwychwstałego Jezusa. Skrajny protestantyzm i modernizm, który przyjmował hipotezę wizji, tłumaczył chrystofanie opisane w ewangeliach jak przejaw psychicznego napięcia, wyobraźni i ekstazy. Współczesna psychologia religii zdecydowanie odrzuca jako nieracjonalne takie tłumaczenie chrystofanii. Zresztą dla każdego nieuprzedzonego czytelnika ewangelii identyczność Jezusa Zmartwychwstałego z historycznym jest oczywista. Przy okazji wszakże warto zauważyć, jak niejednokrotnie własne założenia i uprzedzenia przekładane nad obiektywną wymowę historycznego tekstu ewangelicznego prowadzą ludzi do wniosków zgoła fantastycznych. I jakkolwiek nikt poważny nie „odgrzewa” tamtej hipotezy – o wizji, to jednak tu i ówdzie pojawiają się jej zwolennicy, przedstawiając ją jako coś możliwego. Warto wiedzieć, że prawdziwa nauka odłożyła ja dawno do lamusa.


NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO – WIELKANOC – Komentarz do Ewangelii, rok C – J 20,1-9

Pierwszego dnia po szabacie, czyli w niedzielę, przychodzi do grobu Maria Magdalena, w której tradycja upatruje jawnogrzesznicę. Zobaczyła odsunięty kamień, który zgodnie z palestyńskimi zwyczajami zatykał wejście grobowca. Grobowce były na ogół obszernymi pieczarami (3 na 4 metry) poprzedzonymi jeszcze  przedsionkami, z których prowadziło  przejście do właściwej niszy grobowej. Ten właśnie pusty grób, w połączeniu z wieloma chrystofaniami Chrystusa właśnie „owego pierwszego dnia po szabacie”, wzbudził w uczniach niezłomną wiarę w rzeczywiste zmartwychwstanie Chrystusa. Zdaniem racjonalistycznego krytyka ewangelii Paulusa (XIX w.) Jezus był tylko w letargu, umarł pozornie i wyszedł z grobu po przebudzeniu się. Warto o tym wspomnieć, gdyż niekiedy spotykamy się z echem tych przebrzmiałych poglądów. Inny, mniej krytycznie nastawiony do ewangelii badacz, współczesny Paulusowi – Strauss (autor słynnego Das Leben Jezu – Życie Jezusa) widział absurdalność owej hipotezy pisząc: „Człowiek na wpół umarły, który z trudem wydostał się z grobu i z trudem poruszał się po ziemi, który potrzebował opieki lekarskiej i bandaży, nie mógł żadną miarą wzbudzić w uczniach przekonania, iż jest zwycięzcą śmierci i grobu; a to przekonanie było podstawą ich całej późniejszej działalności. Taki powrót do życia byłby tylko osłabił wrażenie, jakie Jezus wywarł na nich swym życiem i śmiercią; byłby je zakończył co najwyżej jakimś wspomnieniem, ale nigdy nie mógłby przemienić ich smutku w uniesienie, ani podnieść ich szacunku do uwielbienia i ubóstwienia”. Tak więc tylko rzeczywiste przyjęcie realności Chrystusowego Zmartwychwstania daje nam rozsądne wytłumaczenie natychmiastowego postępu i rozprzestrzeniania się ewangelii zaraz po zmartwychwstaniu, jak i całych późniejszych dziejów Kościoła.


NIEDZIELA PALMOWA –  Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 23,1-49

Poncjusz Piłat był rzymskim prokuratorem Judei w latach 26-36 po Chr. Miejsce na którym zasiadał (tzw. Litostrotos) w czasie wydawania wyroku na Chrystusa zostało zidentyfikowane przez archeologię (wykopaliska Vincenta). Herod, o którym mowa, to Herod z przydomkiem Antypas, brat Archelausa, a syn Samarytanki Maltake, czwartej żony Heroda Wielkiego. Herod Antypas panował w latach 4-39 po Chr.
Cyrena to ziemia na północy Afryki – dziś Libia. „Wysoka Rada” – to Sanhedryn Jerozolimski, najwyższa zwierzchność religijno-moralna w Izraelu.
Barabasz został uwolniony na podstawie tzw. Privelegium paschale (przywilej paschalny). Było zwyczajem, że prokurator rzymski (taka zresztą była praktyka i w innych częściach Imperium) w najbardziej uroczyste święto żydowskie (Paschę) wyświadczał ludowi jakąś specjalną łaskę, najczęściej było to ułaskawienie jakiegoś znacznego więźnia.
„Hosanna Synowi Dawida….” ” Okrzyki tych, którzy zostali nakarmieni, uzdrowieni, którym odpuszczona została wielka nieprawość, uzdrowieni i ci którzy zgodzili się pójść za Chrystusem. Ale z jeszcze większą mocą krzyczą: Na krzyż z Nim”.
Ewangelista przekazał wiele postaw ludzkich w obliczu męki Jezusa: zdrada, żal, współczucie, wyszydzenie, bojaźń, odwaga i inne. A Ty na jakim jesteś etapie słysząc lub czytając mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa?


5 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii, rok C – J 8,1-11

Dziś w ewangelii – po ubiegłej niedzieli o synu marnotrawnym – jedna z tych scen, które chwytają za serce: tyle w niej prawdy, ciepła, miłości i nadziei. Tyle pociechy dla nas wszystkich, którzy nie jesteśmy „bez grzechu”. A nie jest powszechnie wiadomym, że o ten wspaniały tekst, bez którego cała ewangelia byłaby jakże uboższa toczył się bez mała przez 4 wieki zażarty i bolesny spór. Oto bowiem Reformacja opierając się na fakcie, że perykopy tej nie poświadczają najstarsze znane mam manuskrypty (/słynne kodeksy jak Synaicki, czy Aleksandryjski) odrzuciła jej autentyczność, z tekstu wydań ewangelii usunęła i wiernym nie dozwoliła czytać. Zbyt wielka jednak stała powaga za autentycznością tego tekstu, by Kościół łatwo przystawał na takie zabiegi. Oto bowiem znają perykopę najstarsi pisarze kościelni tacy jak Ambroży, Hieronim /co szczególnie ważne, bo był znakomitym znawcą Pisma św./, czy Augustyn i cytują ją w swoich dziełach jak obecną w ewangelii Janowej. Co więcej znakomity historyk wczesnochrześcijański Euzebiusz z Cezarei (ok. 260-339) pisze, iż znał  ją i cytował uczeń św. Jana – bp Papiasz z Hierapolis (przełom I i II w.). W swojej Historii pisze Euzebiusz o Papiarzu: „Prócz tego przytacza on opowieść o niewieście, którą oskarżono przez panem o wiele grzechów” (III, 39,17). Wszystkie owe racje skłoniły Sobór Trydencki (1545 r.) do orzeczenia – wbrew Lutrowi- że perykopa, o której mówimy jest autentyczna i natchniona. Najnowsze badania potwierdzają to zdanie Soboru, dodając, że najprawdopodobniej opisał tę scenę któryś z uczniów Jana, a sam Apostoł włączył ją potem do tekstu swojej ewangelii. Podkreślić wypada, że w najnowszych wydarzeniach protestanckich już tekstu też się nie odrzuca i przyjmuje jego autentyczność. Warto podkreślić, gdyż świadczy to o dobrej woli naszych „braci odłączonych”.


4 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 15,1-3.11-22

 Dzisiejszą ewangelię krótko określił jeden ze współczesnych badaczy biblijnych powiadając, iż jest to ewangelia w ewangelii (A. Jülicher). Nic zatem dziwnego, że przypowieść ta przez wszystkie wieki poruszała wyobraźnię artystów, malarzy i muzyków, czego jeden z przykładów mamy w dziele H. Berlioza Syn marnotrawny. A przecież niedawno na naszych ekranach pojawił się film pod tym samym tytułem z J.P.Belmondo w roli głównej, gdzie na nowo powtarzały się wątki i cała finezja psychologiczna Chrystusowej przypowieści. Genialne uchwycenie  losu ludzkiego powtarzające się w tysięcznych biografiach: odejście, żal i przebaczenie płynące z miłości, która wszystko przetrzyma. Ileż w tej przypowieści jest niuansów! Jak chociażby ten, że brat starszy rozżalony nie mówi do ojca „brat mój” tylko „ten syn twój”. Jaka w tym głębia psychologii. Zwróćmy uwagę na dwa realia palestyńskie. Ojciec musiał oddać synowi młodszemu jedną trzecią majątku, gdyż wynikało to z ogólnie przyjętego prawa, nadanego jeszcze przez Mojżesza. Cały upadek syna, który roztrwonił „majątek z nierządnicami” widać również w tym, że przystał na hodowlę trzody chlewnej. Mówi bowiem Talmud: „Przeklęty człowiek, który hoduje wieprze”. Zresztą na Wschodzie, wśród muzułmanów panuje przekonanie, że wypas świń i ich hodowla jest dla człowieka całkowitą degradacją i specjalnym przekleństwem niebios.


3 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU –  Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 13,1-9

 Łukasz, skrzętny historyk, nawiązuje do dwóch rzeczywistych wydarzeń historycznych, które posłużyły Jezusowi do katechezy na temat pokuty i nawrócenia. Rzymski prokurator Judei (w latach 26-36 po Chr.) Piłat wielokrotnie doprowadzał do wybuchów niezadowolenia ludu. Raz nakazał wejść żołnierzom z godłami wojskowymi i wizerunkami cesarza do Jerozolimy, czym pogwałcił przywileje nadane Żydom jeszcze przez Juliusza Cezara. Innym razem te same godła kazał umieścić w pałacu królewskim Heroda, kiedy indziej znowu targnął się  na skarb świątynny, by w końcu dokonać masakry Samarytan na ich świętej Górze Garizim, co spowodowało jego dyspozycję i odwołanie do Rzymu. Łukasz wspomina o jednym z owych licznych wyczynów Poncjusza Piłata, gdy na terenie świątyni (gdzie  wstęp poganom był wzbroniony, co uwidaczniał specjalny napis na murze w trzech językach: hebrajskim, greckim i łacińskim) dokonał rzezi pielgrzymów składających ofiary. Dokonał tego zapewne pod byle pretekstem politycznym, trudno nam jednak dociec jakim, bo Łukasz nic na ten temat nie wspomina, a o samym  wydarzeniu nie posiadamy żadnych  wzmianek poza relacją Łukaszowi. Inny fakt historyczny – też odnotowany tylko przez ewangelię – mówi o zawaleniu się wieży w murach obronnych Jerozolimy, w pobliżu słynnej sadzawki – fontanny Siloe, kiedy to zginęło 18 osób. Do tych niedawnych, zapewne świeżo w pamięci  słuchaczy pozostających wydarzeń, nawiązuje Jezus przeciwstawiając się jednocześnie obiegowej opinii (pokutującej nierzadko do dziś), że nieszczęścia są karą za grzechy.

W trzecią niedzielę Wielkiego Postu prosimy o łaskę wiary i wyznajemy naszą gotowość do odnowienia jej. Bóg objawia nam swoją miłość i daje siłę do pokonania grzechów, abyśmy przynosili rzeczywisty owoc nawrócenia


2 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii., rok C – Łk 9,28b-36

Piotr i dwaj bracia – Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, to najbliżsi Jezusowi uczniowie. Oni to towarzyszą Chrystusowi w czasie agonii w Getsemani. Przemienienie – według tradycji – miało miejsce na Górze Tabor (562 m), położonej ok. 7 km na południe od Nazaretu. Na górze tej wznosi się dziś potężna Bazylika Przemienienia Pańskiego. Przemienienie miało miejsce w trzecim roku publicznej działalności Chrystusa Pana, co trzeba zaznaczyć, gdyż jego bezpośrednim celem było wzmocnienie wiary uczniów przed zbliżającą się męką, a także naprostowanie ich oczekiwań mesjańskich, które zbyt często przybierały polityczny charakter. Świadkami Przemienienia są również Mojżesz (protoplasta i prawodawca izraelski z XIII w. przed Chr.) oraz prorok Eliasz (IX w. przed Chr.), który nie umarł, lecz wzięty został do nieba (Por. 2 Krl 2,9-10), by w czasach mesjańskich wrócić i przygotować naród na przyjęcie Zbawiciela. Zadanie to – jak wiadomo spełnił Jan Chrzciciel, o którym pisarz natchniony zanotował, że działał „w mocy i duchu Eliasza” (Łk 1,17). Dziś zaś nie brak przypuszczeń, że Eliasz – jako prorok eschatologiczny pojawi się na świecie przed ponownym – ostatnim przyjściem Chrystusa, przed Paruzją, by przygotować Panu lud doskonały. Przekonanie to, żywe już wśród niektórych Ojców Kościoła i pisarzy chrześcijańskich, ma i dziś swoich zwolenników. Warto wszakże zaznaczyć, iż dla całości sprawy wiary kwestia ta nie posiada jakiegoś specjalnego znaczenia i jest sprawą marginesową.

Czas pokuty ukazuje, gdzie jest nasza prawdziwa ojczyzna i jaka do niej prowadzi droga. Tę ojczyznę przyrzekł nam Bóg, gdy zawarł z nami, jak z Abrahamem, przymierze. Uczestnicząc w Eucharystii wsłuchajmy się w Boże Słowo i przyjmijmy Chrystusa, który poucza nas i przemienia swoją mocą, aby zajaśniała w nas Boża chwała. Niech czas pokuty prowadzi do przemiany życia, by mieć udział w wiecznym przymierzu i chwale Chrystusa Pana. 


1 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 4,1-13

Stara Tradycja sięgająca pierwszych wieków wskazuje na miejsce postu Chrystusowego: ma nim być szczyt zwany „Kwarantanną” (po aramejsku Dok, przez Arabów dziś zwany Dżebel ed Duq) wysokości ok. 800 m., wznoszący się po zachodniej stronie Jordanu, w odległości kilkunastu kilometrów od Jerycha. W czasach przedchrystusowych wznosiła się na nim potężna warownia „Dagon”, o którą toczyły się zacięte walki pomiędzy Żydami a Ptolemeuszem Egipskim /Ant. 13,8,1/. Miejsce kuszenia Chrystusa to Pustynia Judzka /80 km długości, 25 km szerokości/. W trzeciej pokusie wprowadza szatan Chrystusa na szczyt świątyni – „rzuć się stąd w dół”. Jak ogromna była tam przepaść, uświadomimy sobie przypominając, że od jednej strony świątynia stała nad głębokim wąwozem /Cedron/. „Wąwóz ów – pisze Józefa Flawiusz (37-101 po Chr.) – był niezmiernie głęboki, tak że w oczach się ćmiło, jeśli się w głąb spojrzało. Tuż przy nim zbudował Herod – ciągnie historyk – krużganek o tak olbrzymiej wysokości, że jeśli ktoś z jego szczytu przemierzył okiem tę podwójną głębokość, doznał zawrotu głowy, gdyż wzrok nie dosięgał dna niezmierzonej przepaści” (Ant. 15,11,5). Na szczyt tego krużganka, zwanego Salomonowym (J 10,23; Dz 3,11; 5,12) przywiódł szatan Chrystusa.


8 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,39-45

 Dzisiejszy fragment należy do ostatniej części Kazania na Górze, i zbudowany jest z przypowieści. Dwa pierwsze podobieństwa mówią o zarozumiałości uczniów i ich wywyższaniu się nad samego Jezusa. Chrześcijanie bowiem, znając prawdę o zbawieniu i cel historii świata, mają być przewodnikami innych ludzi, gdyż takie jest ich powołanie. Ale nie mogą byś ślepymi przewodnikami. Muszą sami najpierw widzieć drogę. W kontekście „nie sądzenia” /por. w. 37/, ślepotę należałoby odnieść do ich własnych błędów. Osoba niezdolna do samokrytycyzmu nie może prowadzić innych. Dlatego każdy chrześcijanin musi ciągle się uczyć od swego jedynego Nauczyciela – Chrystusa, aby móc wskazywać drogę innym ludziom. Podkreśla to szczególnie kolejne porównanie o drzazdze w oku brata i belce we własnym, ilustrujące w sposób groteskowy ludzką skłonność do krytykowania przy jednoczesnym niedostrzeganiu własnych błędów. Tylko ten, kto potrafi sam przezwyciężać własne słabości i poprawiać swoje postępowanie, może skutecznie pomagać drugiemu wyzwalać się z jego błędów. Ostatnia przypowieść ostrzega przed złymi nauczycielami. Ten bowiem, kto źle czyni, nie jest zdolny innych nauczyć dobrze czynić.


7 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,27-38

 Dzisiejsza Ewangelia to kolejny fragment Kazania na Górze – Łukaszowej wersji; (por. Mt 5,38-48). Miłość nieprzyjaciół jest najwyższą formą przykazania miłości, a jednocześnie cechą odróżniającą chrześcijan od świata. Łukasz ukazuje trzy etapy wrogości: od uczucia nienawiści poprzez złe słowa – przekleństwo do złego traktowania /niezręczne tłumaczenie ostatniego terminu przez Biblię Tysiąclecia jako „oczernianie” zaciemnia nieco sens całej wypowiedzi, kontekst bowiem wskazuje na fizyczną przemoc jako ostatni stopień wrogości; por. Mt 5,44/. Uczeń Jezusa ma w adekwatny sposób odpowiedzieć na każdy przejaw wrogości: na nienawiść czynieniem dobra, na przekleństwo błogosławieństwem i wreszcie na fizyczną przemoc modlitwą, gdyż inne działania są już niemożliwe. Ale tylko w obrębie doświadczenia bliskości Królestwa Bożego można ten rodzaj paradoksalnych wymagań przyjąć i wprowadzić w czyn.

Chrystus przypomni nam dzisiaj, że pierwszym i największym z Jego przykazań jest przykazanie miłości. I to miłości nawet nieprzyjaciół. Nakaz miłości bliźniego znajdujemy w wielu religiach i systemach filozoficzno-etycznych, jednak miłość nieprzyjaciela głosi tylko chrześcijaństwo. Chrystus stawia to przykazanie na szczycie swej etycznej nauki. Chrześcijaninem jest więc dopiero ten, kto potrafi miłować nawet nieprzyjaciół. Ofiara Chrystusa, którą przychodzimy składać, daje nam tę niepojętą dla świata moc: miłowania nieprzyjaciół.


6 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 6,17.20-26

 U Łukasza mamy wstęp do Kazania na Górze. Chrystusowe błogosławieństwa: przedmiot zadumy, medytacji, nadziei i niezliczonych komentarzy. Jak wielka i skomplikowana jest ich problematyka, niech świadczy chociażby fakt, że wybitny biblista o. J. Dupont w swojej monografii Les BeatitudesBłogosławieństwa poświęcił temu zagadnieniu kilkaset stron. Zwróćmy uwagę, na Łukaszową notkę, że tej nauki Chrystusa słuchali przybysze z „Tyru” i „Sydonu”. Były to miasta pogańskie. Leżące na pograniczu Izraela i poddane były całkowicie wpływom kultury hellenistycznej. Mieszkańców tych miast, mądrość grecka nie zadowoliła i przyszli słuchać i szukać innej mądrości – Chrystusowej, ewangelicznej. Wzmianka o Tyrze i Sydonie jest bardzo istotna i służy podkreśleniu całej centralnej myśli teologicznej ewangelii Łukasza; że nauka Chrystusa skierowana jest do wszystkich ludzi, także do pogan.

Błogosławiony, kto zaufał Panu i chodzi Jego drogami. Przychodzimy na Eucharystię, aby Bogu złożyć swoją nadzieję i otrzymać siłę do wypełnienia tego zadania, które wypływa z Ewangelii. Tu jest źródło, które ożywia naszą wiarę.


5 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 5,1-11

Wiedząc, że na Piotrze będzie opierał się Kościół, Chrystus jako pierwszego powołał na apostoła Szymona, którego później nazwał Piotrem (grecka forma aramejskiego imienia Kefas – zn. dosłownie „skała”). Wraz z Piotrem powołany został jego brat Andrzej i dwaj inni wspólnicy Piotra w ryboustwie – Jakub i Jan. Przedziwna sceneria wydarzenia miała unaocznić pierwszym uczniom istotę ich posłannictwa. Oto sami łowili, zabiegali, pracowali, okazało się to daremne. Przez całą noc nic nie ułowili. Obecność Chrystusa sprawiła jednak, że połów w tym samym miejscu jeziora był obfity. Mieli już teraz zrozumieć, że ich praca misyjna, apostolska całą swą moc czerpać będzie z Boga.

Bóg powoływał proroków, aby objawiali zamysły Jego i wzywali do wiary. Chrystus powołał Apostołów, aby byli rybakami ludzi. Pan i nas powołuje, byśmy głosili Jego wielkie dzieła, byśmy składali Mszę św.,, przez którą Chrystus dalej zbawia, kocha i przebacza.


4 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 4,21-30

 Istotnym celem Ewangelii Łukasza, pozostającego pod wpływem św. Pawła, było wykazanie uniwersalnego charakteru Ewangelii Chrystusowej. Łukasz był z pochodzenia Grekiem, zależało mu na tym, by i jego rodacy dowiedzieli się o Dobrej Nowinie. Stąd już na początku swojej Ewangelii Łukasz skrzętnie zbiera to, co ilustruje myśl przewodnią jego dzieła. Syryjczyk Najman i wdowa w Sarepcie Sydońskiej – to poganie, a jednak mieli udział w dobrodziejstwach proroków Izraela. W dobrodziejstwach Mesjasza, można streścić tezę Łukasza, udział będą mieli wszyscy, a nie tylko Izraelici.


3 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – Łk 1,1-4; 4,14-21

Chrystus, podobnie jak kiedyś Ezdrasz, rozpoczyna swoją działalność od odczytania Biblii. Odtąd począł Jezus wyjaśniać właściwy sens Starego Testamentu, a zwłaszcza to, o czym mówili prorocy, a co zapomniała synagoga, że Mesjasz musi cierpieć. Ten historyczny szczegół – nauczanie w synagodze w Nazarecie – przypomina Łukasz, który sam przedstawia się na początku swego dzieła jako badacz solidny i dokładny, opierający swą ewangeliczną relację na wypowiedziach naocznych świadków słów i czynów Jezusa.

Chrystus jest pełnią objawienia. W nim spełniają się Boże obietnice. Przychodzimy na Eucharystię, aby poznać Chrystusa obecnego w słowie. Przychodzimy, by wybłagać jedność dla całego Kościoła, który jako swój wspólny skarb posiada Księgę Bożego Objawienia.


2 NIEDZIELA ZWYKŁA – Komentarz do Ewangelii, rok C – J 2,1-12

Cała Ewangelia Jana ma charakter duchowy, głęboko teologiczny, pełna jest metafor i symboli. Chrystus w niej ciągle ukazywany jest jako światłość, prawda i życie. To właśnie mając na uwadze należy spojrzeć na scenę w Kanie. Wino, zwłaszcza z zapowiedziach prorockich, miało charakter symboliczny. Oznaczało wszelką obfitość, dostatek i radość. Ta obfitość wina w Kanie również symbolizuje bogactwo dóbr mesjańskich. Ewangelista mówi – „taki to początek znaków uczynił Jezus”, czyli zaczął działać odtąd wyraźnie jako Mesjasz. Obficie rozlewać dobra mesjańskie, a ich istotą było ponowne nawiązanie kontaktu człowieka z Bogiem, naprawienie zerwanego przymierza, przywrócenie dziecięctwa Bożego. Uczta w Kanie jest obrazem uczty w wieczności, gdzie poznamy w pełni wielkość, dobroć, i mądrość Bożą. Uczta zaczęła się w momencie głoszenia Dobrej Nowiny, ale swoje apogeum osiągnie w Królestwie Bożym.
Czytając perykopę o Kanie Galilejskiej zbyt często zatrzymujemy się na powierzchni ukrytych słów i znaczeń. Liczymy stągwie. Dziwimy się ilości wina, nie pamiętając, że wesela na Wschodzie były bardzo liczne i brała w nich udział niemal cała wieś czy miasteczko. Zapominamy o niezwykłej głębokiej, religijnej starotestamentalnej symbolice wina, która doszła do głosu w Kanie, u początków mesjańskiej działalności Jezusa. Kana ukazuje nam, że Chrystus – Nowe Wino stanie się naszym całkowitym i bezgranicznym udziałem w  życiu przyszłym. Radością napawa fakt, że już teraz możemy gasić nasze pragnienia winem, które staje się krwią, przelaną za nas przez Chrystusa.

                                                        za: "Głoście Ewangelię"